Facebook Google+ Twitter

Niezauważona rewolucja. Kilka słów o Kodeksie wyborczym i okręgach jednomandatowych

Pomiędzy sporem o znicze, sporem o tablicę i tysiącem innych dyskusji, które sprowadzają się do hasła Smoleńsk, niezauważony przeszedł istotny temat - Kodeks wyborczy.

Oczywiście media i opozycja spod znaku PiS nie raczyła zwrócić uwagi większej uwagi (większej, bo trzeba przyznać, iż napisali - co prawda dla zasady - wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, który to wniosek zapewne zostanie odrzucony). Pomijam małe zająknięcie się o zakazie emisji spotów telewizyjnych - czyli sprawie nie za bardzo istotnej (i to wspomniano o tym z użyciem magicznej formuły "przepisy się zmieniły", która jako winowajcę owych zmian wskazuje ducha Elvisa, albo Bóg wie jeszcze kogo - a w zasadzie na nikogo; przepisy zmieniły się, ot tak! po prostu!).

Jednak zamiast pisać o moich frustracjach na polską debatę publiczną, powinienem więcej napisać o samym Kodeksie. Dzięki owej ustawie w końcu mamy w Polsce jednomandatowe okręgi wyborcze - JOW (to ordynacja, w której mandat posła/senatora/radnego otrzymuje osoba z najwyższą liczbą głosów; tutaj głosujemy na ludzi, bez podziału na listy wyborcze)! Owszem tylko w gminach i Senacie, ale jednak (w ten sposób PO połowicznie spełniła jedną ze swoich wyborczych obietnic! - warte podkreślenia). Poza tą - moim zdaniem najważniejszą zmianą (czemu najważniejszą, o tym później) - w Kodeksie znajduje się jeszcze kilka ciekawych rzeczy. Chociażby możliwość dwudniowego głosowania, czy wspomniany zakaz emisji spotów telewizyjnych, który jest sprawą dosyć dyskusyjną.

Jednak co owe zmiany w zasadzie zmieniają? Zmieniają to, że będziemy bliżej prawdziwej demokracji lokalnej na poziomie gmin. Dziś w praktyce owa demokracja sprowadza się do zagłosowania (i to najczęściej zwłaszcza w dużych miastach na człowieka przypadkowego, który dostał nasz głos bo ładnie się uśmiechał z billboardu lub po prostu był pierwszy na liście popieranej przez nas partii). I tyle żeśmy widzieli naszego radnego. Murzyn zrobił swoje - murzyn może odejść. Radny nie interesuje się nami ("bo po co? szef regionu i tak mnie wystawi na jedynkę, jak będę siedział cicho i grzecznie potakiwał na sesjach" - mógłby powiedzieć w przypływie niespotykanej szczerości radny). Ale taka prawda. Po co się wybijać? Jeszcze się weźmiemy i wybijemy i co wtedy? Lider regionu pozazdrości nam poparcia i zepchnie nas na dół listy. A poza tym po co coś robić? Przecież za potakiwanie są wysokie miejsca, a coś robiąc można się zmęczyć. My też się zbytnio radnym nie interesujemy. A jak mamy problem z jakąś decyzją magistratu to, jak jesteśmy obrotni napiszemy petycję - a magistrat może rozpatrzy, może nie. O działaniach pozytywnych, na które nikt nie ma ochoty nie wspomnę.

Tak jest dziś. A właściwie było wczoraj. Podczas (i co ważne także po) elekcji do rad gmin przyszli radni będą się mocno starali o nasze głosy. Listy partyjne już im nie zapewnią wyboru. Tutaj po prostu trzeba być na mecie pierwszym. Partyjne kalkulacje, miejsca na listach przestaną się liczyć. Zostanie po prostu kandydat i wyborca. W dodatku robienie kampanii wyłącznie billboardowo-plakatowej przestanie się opłacać - okręgi będą bardzo małe. Najlepszym sposobem na zdobycie głosów będzie kampania od drzwi do drzwi, robienie spotkań z mieszkańcami. A dzięki temu ludzie w końcu będą znać lokalnych polityków. Poza tym już codzienna praca radnych będzie inna. Bierność przestanie się opłacać, a najlepszym sposobem na reelekcję będzie skuteczna pomoc mieszkańcom danego okręgu, załatwienie jak największej ilości spraw. Radni w końcu potraktują wyborców na serio. Bo jak tego nie zrobią, to w kolejnych wyborach przegrają. Przyjdzie ktoś, kto załatwi parę spraw, dobrze się zaprezentuje, będzie "swoim" i to on wygra.

Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że wprowadzenie JOW-ów upartyjni samorządy, rady gmin staną się mniej dostępne dla przeciętnych zjadaczy chleba (argument typowy przy dyskusjach nad ordynacjami większościowymi). Jednak owy argument możemy spokojnie obalić. Okręgi będą małe - wygra ten, który będzie bardziej znany, który lepiej trafi do mieszkańców indywidualnie, który więcej zrobił. Tutaj partie nie będą miały wiele do gadania. To dziś mają. Dziś wygrywa ten, który jest jedynką na liście. A żeby być jedynką na liście trzeba być już bardzo zaangażowanym politycznie. Jednomandatowe Okręgi umożliwią także startowanie pojedyncze, samodzielne. Bez konieczności rejestrowania całej listy. To także znacząco ułatwi dostanie się do samorządu osobom działającym lokalnie, ale niechętnych wielkiej polityce i niekoniecznie posiadających wielkie znajomości.

Podsumowując chcę stwierdzić, że dzięki tej ustawie będziemy mieli kogo lać po głowie. A to w obliczu tysiąca niewinnych polityków, którzy "nic nie mogli zrobić" bardzo ważne. Może to nie jest wielki krok. Mogłyby być większe. Ale zawsze to coś. Sprawy posuwają się naprzód. Chociażby ostatnia ustawa deregulacyjna. Państwo zaczyna ufać swoim obywatelom. W natłoku spraw mało ważnych warto to zauważyć. Coś idzie ku lepszemu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Nie będzie jednomandatowych okręgów wyborczych, bo żadna partia nie odda władzy, ani możliwości wybierania sobie posłów w ręce ludu. I koniec. Platforma coś, kiedyś, gdzieś obiecywała. Ale to nie jedyna obietnica była...

Komentarz został ukrytyrozwiń

To tak po POLSKU i jakoś tam będzie. Ciemny ludek zbajerowany, że JOW już jest. I ale o co chodzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiście pan Jerzy ma rację. PO bardzo połowicznie wywiązała się z obietnicy. Chociaż ma ku temu sposobność. Owszem - ktoś może powiedzieć, że nie ma większości - ale ma za to prezydenta. A prezydent ma prawo do rozpisania referendum za zgodą Senatu (w którym PO ma większość). A jak wskazują badania bodajże 70 proc. Polaków opowiada się za ordynacją jednomandatową - takiego wyniku Sejm zwyczajnie nie będzie mógł odrzucić. Więc chcieć to móc.

Komentarz został ukrytyrozwiń

O JOW-y do Sejmu upomina się ostatnio coraz głośniej Niezależne Zrzeszenie Studentów:
link

Komentarz został ukrytyrozwiń
Jerzy Przystawa
  • Jerzy Przystawa
  • 26.04.2011 19:46

Bardzo trafny tekst. Oczywiście, o tych sprawach dużo piszemy na stronie Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych i gdzie się tylko da. Mamy jednak wątpliwości, czy Kodeks jest dowodem na wywiązywanie się PO z obietnicy wprowadzenia JOW, czy może odwrotnie? PO bowiem nie obiecywała JOW ani w samorządach ani do Senatu, tylko do Sejmu. Nazwałem to więc w artykule takim samy wywiązywaniem się z obietnicy, jak ktoś, kto obiecywał mi na śniadanie bułkę z szynką, a dał kiszonego ogórka! Tym niemniej, zgadzam się z Autorem, że nawet taka ułomna reforma będzie miała istotne znaczenie w funkcjonowaniu samorządów lokalnych. Niestety, w sprawie najważniejszej, w sprawie Sejmu, idzie ku gorszemu, a nie ku lepszemu, o czym dobitnie świadczy wprowadzenie "parytetu" i inne zapisy. Jest to więc antyleninowskie "jeden krok wprzód - dwa kroki wstecz".

Pozdrawiam,

Jerzy Przystawa
www.jow.pl

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.