Pozycja materiału w rankingach:
Historia dwóch lotników, walczących przeciw sobie podczas II wojny światowej: Władysława Gnysia i Franka Neuberta.
Był wczesny ranek, 1 września 1939 r. Kapitan Mieczysław Medwecki (patrz artykuł: “Pierwszy pilot, który zginął w czasie II wojny światowej”), który jako pierwszy wyruszył do walki w obronie ojczyzny, rozkazał jednemu z lotników: “Władek, lecisz ze mną”. Nie tracąc czasu, wsiedli do samolotów myśliwskich P11c i wystartowali w pierwszy lot ku obronie polskiego nieba.
Kilka minut wcześniej dostali sygnał, że lotnisko w Balicach ma zostać zbombardowane. Luftwaffe chciało dokonać ataku na Kraków. Powracający z akcji
samolotem T6+GK Lt., Frank Neubert (lat 24), spokojnie wracał do Niemiec. Nagle dostrzegł za sobą dwa polskie myśliwce. Kapitan Medwecki zniżył lot i znalazł się tuż pod Niemcem, podporucznik Władysław Gnyś (lat 29) leciał za nim. Umiejętnie manewrując w powietrzu, Neubert wypuścił przodem Medweckiego, po czym ostrzelał go. Samolot kapitana eksplodował w powietrzu i spadł na pola w Morawicy.
Tymczasem Władysław Gnyś gonił Niemca dłuższy czas, ale ten wleciał w kłęby chmur i zniknął z pola widzenia Polaka. Frank Neubert powrócił do swej macierzystej bazy w Nieder-Ellguth.
Podczas wojny wykonał jeszcze około 350 misji bojowych, w tym około 230 na samolocie Ju-87. Władysław Gnyś gubiąc przeciwnika w chmurach, zdążył zauważyć lecące dołem inne niemieckie Ju-87. Zanurkował lotem pikującym w dół i zestrzelił dwa z nich, które spadły w miejscowości Żurada. Obaj lotnicy – Neubert i Gnyś zapisali się w historii, jako pierwsi zwycięzcy w II wojnie światowej, tyle, że każdy po innej stronie.
Po wojnie, Frank Neubert bardzo chciał odnaleźć swego pierwszego przeciwnika – Gnysia, którego “elegancki skręt w lewo” tak bardzo wrył mu się w pamięć. Niemiecki pilot poprzysiągł sobie, że spróbuje ustalić, kim był tamten lotnik i spotkać się z nim. Tak też się stało.
Po 45 latach, Frank Neubert znalazł Gnysia w Kanadzie. Napisał do niego list z prośbą o spotkanie, lecz zwlekał kolejne 5 lat z jego wysłaniem, bojąc się odmowy. W końcu przełamał się i po trzech miesiącach dostał zaproszenie do Kanady. Historyczne spotkanie dwójki pilotów odbyło się 31 sierpnia 1989 r. w prywatnej posiadłości Gnysia – Beamsville. Dawni śmiertelni wrogowie zostali od tej pory serdecznymi przyjaciółmi.
Ich przyjaźń przetrwała do 28 lutego 2000 r., kiedy to zmarł nagle płk. Gnyś. Pół roku przed śmiercią został odznaczony przez ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.
W Olkuszu siostrzeniec Gnysia – Waldemar Serocki stworzył wystawę “Walka-Pojednanie-Przyjaźń”, która przedstawia i dokumentuje historię niezwykłych losów dwójki pilotów.
To zadziwiające, jak historia może zatoczyć koło i doprowadzić do ponownego połączenia losów dwójki lotników. Po 50 latach dane było spotkać się dwóm przeciwnikom, który stoczyli zaciekłą walkę w pobliżu balickiego lotniska.
Dzielnym pilotom wieczna cześć i chwała...
Bardzo dziękuję za zgodę na wykorzystanie informacji i zdjęć panu Pawłowi Gocowi – administratorowi strony http://www.zurada.itl.pl/
Zobacz także:
Artykuły
(29)
Galerie
(5)
Średnia ocen
(4.56)
Wiek: 24 | Miejscowość: Kraków | Kraj: Polska
O mnie: Student Prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zainteresowany ...całym światem. Uwielbiam prawo karne, kryminalistykę, strzelectwo sportowe. Interesuje mnie także fotografia i komputery. Staram się być aktywny społecznie. Czas wolny spędzam w... więcej
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Autor usunął profil 09.06.2007 19:49
To prawda co pisze Riker: Piekalkiewicz dokladnie tak opisuje ten pojedynek...
Piotr Wieczorek 09.06.2007 18:02
Ach ta polska mentalność ludzi czterech pancernych.Zawsze musimy być lepsi a od Niemców to już obowiązkowo.Z tego co wiem to pierwsza i jedyna konfrontacja tych dwóch panów wygladała nieco inaczej, mianowicie to Gnyś uniknął wspaniałym manewrem pocisków Neuberta a nie odwrotnie. Polecam ksiązkę Wojna w Powietrzu Piekałkiewicza . Zresztą jakze Neubert mógłby podziwiać manewr Gnysia gdyby miał go za sobą?
Wspaniali lotnicy wyrazy szacunku i ukłony .
Mir Nalezińskí 03.09.2006 23:16
Może to niepopularne, a na pewno niepatriotyczne, ale mundury najwiekszej zbrodniczej armii robią wrażenie - dzięki nim piloci oraz inni oficerowie niemieccy są o klasę przystojniejsi od oficerów aliantów (Polaków, Francuzów, Amerykanów, Brytów, Rosjan). A nieśli śmierć i zagładę światu. Mogli cały zapał i mądrość (naukowców i pracowitość zwykłych ludzi) spożytkować dla rozwoju świata.
Mir Nalezińskí 03.09.2006 18:05
Mam nadzieję, że wdowa po pierwszym polskim pilocie nie dożyła owej przyjaźni p. Gnysia z p. Neubertem.
I pewnie dobrze ów Neubert uczynił, że nie poszedł śladem Grassa i nie przyznal się do rycerskich bombardowań i ostrzeliwań uciekającej polskiej ludności cywilnej szosami na furmankach (których się zapewne dopuścił, jak każdy niemiecki lotnik wykonywający rozkazy).
Zbigniew Kowalewski 03.09.2006 17:48
Ciekawym wątkiem są niemiecko brzmiące nazwiska mechaników i pilotów takich jak Niemiec, Mumler czy Messerschmidt. Jest ich więcej, ale ten ostatni był bratem ewangelickiego kapelana Wojska Polskiego przed wybuchem wojny i po wyzwoleniu do 1952 roku. Kiedy Churchill przyjechał do Dywizjonu 307 żartował, że polscy piloci strącili już ostatnie Messerschmitty, na co usłyszał, że jeszcze jeden ostał się w Nocnym Dywizjonie im. Lwowskich Puchaczy. Był to Henryk Messerschmidt.
Tomaszewski zawieszony ! Teraz:"Hulaj dusza piekła nie ma"!
(odsłon: +2202)