Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

28138 miejsce

Niezapomniane wpadki polityków

Z areny sejmowej zniknęli już "gwiazdorzy": Anita Błochowiak, która zasłynęła pytaniami o "pionowe korytarze" w siedzibie Agory. Minął również czas Józefa Zycha, któremu "po raz kolejny staje w Sejmie".

Premier i przydent

Na pierwszy plan tegorocznych wpadek wysuwają się politycy, którzy piastują najwyższe stanowiska w Polsce, mianowicie bracia Kaczyńscy. Trudno oszacować, który z braci nich miał ich więcej, na pewno warto przytoczyć te najbardziej spektakularne. Jedna z nich miała miejsce podczas posiedzenia Rady Ministrów. Premier całując na powitanie minister spraw zagranicznych, bez zastanowienia podniósł do ucałowania rękę Radosława Sikorskiego. Zmieszany minister obrony narodowej rękę cofa. Nie umknęło to uwadze dziennikarzy. Jarosław Kaczyński myli się po raz kolejny podczas swojego expose, mówi "że ich nie przekonają krzyki i płacze, że białe jest białe a czarne jest czarne". Po zaprzysiężeniu zapytany o postulaty programowe z kampanii wyborcze, Kaczyński odpowiada, że "budowa 3 milionów mieszkań w najbliższym czasie nie jest nierealna. Można to zrobić, a jedyną taką realną przeszkodą, nie do przełamania jest niechęć obywateli do zakupywania mieszkań".

Premier jest znany również ze słynnych powiedzeń, których znaczenie jest zrozumiałe chyba tylko dla niego. W wyemitowanym w Faktach TVN reportażu, dziennikarze zwrócili uwagę na niezrozumiały język Jarosława Kaczyńskiego oraz przejęzyczenia . "Sytuacje ultimatywne", "postawa abolicyjno-amnezyjna" są określeniami, które znaczenie zna sam premier. Sztandarowym przeinaczeniem będą tu słynne słowa z konferencji prasowej "koń jest jak każdy widzi" zamiast "koń jaki jest, każdy widzi”. Wywołało to konsternację na sali i ciche śmiechy, gdy nagle rozległ się głos dziennikarza, że "każdy konia widzi inaczej" zdając sobie sprawę z tego, że premier się pomylił i oczekując odpowiedniej reakcji. Kaczyński zripostował "że zarys konia jest mniej więcej podobny".

Z kolei wpadki na arenie międzynarodowej to specjalność prezydenta - Lecha Kaczyńskiego. Na pierwszy planie pojawia się konflikt z dziennikiem "Die Tageszeitung". Gazeta napisała o prezydencie jako o "kartoflu, który jest złodziejaszkiem chcącym zawładnąć z bratem światem". Kaczyński urażony tekstem, raczej małej gazety niemieckiej nalegał na przeprosiny władz niemieckich, uważając, że kiedy w Polsce zdarzył się przypadek obrażenia na łamach prasy Eriki Steinbach od razu z polskich elit politycznych nadeszły przeprosiny. Artykuł, według wielu publicystów sprawił, że prezydent dyplomatycznie "rozchorował się" i odwołał swój udział w spotkaniu Trójkąta Weimarskiego. Warto nadmienić, że w spotkaniu miała uczestniczyć Angela Merkel, od której prezydent oczekiwał przeprosin. Wizerunek prezydenta pogorszyła także grudniowa wypowiedź prezydenta na szczycie w Brukseli, który na konferencji prasowej poprosił prowadzącego konferencję, aby było ostatnie pytanie byleby nie od tej małpy w czerwonym. Ową "małpą" okazała się dziennikarka TVN, a wszystko zarejestrowały kamery i mikrofony. Kolejny skandal w kraju i popsuty wizerunek na świecie. Pamiętna jest również wpadka prezydenta z psem o imieniu Ira. Właściciel psa, w obecności premiera wydał zwierzęciu komendę "Ira siad", tymczasem prezydent nie zorientował się, że Ira to imię a siad to polecenia powiedział: "Irasiad jest bardzo zdenerwowany".

Zarówno Jarosław jak i Lech nie są za pan brat z techniką. Z jednej strony nie wyłączone telefony na uroczystych spotkaniach, z drugiej strony nieumiejętność poradzenia sobie z mikrofonem przenośnym na spotkaniu z kanclerz Angelą Merkel. Pani kanclerz chciała sama pokazać Kaczyńskiemu jak to się obsługuje, uprzedził ją ktoś z obsługi technicznej konferencji. Problemy z mikrofonem wydarzyły się również podczas wizyty w USA.

Rechot Andrzeja Leppera

Niecodzienną wpadką może się pochwalić również Andrzej Lepper. Działo to się w chwili, gdy europoseł z ramienia Samoobrony - Bogdan Golik został oskarżony o gwałt na francuskiej prostytutce. Andrzej Lepper na konferencji prasowej zastanawiał się jak można zgwałcić prostutytkę, po czym zabrzmiał jego śmiech. Po chwili jednak wpadł w zadumę i doszedł do wniosku, że w sumie to można ją zgwałcić, prostytutka nie każdemu chce się oddać. Problem w tym, że słowa te wypowiedziane przez wicepremiera i ministra rolnictwa nie powinny być wypowiedziane na głos a stanowić jedynie formę osobistych przemyśleń. Andrzej Lepper szybko zorientował się, że może mieć z tego powodu kłopoty z wizerunkiem i próbował w ostatniej chwili wybrnąć z kłopotliwej sytuacji. Andrzej Lepper był także autorem nowego pojęcia w słowniku hiphopowców. Wymyślił pojęcie "bredgens" zamiast breakdance. Stojąc na trybunie sejmowej przekonywał swoich politycznych adwersarzy, że wystąpili przed chwilą w pięciu tańcząc bredgensa. Dla niepewnych tego co usłyszeli posłów i telewidzów, po chwili dodał, że jak ktoś nie wie, o co chodzi to chodzi mu o "taniec o głowie". Dobrze, że Andrzej Lepper dopowiedział znaczenie jego nowego słowa, gdyż niewątpliwie zaraz po posiedzeniu zostałby zapytany o to przez dziennikarzy.

Maturzyści Giertycha

Innego rodzaju wpadkami są niefortunne projekty zmiany prawa. Najbardziej pamiętną będzie zapewne tzw. "amnestia" dla maturzystów. Została wprowadzona przez ministra edukacji narodowej Romana Giertycha. Oznaczała, że jeżeli wynik matury będzie powyżej 30 procent, chociaż nie zdało się jednego przedmiotu, to matura będzie i tak zdana. Sprawa została szybko nagłośniona, gdyż wiele osób nie mogło się z tym pogodzić, że maturzysta, który nie zdał matury w konsekwencji ja zdał. Decyzja o "amnestii" była niefortunna z tego powodu, że niemal nikomu nie przyniosła korzyści, prócz maturzystów, którzy raczej kariery studenckiej i tak nie zamierzali robić. Jak bowiem można dostać się na porządne, dzienne, państwowe studia, mając tak niskie wyniki i nie zdając jednego przedmiotu. Zadowoleni z pewnością byli Ci maturzyści, którzy chcieli mieć maturę za sobą i podjąć pracę, albo wyjechać za granicę. Warto nadmienić, że partia Romana Giertycha szybko traciła poparcie w sondażach. A zgodnie z zasadami marketingu politycznego czasami nieważne czy o kimś mówi się dobrze czy źle, ważne, by po nazwisku. Premier Jarosław Kaczyński znalazł się kłopotliwej sytuacji, gdyż widać było że nie kontroluje tej sytuacji, ale nie chcąc wprowadzać jeszcze większego zamieszania stwierdził, że słowa już padły, więc maturzysta nie może być manipulowany.

Kamera w pokoiku posłanki

Wielką wpadką, tym razem inspirowaną przez dziennikarzy TVN była tzw. Begergate, a więc afera związana z tworzeniem koalicji parlamentarnej i zakulisowych rozmów na ten temat. W zaaranżowanym pokoju sejmowym posłanki Samoobrony Renaty Beger zamontowano specjalne kamery, które nagrywały przebieg pertraktacji koalicyjnych. Bohaterami wpadki byli tym razem posłowie PiS Adam Lipiński i Wojciech Mojzesowicz. Przed milionami telewidzów zastanawiali się jakimi stanowiskami przekonać Beger do zmienienia barw partyjnych. Obrażano również innych posłów nazywając np. posła Samoobrony "Kurduplem".

Znikający Tusk

Wraz z tą wpadką pojawiła się następna. Tym razem w centrum zainteresowania stanął lider opozycji, przewodniczący Platformy Obywatelskiej - Donald Tusk. Zastanawiano się, gdzie w chwili kryzysu parlamentarnego przebywał Tusk. Obwiniano go, że w takiej chwili powinien być w centrum, tam gdzie dzieją się ważne dla Polski i Polaków wydarzenia. Tymczasem przewodniczący wypoczywał na Krecie. Po pewnym czasie Tusk usprawiedliwiał się, że po tak ciężkim dla nim okresie nie było dla niego nic ważniejszego niż odpoczynek.

Gadzinowski w "Hąkągu"

Do klasyków zostanie pewnie zaliczona również tegoroczna wypowiedź z sejmowej mównicy posła SLD Piotra Gadzinowskiego, którego określenie Hąkąg, zamiast Hong-kong wywołały salwy śmiechu na sali obrad. Kilkakrotnie zaczynający swoją wypowiedź Gadzinowski za każdym razem był wyśmiewany, a że nie wiedział co powiedzieć i udając, że nie zna przyczyny reakcji posłów, publicznie próbował jej dociec, co wywoływało jeszcze żywsze reeakcje...

To tylko niektóre najważniejsze wpadki. Większą ich liczbę znają tylko ich bohaterowie lub baczni obserwatorzy sceny politycznej. Miejmy nadzieję, że polscy politycy zajmą się sprawami Polski a nie sprawami pisania scenariuszy polskim kabaretom.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 05.01.2007 22:19

naprawde ciekawy artykuł, czekamy na kolejne młody człowieku!!!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pierwszy tekst autora. Osobiście witam serdecznie, bo i ja ponad miesiąc temu zadebiutowałam. Przeczytanie swojego pierwszego tekstu na łamach gazety jest przeżyciem niezapomnianym.
Duży plus za to podsumowanie "najlepszego" roku pp.Kaczyńskich & comp.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja bym napisał *Hongkong*, choć w innych językach mamy Hong Kong, Viet Nam, Shang Hai. Waluta hongkońska...Traszka hongkońska (Paramesotriton hongkongensis)
A Wałęsy jest także - *obniżyć ceny o 100%*....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jest powiedzenie: Co dwie głowy to nie jedna. Niektórzy jednak odpowiadają, że lepsza jedna głowa niż dwa półgłówki:-)
Patrząc na wpadki naszych kochanych uczestników życia publicznego dochodzę do wniosku, że niedościgniony mistrz nad mistrze pan prezydent Lech Wałęsa ma jednak godnych naśladowców :-) Przy czym Lech Wałęsa robił to z nieporównywalnym do nikogo wdziękiem:-)
Wałęsa mial powiedzonka zabawne. Niektórym jednak nie sposób odmówić szczególnej celności. Choćby temu: " Takiego mamy prezydenta na jakiego sobie zasłużyliśmy".

Komentarz został ukrytyrozwiń

HONG - KONG :)) Ale ogólnie tekścik fajny. Plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.