Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

164831 miejsce

Niezwykły wernisaż - wywiad z Iwoną Wojdowską

W ubiegłym tygodniu zamieściłem obszerną fotorelację z niezwykłego wernisażu Iwony Wojdowskiej. Specjalnie dla Wiadomości24.pl autorka zgodziła się odpowiedzieć na kilka pytań. Oto zapis tej rozmowy.

Foto relacja z wystawy: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/niezwykly_wernisaz_iwony_wojdowskiej_72852.html / Fot. Sławomir ŻylakDziękuję, że zgodziłaś się na ten krótki wywiad.
- To mi jest bardzo miło.

Fotografia to dla Ciebie?
- Sposób widzenia otaczającej mnie rzeczywistości, cel, moja heroina.

Jak długo zajmujesz się fotografią?
- Od zawsze była wokół mnie, za pierwsze zarobione pieniądze kupiłam właśnie aparat, kompakt, ale nie rozstawałam się z nim w ogóle, a tak od 12 lat poważniej i bardziej świadomie.

Czym zajmujesz się zawodowo?
- Biuro, nuuuuda… pieniążki muszę gdzieś zarabiać, bo z fotografii nie wyżyłabym.

Czy praca (zawodowa) pomaga czy przeszkadza?
- Zależy od sytuacji, są chwile, gdy brak czasu przeszkadza na oddanie się całkowite swojemu nałogowi, a są chwile gdy nowe kontakty, poznani ludzie pomagają.

Jakie jeszcze masz zainteresowania?
- Fotografia, fotografia, fotografia [śmiech - dop. W24.], a tak serio to psychologia, parapsychologia, ezoteryka i pokrewne tematy, które potrafią mnie wciągnąć.

Wróćmy do Twojej wystawy. Czy to Twój pierwszy wernisaż? Miałaś już jakieś inne?
- Pierwszy autorski, wymarzony, wypieszczony. Były inne, szkolne, wspólne ale dla mnie się nie liczą, bo uczestnictwo w nich było wpisane w kalendarz szkolnych imprez.

Skąd pomysł na takie przedstawienie swych prac? Skąd pomysł na uliczny happening?
- Nigdy nie chadzam utartymi szlakami. Wystawa i wernisaż miały być inne niż te które widziałam dotychczas, miały być moje, charakterystyczne, niebanalne, niecodzienne. Podświetlenie prac wynikało z mojej fascynacji grą światła na fotografii. Miejsce podpowiedział znajomy, który miał obok mnie największy wpływ na całą wystawę i jej oprawę. Mieliśmy zaprezentować moje prace w Klubokawiarni, ale okazało się, że są ograniczenia związane z miejscem do zawieszenia prac. Podczas pewnej burzy mózgów nasunął się pomysł piwnicy, właściciele wyrazili zgodę, uporządkowaliśmy ją i powstało to co mogłeś zobaczyć w piątek.

A happening? Miało być inaczej, miała być impreza, która wyszłaby na zewnątrz do mieszkańców, do ludzi przypadkowych z ulicy, a z drugiej strony chciałam zaznaczyć też moment przejścia z jednego miejsca – piwnicy – i mrocznego klimatu do drugiego – klubokawiarni, gdzie jest już pogodnie, kolorowo i świeżo. Należało w jakiś sposób pokierować gości. Tunel z firan okazał się najtrafniejszym pomysłem na pokazanie przejścia, a przede wszystkim miał być przedstawieniem drogi jaką czasem trzeba przejść po złych przeżyciach, aby żyć normalnie, jasno i kolorowo. Oprawa muzyczna i aktor na ulicy, to wyszło przy okazji, podczas kolejnej dyskusji nad wystawą. Ktoś rzucił pomysł, że może Łukasz (mim)? Dlaczego nie? Później okazało się, ze można jeszcze to ubrać w dźwięk i doszła Ania ze skrzypcami. Jak sam widziałeś zgrali się cudownie. Ciągle jeszcze jestem pod wrażeniem tego co się działo na ulicy i wszyscy oglądający chyba też.

Przygotowań było sporo, ktoś Ci pomagał czy robiłaś wszystko sama?
- Jak już wspomniałam wcześniej, pomysły na całą oprawę pochodziły z różnych głów podczas niekończących się dyskusji w Klubokawiarni. Pomagali ludzie związani z Klubokawiarnią i moi starzy przyjaciele. Bez nich nie dałabym rady zrobić tego wszystkiego. Głównym motorem tej inicjatywy był Kaspi, który sprawił, że z pomysłu zwykłej, sztampowej wystawy zrodził takie wydarzenie. To dzięki Niemu poznawałam ciągle nowych ludzi , którzy mają olbrzymi wkład w tę wystawę. Bez nich nie dałabym rady. I nie mówię o fizycznej pomocy, ale o wsparciu jakiego mi udzielali podczas tych dwóch miesięcy przygotowań. Jestem im bardzo wdzięczna.

Skąd w ogóle wziął się pomysł na wystawę?
- Początkowo miałam zaprezentować zdjęcia „z szuflady”, a sam wernisaż miał być dla mnie zamknięciem bolesnego rozdziału w moim życiu i początkiem nowego bezbolesnego już życia. Po namyśle stwierdziłam, że pokażę to co czuję, to co sama przeżyłam. Jest to dla mnie forma rozliczenia się również z przeszłością i pokazania, że można podnieść się z każdego dna, trzeba tylko bardzo mocno się odbić - mi się udało, więc może udać się każdemu.

Spodziewałaś się tak ciepłego przyjęcia?
- Tak naprawdę to od początku robiłam to wystawienie tylko dla siebie. Nie myślałam o odbiorze przez innych, nie obchodziło mnie to. Tam są moje uczucia, moje emocje, jest na tych zdjęciach cząstka mojego życia, więc nie myślałam jak to będzie odebrane. Jest to prawdziwe, nie mogło być inne dla mnie wernisaż i cała wystawa miały spełnić jakieś zadanie i spełniły. Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania i marzenia.

Dzięki temu przedsięwzięciu wiele rzeczy w moim życiu zmieniło się na lepsze, a przyjęcie przez gości i przyjaciół? Nie spodziewałam się tak ciepłego odbioru. Tak naprawdę dopiero kilka dni przed wernisażem uświadomiłam sobie, że wystawiam siebie samą na widok publiczny, a wszyscy, którzy przyjdą wejdą w moje życie. Spanikowałam nawet i chciałam odwołać wszystko, jednak przy wsparciu bliskich mi osób dopięliśmy to do końca. Efekt przerósł, nie tylko moje ale i wszystkich współtworzących oczekiwania. Ciągle jestem mile zaskoczona.

Co dalej? Czy masz już plany na kolejny wernisaż?
- Teraz marzę tylko o tym, żeby odpocząć… zasnąć i nie budzić się przez tydzień [śmiech - dop. W24] -
oczywiście, że mam.

Nie uchylisz rąbka tajemnicy?
- Na razie nie chcę nic mówić bo to tylko ogólne plany i przemyślenia.

Wystawa robi wrażenie. Pracy było sporo ale czy finansowo też wymagała dużych nakładów? Restauracja, piwnica w kamienicy, mim, skrzypaczki, że o oprawie samych prac nie wspomnę.
- Aż boję się rachunków, które nadejdą niebawem. Bardzo wiele rzeczy robiliśmy sami, najtańszym kosztem
i przy współpracy z ludźmi, którzy w czynie społecznym wykonywali niektóre rzeczy. Szczególnie chcę podziękować Piotrowi za wydruki i bezinteresowną pomoc. Przy takich przedsięwzięciach, gdy mobilizują się społecznie różne osoby zaczynam wierzyć, że ten świat nie jest taki zły, że są pozytywnie zakręceni
ludzie, tylko nie można pozwolić sobie na ich przegapienie. Udało mi się ich nie przegapić i mam nadzieje, że nie stracę ich z oczu.

Przez cały tydzień można było oglądać Twoje prace. Wiem, że byłaś codziennie obecna. Czy duże było zainteresowanie wystawą?
- Nie nagłaśnialiśmy tego wydarzenia, oddźwięk więc jest niewielki, odwiedzają nas znajomi, znajomych znajomi i osoby, które z plakatów lub z Klubokawiarni dowiedziały się o tym.

O co najczęściej pytali widzowie? I jakie były ich reakcje w czasie oglądania Twoich prac?
- Z której strony mają zaczynać oglądać historię [śmiech - dop. W24]. Najczęściej pytali o techniczne strony sesji, wystawy, miejsca, o mnie, a o dziwo niewiele osób pytało mnie bezpośrednio o tematykę i klimat samych fotografii. Odbiór widzów był pozytywny. Choć nastawiłam się na negatywy również, ale widocznie osoby, którym nie przypadła do gustu wystawa nie wypowiadały się.

Z pewnością poruszyła wszystkich i sama ekspozycja i otoczka wernisażu z wszystkim co mu towarzyszyło. Odbiór całości jest bardzo ciepły, piwnica jako miejsce ekspozycji zauroczyła wszystkich i sposób prezentacji fotografii również. Mile zaskoczyło mnie zainteresowanie mieszkańców ulicy Bema w dniu wernisażu. Wszyscy wylegli na balkony, na ulicę aby zobaczyć to wydarzenie. Odnosili się bardzo ciepło do całego zamieszania. Sympatycznie i bez zgrzytów.

Czy jest ktoś komu chciałabyś podziękować?
- Bałam się, że o to zapytasz. Jest cały sztab ludzi którzy włożyli masę pracy w ten wernisaż, boję się dziękować indywidualnie, żeby nie pominąć nikogo i urazić. Wszyscy, którzy mi pomagali wiedzą, że jestem im bezgranicznie wdzięczna za pomoc i wsparcie. Jednak spróbuję, choć nie będzie to łatwe. Dziękuję Kaspiemu za natchnienie mnie takim rozmiarem tego wydarzenia, udostępnienie Klubokawiarni i całe zaangażowanie. Bliźniakowi i Mikołajowi za udostępnienie piwnicy. Ewci i Maćkowi za dzielne pozowanie przez dziewięć godzin. Golonowi za nakręcanie mnie do granic wytrzymałości. Bono za pomysły. Michałowi za udostępnienie mieszkania do sesji. Tomkowi i Konradowi za pomoc przy montażu prac i wsparcie podczas całego okresu przygotowań. Mojemu Szefowi za cierpliwość i wyrozumiałość. Mieszkańcom kamienicy za cierpliwość i osobom związanym z klubokawiarnią, którzy towarzyszyli mi przez cały okres przygotowań – dzięki Ewcia. Pewnie o kimś nie wspomniałam, jeżeli tak to przepraszam.

Dziękuję za rozmowę
- Dziękuję.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Dobry wywiad, podoba mi się. Plus;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

...znaczy konkurencję mam sobie robić? :))))))))))

A tak poważnie - mogę zapytać ale niczego gwarantować nie mogę :( Znam całą masę bardzo dobrych fociarzy (jeden się nawet dopisał do W24 :P) nie każdy ma jednak chęci by tak się udzielać

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ dobra robota dziennikarska (z wyjątkiem interpunkcji). A tak na marginesie, czy nie dałoby się pani Iwony zwrebować do w24? Sławomirze, złotą rybkę już wyśledziłeś, więc jeszcze tylko starannie sieć zarzuć i kto wie, może się uda.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gratuluję pięknego nałogu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

nie jest to może jakiś newsowy temat ale mój pierwszy wywiad i jestem z niego zadowolony :)

dzięki :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

;-)+ fajny!

Komentarz został ukrytyrozwiń

fajny wywiad, lubię takich pasjonatów którzy tworzą dla samej przyjemności tworzenia

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.