Facebook Google+ Twitter

Nikt nie mówił że będzie lekko, czyli zmagania Kursanta B

Od rozpoczęcia kursu na prawo jazdy do uzyskania odpowiedniego dokumentu uprawniającego do poruszania się po ulicach jest niestety długa droga. Najpierw 30 godzin lekcyjnych teorii, później egzamin wewnętrzny, 30 godzin praktyki i ..."chwila prawdy", czyli egzamin państwowy z niekoniecznie miłym egzaminatorem przez kursantów powszechnie nazywanym "egzekutorem".

Tablica "L" / Fot. Materiały prasoweKubek gorącej kawy z mlekiem, podręcznik kierowcy i pół dnia z głowy. Popijam mętny roztwór, który stopniowo pobudza szare komórki. Henryk Próchniewicz stara się wpoić przyszłemu kierowcy zasady poprawnego poruszania się po drogach. W głowie wirują znaki (te poziome i pionowe), ograniczenia prędkości i zasady ustępowania pierwszeństwa...

Nic tak nie determinuje jak wizja egzaminu wewnętrznego, dopuszczającego do podróżowania przed kierownicą "eLki", z instruktorem jazdy po prawicy. Muszę więc zdać za pierwszym podejściem. Kolejne kartki podręcznika uciekają przez palce. Co wolno a czego nie na autostradach? Gdzie obowiązuje strefa zamieszkania? Które to są światła pozycyjne, i do czego służą? W jakiej odległości ustawić odblaskowy trójkąt ostrzegawczy? Jak pomóc ofiarom wypadku? Moja głowa puchnie od nadmiaru informacji...

Odkładam książkę, by włączyć płytę z testami i opcją nauki. Egzaminu nie zdaję przez pytania typu: "Przed uruchomieniem silnika w niskiej temperaturze należy: ustawić dźwignię zmiany biegów w położeniu neutralnym luz, wcisnąć pedał sprzęgła, wyłączyć zbędne odbiorniki prądu" czy "Większą skuteczność hamowania można uzyskać przez: hamowanie na granicy pierwszych objawów poślizgu kół, na spadku - hamowanie silnikiem, na śliskiej powierzchni - hamowanie silnikiem". Czy nie powinnam wcześniej zasiąść za kółko, aby odpowiedzieć na te pytania? Zagadnienia z techniki jazdy mają się nijak do "suchej" teorii. No tak, ale najpierw czeka mnie egzamin wewnętrzny. Gdy przyjdzie czas na ten państwowy, właściwy - wówczas będę już po części praktycznej kursu. Miejmy więc nadzieję, że tego typu pytania nie będą stanowiły dla mnie żadnej trudności.

Tymczasem stoi przede mną inna obawa: Czy jestem typem człowieka "nauczalnego"? Czy instruktor nie wyrzuci mnie z samochodu z wielkim hukiem? Czy "nie zeświruję" na ruchliwym rondzie? Dosyć martwienia się na zapas, wszystko w swoim czasie, wracam do pasjonującej lektury wymijania innych pojazdów...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

tak właśnie robię :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A egzamin wewnętrzny to spory stres, bo znasz testy słabiej niż przed egzaminem ogólnym. Rozwiązuj testy na okrągło! Najlepiej na komputerze. Aż nie będziesz popełniać żadnych błędów.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 24.09.2009 17:08

I ja przerabiałem to z wielkim stresem....: "Tymczasem stoi przede mną inna obawa: Czy jestem typem człowieka "nauczalnego"? Czy instruktor nie wyrzuci mnie z samochodu z wielkim hukiem? Czy "nie zeświruję" na ruchliwym rondzie? Dosyć martwienia się na zapas, wszystko w swoim czasie, wracam do pasjonującej lektury wymijania innych pojazdów..." 5+ Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

mnie najpierw czeka egzamin wewnętrzny i to w przyszły czwartek

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • A E
  • 24.09.2009 15:45

I mnie to wkrótce czeka... ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Judyto, wbrew pozorom, w Poznaniu są przyjemni egzaminatorzy ;) Nie będę tu podawać nazwiska jednego z nich, ale życzę byś trafiła na tego, co ja :) A teraz ucz się z testów ;)

Ps. Jak zdawałam egzamin, to prawie wszyscy zdali za pierwszym razem :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

dziękuję Beato za te słowa, postaram się w odpowiedniej chwili nie denerwować ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Judytko.. ja miałam ten sam problem jakiś miesiąc temu :) Wcale nie jest tak źle. Całkiem niepotrzebnie Ci którzy zdali, albo i nie, nas straszą. Zgodnie z radą moich instruktorów, przed egzaminem poszłam na spacer, troszkę pobiegałam, od wysiłku fizycznego przybyły "hormony radości".. Poszło dobrze. Dlaczego? Bo potraktowałam egzaminatora tak jak każdego człowieka - chciałam, aby dobrze się czuł w mojej obecności. Nie denerwowałam się, bo on też by się denerwował.. To były 43 minuty całkowicie MOJEJ jazdy.. Nikt nie zabierał mi kierownicy, nikt nie gderał, że "za wolno", czy "za szybko", że "uważaj na dziurę w drodze" :)
Zobaczysz sama, że egzaminator wcale nie jest egzekutorem, lecz człowiekiem, który obiektywnie ocenia naukę jazdy każdego z nas :) Powodzenia :)))

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 24.09.2009 14:57

Ciekawy tekst. Napisany lekko i z humorem. Wytrwałości w nauce, a będzie dobrze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

mam nadzieję, że ze mnie nikt nie będzie musiał się śmiać :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.