Facebook Google+ Twitter

"Niezniszczalni 2" czyli "klasyka rządzi" - recenzja

Sylvester Stallone, Arnold Schwarzenegger, Chuck Norris, Bruce Willis, Jet Li, Jean-Claude Van Damme razem na ekranie. To spełnienie marzeń wszystkich fanów kina akcji. Niemożliwe? A jednak... "Niezniszczalni 2" przejdą przez kina jak burza.

 / Fot. Plakat filmuWszystkim, którzy chcą wybrać się na film i mieć z tego świetny ubaw, polecam zakończenie lektury tego tekstu już teraz. Idźcie do kina nie oczekując niczego, a otrzymacie wszystko. Tych, którzy chcą dowiedzieć się co rozbroiło w tej produkcji mnie - zapraszam do przeczytania.

Pamiętam, gdy w Polsce pojawiły się na szerszą skalę wypożyczalnie kaset video. Dziś może trudno w to uwierzyć, ale zdarzało się, że aby obejrzeć sztandarowe produkcje kina akcji z wymienionymi we wstępie aktorami, trzeba było... zapisać się na listę oczekujących.

Popularność kreowanych przez nich bohaterów sprawiła, że właściwie nazwy Rambo czy Terminator zaczęły funkcjonować jako określenia nie pojedynczych filmowych postaci, ale całego zjawiska i wszystkich muskularnych naśladowców ekranowych gigantów - speców od "mordobicia i naparzanek". Filmy z serii "zabili go i uciekł" ukształtowały całe pokolenie - nie tylko chłopców. I całe to pokolenie powędruje teraz pewnie do kin, by zobaczyć emerytowanych mistrzów wszelakich sztuk walki i maniaków pirotechniki znowu w akcji.

Na początek seria wybuchów, setki łusek wyskakujących z wszelakiej maści broni maszynowej, trzask łamanych w walce kości itp. I jedno jest pewne - tak będzie do końca filmu.

Na co warto zwrócić uwagę w tej produkcji? Na pewno nie przegapicie porażających dialogów - chociaż trzeba trochę dobrej woli, by niektóre kwestie nazywać dialogami. Kolejna sprawa to głębia przemyśleń płytko ukryta pod skórą oblekającą ćwiczone od lat muskuły. I ta mimika... mistrzostwo świata! Te "przenikliwe" spojrzenia przymrużonych groźnie oczu. Tego nie da się opisać.

No i początkowa niepewność - czy to jest "na poważnie", czy oto mamy do czynienia z autoironiczną opowieścią bandy stetryczałych (choć może to jednak nieodpowiednie określenie) mięśniaków? Podobno w pierwszej części autorzy nie poradzili sobie do końca z rozstrzygnięciem tej kwestii. W przypadku "dwójki" stopniowo nabiera się pewności, że mistrzowie sztuk walk wszelkich okazali się też mistrzami poczucia humoru i dystansu do samych siebie. I to zarówno w odniesieniu do swoich dokonań z czasów młodości, jak i obecnej kondycji gwiazdorów-weteranów ekranowych bijatyk. A jeśli ktoś miał jeszcze jakiekolwiek wątpliwości co do charakteru filmu, to musiał rozwiać je Chuck Norris opowiadający dowcipy o samym sobie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

A Steven Seagal ;)?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.