Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

39831 miejsce

Nieznośna ociężałość bytu

Weekend w tym roku zrósł się ze świętami co dało nam pięć wspaniałych dni wolnych od pracy. Dni nie szarych, dni jakoś tam innych. Ten "pięciopak szczęścia" dobiegł już niestety końca.

Bo to już poniedziałek. Godzina druga w nocy, boli mnie żołądek. Nie śpię. Pokutuję za grzech obżarstwa i chyba też pychy, bo nieskromnie myślałem sobie, że jeść można bez ograniczeń. I by te dni świąteczne święcić, poświęciłem również nieznośną lekkość bytu. A prababcia zawsze mówiła mi, żeby jeść, kiedy się jest głodnym. A ja nigdy nie umiałem słuchać takich babcinych mądrości. No i teraz mam za swoje. Mam za serniczek, za karpika -naście kawałków, za kapusty z grochem ilości wielkie, za słodycze no i za likierek.

Argumenty tędy i owędy


Chciałem się nawet na początku bronić. Szukać argumentów takich prostych, przyziemnych i tych stamtąd, co się nawet filozofom nie wyśniło (jakby się tak najadali przed spaniem jak ja, to na pewno śniły by się im niesamowitości jak się patrzy). Mówiłem sobie jedz z umiarem, bo to niezdrowo. Dla jelit, żołądka i wątrobie też się oberwie (Polak przecież nie wielbłąd). Potem inaczej - że jem aby żyć, a nie odwrotnie no i że przecież miłością też żyć można. Potem już tylko, że kochanego ciała nigdy nie za wiele. I to coraz wątlejszym głosem. I każdego kolejnego dnia czułem się jakbym z Dantem pod rękę schodził w coraz głębsze kręgi piekła. Ciekawe, czy on też miał problem z umiarem w kwestii spożycia?

Nie oszukujmy się, nie miałem szans. Jedzenie otaczało mnie z każdej strony. Gdybym miał katar, to już by mnie tu nie było. Prawdopodobnie bym się udusił, usta bowiem miałem zapchane nieustannie. Ostatniego dnia, w niedzielę pokarmy trochę odpuściły atak na mnie, bo i liczebność stacjonujących w domu jednostek drastycznie się zmniejszyła. Udawało mi się trochę trzymać dystans. Nie rzucać się ze zwierzęcym apetytem na każdy smakowitszy kąsek. Nie podkradać podczas każdego zwleczenia się z siedziska pierniczków, ciasteczek i cukierków. Krok po kroku przejmowałem kontrolę nad swoim łaknieniem. Było lepiej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

(+) Może i dobrze, że nim się nie staniesz. Kto by tu pisał z takim polotem o sprawch przyziemnych i bolesnych;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuje Xeniu za życzenia i wszystkim życzę tego samego :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 31.12.2008 12:08

(+) Lubię Twój styl...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 31.12.2008 12:00

+ Szczęścia, co radość daje, miłości, co niesie pokój, zdrowia, co rodzi wytrwałość, wiary, co nadzieje prowadzi, dni wypełnionych do końca, nowych wschodów słońca i niech więcej takich rzeczy Nowy Rok Ci użyczy... :-) Isa S.

link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pomimo wielkiej twojej tragedii popełniłeś ciekawy tekst bardzo z humorem i bardzo z dystansem :) Gratuluje i plusuję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale gdyby nie te kuchenne zapachy, to zabrany zostałby ważny element świąt.

A to, że na samym rozkoszowaniu się zapachami się nie kończy to chyba normalne.
Kto mógłby się oprzeć świątecznym daniom?:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.