Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

129999 miejsce

Niewytrawna recenzja "Wytrawnego przekrętu" Petera Mayle'a

Najnowsza książka "prowansalskiego Angola" to powieść o kradzieży wina. Nie byle jakiego bo najlepszej selekcji win Bordeaux o wartości 3 milionów dolarów. Niebanalnej kradzieży ale - o ile można tak to nazwać - w dobrym stylu.

okładka / Fot. strona wydawcyZabieram się za recenzję najnowszej książki Petera Mayle’a z ogromną rozterką. Książka zapowiadana jako powieść o kradzieży wina, "wypełniona rozkoszami dla podniebienia, wyśmienitymi trunkami i barwnymi postaciami", nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań. Zostaje odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego?

Peter Mayle, to interesująca postać. LINK Znany i uwielbiany. Najbardziej francuski Brytyjczyk wśród literatów. Podobno. Od dwóch dekad mieszkaniec wioski Ménerbes w Prowansji i piewca uroków życia na wsi. Prowansalskiej, oczywiście. Odkrył ten zakątek Francji dla szerokiego grona w 1989 roku książką "Rok w Prowansji", uwiódł "Jeszcze raz Prowansja", zaciekawił "Hotelem Pastis", zachwycił "Zawsze Prowansją” czy zapoznał z regionalnymi ciekawostkami w specyficznym "Abecadle. Prowansja od A do Z". Wszystkie te książki cechował typowy dla Mayla angielski humor w przedstawieniu zabawnych i przeuroczych "widokówek" z codziennego życia mieszkańców prowansalskiej wsi. Spojrzenie "z boku", bo dzięki byciu cudzoziemcem czyli obcym zachowywał zdrowy dystans, ale zabarwiony prawdziwą miłością do nowej, małej ojczyzny. Nie jest to jednak dystans turysty, zakorzenienie się w Prowansji pozwoliło mu na świetne rozpoznanie w zwyczajach, tradycji i zachowaniach autochtonów.

Historia opowiedziana w "Wytrawnym przekręcie" wydaje się być perfekcyjna. Pewnego dnia "Los Angeles Times" prezentuje postać bogatego prawnika gwiazd, a dokładnie jego kolekcję win. Kilka tygodni potem z kolekcji znikają co cenniejsze butelki. Kradzież win o niebagatelnej wartości 3 milionów dolarów wymaga dochodzenia przeprowadzonego niebanalnie. Takimi sprawami zajmuje się Sam Levitt, wynajęty przez firmę ubezpieczeniową detektyw o niejednoznacznej przeszłości. Nie można zapomnieć, że jest również koneserem dobrego jedzenia i picia. I to w doborowym towarzystwie. Sama kradzież zresztą odbyła się w "dobrym, starym stylu". Te "białe rękawiczki" przypominają mi postać Arsene’a Lupin, trochę też powieści łotrzykowskie.

http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Château_Mouton_Rothschild_x.jpg / Fot. Wikimedia CommonsNiestety, tu zaczynają się "schody". Postacie są naszkicowane, a nie narysowane. To duża różnica. Mam wrażenie,że nie są z krwi i kości. To powoduje,że nie odbiera się ich dosłownie. A na tym książka traci. Ubarwiona historiami "winnymi", anegdotkami i legendami jak na spotkaniu u someliera gawędziarza zaciekawia, jednak nie wciąga na tyle aby chciało się dla niej zarwać nochttp://commons.wikimedia.org/wiki/File:Marseille-by-Seba.jpg / Fot. Wikimedia Commons. Podobało mi się pozytywne i bardzo ludzkie przedstawienie Marsylii i jej mieszkańców, kpiny z nadętych bogaczy z Los Angeles kolekcjonujących a nie smakujących życie. Uroki kulinarne regionu bardziej przypominały prezentację menu niż organiczną przyjemność jaką daje jedzenie. Jest tu dużo dowcipnych, lekko napisanych scen, które w całości książki dla mnie nie zagrały.

Inne książki Mayle’a pachną czy to "świeżym chlebem" czy "lawendą" - tu niestety nie czuję bukietu Bordeaux... .ani dreszczyku emocji jak przy dobrym kryminale.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.