Facebook Google+ Twitter

Niezwykły, komórkowy totem w PKIN!

Totem z 1000 telefonów komórkowych i instalacja, w której każdy widz może poczuć się jak ścigany przez paparazzich celebryta - to jedne z najciekawszych wydarzeń na tegorocznej Inwazji Sztuki Niezależnej Re:wizje. Już od dziś - w Warszawie

Autorem obu instalacji jest młody, ale już nagradzany, artysta o korzeniach polsko-algierskich - Kamel Boukoffa. Boukoffa jest absolwentem Ecole Supérieur des Arts Décoratifs de Strasbourg i Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Rok temu ukończył pracę dyplomową - a jego instalacje będzie można zobaczyć od godziny 20:00 w PKIN w Warszawie.

Rozmowa z autorem:

Świetnie mówisz po polsku…
- Mimo, że urodziłem się w Algierii, chodziłem tam do polskiej szkoły. Moja mama jest Polką.

Ale tata jest Algierczykiem, prawda?
- Tak. Musieliśmy jednak stamtąd wyjechać i od 1995 roku mieszkamy w Polsce. W tamtym czasie bardzo silnie zaostrzyły się ruchy ekstremistyczne i terroryzm - osobami które były w pierwszej kolejności zagrożone byli oczywiście cudzoziemcy. Osiedliśmy w Warszawie. Tutaj też skończyłem Akademię Sztuk Pięknych na Wydziale Grafiki, studiując równolegle w Strasburgu w Ecole supérieure des arts décoratifs.

Mimo faktu, że dopiero co skończyłeś studia, mam wrażenie, że masz bardzo wyraziste zainteresowania. To co najbardziej przyciąga twoją uwagę w sztuce to komentarz wobec zjawisk społecznych; krytyka współczesnego świata?
- Na pewno najbardziej zajmuje mnie sztuka zaangażowana społecznie. Fascynuje mnie twórczość belgijskiego konceptualisty, Wim’a Delvoye - jego ostra, prowokacyjna ocena konsumpcjonizmu - którego najbardziej znanym dziełem jest Cloaca, czyli maszyna do produkcji ekskrementów. Konceptualizm, praca w przestrzeni, to jest coś czym chciałbym się zajmować.

Na Re:wizjach pokażesz dwa projekty - pierwszym będzie Flash star…
- Widz, wchodząc do pomieszczenia uruchamia dyspozytyw instalacji - fotokomórkę, ta zaś aparat cyfrowy wraz z fleszem. Vis á vis aparatu cyfrowego w odległości około 5 metrów ustawiona jest lampa błyskowa, która efektem domina uruchamia kolejne lampy. W ten sposób widz, poruszając się po czerwonym dywanie, niczym celebryta, w świetle błyskających fleszy, staje się aktorem, bohaterem spektaklu i... własną publicznością. Instalacja odtwarza istniejące relacje w społeczeństwie spektaklu, obnaża nasze bierne pożądania medialnie wykreowanych obrazów. Jest prowokacją i próbą uświadomienia widzowi, jak ważna jest jego rola w kontekście kreowania spektaklu.

A Totem zbudowany z kilkuset telefonów komórkowych?
- Totem zderza ze sobą dwa nurty: współczesny i tradycyjny, dzięki czemu pozwala widzowi metaforycznie poruszać się pomiędzy światem mistyki a technologii; stanowi również swoiste godło naszej obecnej społeczności, opisując jej wspólną tożsamość, która całkowicie poddana jest procesowi globalizacji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Nie jestem z zawodu językoznawcą, ale pamiętam że w szkole na lekcjach o języku pani od polskiego uczyła nas o tzw. kryterium funkcjonalnym w odniesieniu do zapożyczeń. Oznacza ono mniej więcej tyle, że jeśli dane słowo, jego odmiana/forma staje sie formą ogólnoprzyjętą , stosowaną w życiu i mediach, to staje się regułą, pod warunkiem że odbiorca naszego komunikatu jest w stanie zrozumieć o co nam chodzi. Wrzućmy w Google frazę "Paparazzich" : http://www.google.pl/search?q=paparazzich&ie=utf-8&oe=utf-8&aq=t&rls=org.mozilla:pl:official&client=firefox-a

To chyba wiele wyjaśnia :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

To zależy Łukaszu...
Popatrzmy na to z tej strony:
W sumie jak się odniesiemy do języka włoskiego, to w liczbie pojedynczej jest paparazzo... ale tak samo biorąc mamy: Rossonero - Rossoneri. A każdy pisze np. sukces Rossonerich. To jest po prostu spolszczenie. Bardziej się tutaj kierujemy biernikiem - kogo? co? niż liczbą mnogą czy pojedynczą.
Ale, ale, np. wracając do Rossoneri. Np. w języku angielskim mamy The Red's albo The Blues. Tutaj już formy biernika nie zastosujemy... także chyba zależy to...no właśnie od czego? Od zwyczaju? Tak się przyjęło i jest. Bo w sumie dziwnie by brzmiało The Redsów...chociaż pewnie kwestia przyzwyczajenia. I nie jest to kwestia tylko związana z kolorami, bo np. The Gunners...też nie odmienimy.
Także stwierdzić czy jest to błąd, jest naprawdę ciężko.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.