Facebook Google+ Twitter

Niezbędna korekta naszej "umowy społecznej"

Obecnie obowiązująca umowa społeczna jest rażąco niesprawiedliwa."My naród" nie mamy należnych nam praw suwerena bieżącej kontroli swojej "służby" ani ograniczenia jej uprawnień. Powinniśmy to zmienić.

Sejm / Fot. Obrazek umieszczony w domenie publicznej.Nie wszystkie swoje potrzeby potrafimy/chcemy/umiemy zaspokoić własnoręcznie. W takim przypadku zwracamy się do osób, które chcą i potrafią wykonać dla nas takie usługi - fachowców, specjalistów, ekspertów i powierzamy im ich wykonanie. Projekt domu zlecamy architektowi. Dopilnowanie naszych spraw w sądach powierzamy adwokatowi. Naprawę naszego auta powierzamy mechanikowi. Położenie glazury w łazience powierzamy glazurnikowi, etc. Prawa i obowiązki zleceniodawcy oraz usługodawcy reguluje formalna bądź nieformalna umowa cywilnoprawna.

Niezbędnym warunkiem zawarcia uczciwej, sprawiedliwej umowy jest równowaga umawiających się stron. Niestety we współczesnym świecie nagminne są sytuacje, gdy strona silniejsza np. banki, firmy ubezpieczeniowe, monopoliści etc. redagują umowy korzystne dla nich a następnie zachęcają do ich podpisania potencjalnych klientów, stronę słabszą, ludzi naiwnych, nieprzygotowanych merytorycznie do zrozumienia niuansów prawnych, zapisanych zazwyczaj „drobnym drukiem”. Takie cechy ma właśnie umowa społeczna zawarta przy/po „okrągłym stole”. Elity polityczne (usługodawca) przygotowały korzystną dla siebie umowę i naiwnemu narodowi (zleceniodawcy) wmówiły, że jest to najlepsze rozwiązanie z możliwych. Zredukowano w niej do minimum prawo „zleceniodawcy” do oceny pracy „usługodawcy” oraz nie dano mu żadnej szansy na renegocjację jej warunków.

Społeczeństwo bez prawa do bieżącej kontroli pracy elity politycznej


Jan Paweł II 11czerwca 1999 roku wygłosił w Sejmie RP przemówienie w którym określił politykom podstawowy nakaz moralny: „Służba narodowi musi być zawsze ukierunkowana na dobro wspólne”. Otrzymał owację na stojąco. Problem w tym, że pojęcie „dobro wspólne” jest niejednoznaczne i każdy pod tym pojęciem może rozumieć co innego. Każda grupa ma swoje interesy i przekonuje jak potrafi, że jej interesy są najważniejsze, że właśnie one są „dobrem wspólnym”. Poza tym jesteśmy tak skonstruowani, że mamy do wyboru kilka różnych „dóbr”. Poza wspólnym mamy dobro naszej małej ojczyzny (gminy, powiatu, regionu etc.), dobro ugrupowania któremu zawdzięczamy swoją karierę, dobro swojej rodziny a także swoje dobra osobiste. Czy w tych warunkach normalny zdrowy polityk może poświęcić się wyłącznie „dobru wspólnemu” a wszystkie pozostałe „dobra” zlekceważyć? Pozostawić na potem?

Kto zatem ma określić co jest a co nie jest dobrem wspólnym? Kto ma sprawować bieżącą kontrolę? Czy politycy pełniący służbę publiczną podejmują decyzje dla dobra wspólnego czy też dla innego dobra? Formalnie wg zapisu naszej Konstytucji suwerenem, który ma takie prawo i obowiązek jesteśmy my, - jak to określił w Kongresie USA w 1989 roku Lech Wałęsa - „My naród”. Czy tak jest rzeczywiście?

Niestety prawo kontroli poczynań naszych polityków mamy zredukowane do minimum – raz na cztery lata. Na domiar złego w „dniu demokracji” nie wyrażamy swojej opinii, które postulaty są naszym zdaniem „dobrem wspólnym” i które chcemy, by były realizowane przez polityków. Kampania wyborcza to nie merytoryczna debata publiczna - co jest, a co nie jest dobrem wspólnym. To rewia popularności ugrupowań politycznych i ich „wodzów”. Po wyborach przez cztery lata politycy (usługodawcy) są poza jakąkolwiek realną kontrolą suwerena (zleceniodawcy). Łączą się w koalicje - jakie im odpowiadają, ustanawiają prawa - jakie im odpowiadają, podejmują akcje „pokojowe” - jakie im odpowiadają, zaciągają w naszym imieniu zobowiązania jakie im odpowiadają, etc. My naród, nie mamy żadnej realnej możliwości zawetowania tych poczynań naszych usługodawców, które, naszym zdaniem, nie są naszym dobrem wspólnym!

Suweren bez prawa do zmiany warunków umowy

Oczywistym, naturalnym prawem obydwu umawiających się stron jest prawo do rozwiązania aktualnie obowiązujących warunków i zaproponowanie zawarcia nowej umowy na zmienionych warunkach. Oczywiste i niezbędne jest takie prawo zleceniodawcy. „Panta rhei” – zmienia się jego stan finansowy, jego gusta i upodobania, jest niezadowolony z pracy usługodawcy, zmieniają się jego potrzeby etc. Umowa powinna jasno określać warunki, jakie musi on spełnić, by mógł rozwiązać umowę, bądź wprowadzić jej korektę.

W naszej umowie społecznej, "my naród" takiej możliwości nie mamy. Znamiennym potwierdzeniem tego są bezskuteczne i beznadziejne zabiegi wojowników. Proponują, proszą, grożą, lobują bezskutecznie od kilku lat. Mają/mieli poparcie 750 tysięcy obywateli dla swojej idei polegającej na niewielkiej korekcie naszej umowy. Zastąpienia określenia „ordynacja proporcjonalna” wrażeniem „ordynacja większościowa”.

W naszej umowie społecznej na żadną zmianę polegającą na ograniczeniu uprawnień drugiej strony umowy tzw. elit politycznych - nie ma najmniejszej możliwości. Zastąpienie ordynacji proporcjonalnej większościową, zlikwidowanie senatu, zmniejszenie liczby posłów i ograniczenie ich przywilejów a przede wszystkim realna bieżąca kontrola ich poczynań są bez szans.

Niezbędne i wystarczające dwie poprawki do naszej umowy

Wiadomo jaką korektę powinniśmy wprowadzić do naszej umowy społecznej. Dobrą umowę społeczną mają Helweci. Mają w niej dwa zapisy, które powodują, że są równoprawnymi partnerami w stosunku do własnych elit politycznych. Są autentycznym suwerenem w swojej ojczyźnie.

Pierwszy zapis pozwala im skutecznie kontrolować i ewentualnie wetować poczynania „politycznych usługodawców”, który mówi: „Jeśli pod wnioskiem negatywnie oceniającym uchwałę parlamentu podpisze się 50 tysięcy obywateli, to taka uchwała musi być poddana ogólnokrajowej ocenie w referendum. Jeśli zwyczajna większość powie uchwale - nie - to ląduje ona w koszu”.

Drugi zapis ich umowy daje im realne prawo inicjatywy ustawodawczej i zmiany warunków umowy społecznej bez żadnych odpraw i rekompensat dla „politycznych usługodawców”. Odpowiedni zapis ich umowy mówi: "Jeśli obywatelski pomysł ustawy poprze swoim podpisem 100 tysięcy obywateli, to taki projekt MUSI być poddany ocenie całego narodu. Jeśli zwyczajna większość biorących udział w takim referendum powie projektowi tak, to taki projekt jest natychmiast prawem obowiązującym".Elity polityczne nie mają żadnej możliwości go zawetować.

***

Wiadomo CO należy zmienić w naszej umowie społecznej. Problem w tym, że do jej nowelizacji Niezbędny jest masowy ruch społeczny a nie grupka naiwnych idealistów - a tylu i tacy jesteśmy. Jeśli Tobie również nie odpowiada obecnie obowiązująca umowa społeczna, która traktuje nas (Ciebie) jako ciemny lud, któremu można wcisnąć każdy kit – przyłącz się do nas, do Stowarzyszenia Demokracja Bezpośrednia (PelnaDemokracja@onet.eu ). Sami bez Twojego wsparcia/pomocy jesteśmy bez szans.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.