Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10874 miejsce

Nina Simone według Moniki Mariotti w Syrenie

„Grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne tam gdzie chcą”. Gdzie chciała i gdzie doszła Nina Simone? Muzyczną opowieść o jej skomplikowanym życiu i (nie)przypadkowej karierze snuje Monika Mariotti w Teatrze Syrena.

Afroamerykanka, która podbiła Stany Zjednoczone lat sześćdziesiątych – taka charakterystyka artystki już sama w sobie daje powód do zajmowania się postacią Niny Simone. Urodzona w czarnoskórej rodzinie, zaczynała swoją przygodę z muzyką od kościelnych występów. Jeszcze jako Eunice Kathleen Waymon zachwyciła publiczność swoim talentem - tak wokalnym, jak i przede wszystkim pianistycznym. Dostała szansę szlifowania swoich umiejętności na prywatnych lekcjach fortepianu. Jako nastolatka „na chwilę” trafiła też do prestiżowej Juilliard School of Music. A potem było i granie w nocnych klubach, popowe listy przebojów, studia nagrań, bieda i bogactwo, zaangażowanie w ruch na rzecz praw obywatelskich, mąż, dziecko, upadki i wzloty.

Historię Eunice-Niny, pianistki, piosenkarki i obrończyni praw czarnoskórych obywateli USA przeniosła na scenę polska aktorka włoskiego pochodzenia Monika Mariotti. Wspólnie z Adamem Sajnukiem (reżyserem) i Katarzyną Groniec (tłumaczką tekstów i „opiekunką wokalną” przedstawienia) stworzyła dynamiczną i kompletna opowieść o życiu barwnej i trudnej artystki i człowieka.

Poznajemy Eunice w jej dzieciństwie na południu Stanów Zjednoczonych. Spotykamy ją między kościołem a lekcjami muzyki, gdzieś między Bogiem i Bachem. Między rzeszą czarnych obywateli drugiej kategorii a elitarną białą publicznością, która zaprosiła Eunice „na salony”. Zakochane w muzyce dziecko, wspierane i tłamszone jednocześnie przez relację z matką, wyruszyło w świat bez przygotowania na walkę i porażki, jakie są nieodłączną częścią życia.

Razem z Moniką Mariotti i towarzyszącymi jej muzykami widz rusza w barwną podróż po historii artystki. Między sceną a mini-garderobą przemyka przez kolejne etapy i wydarzenia z życia Niny, przeplatane dowcipnymi wstawkami-refleksjami samej aktorki, która również jako narodowościowy „mieszaniec” identyfikuje się z Niną.

Na oczach publiczności zmieniają się stroje i nastroje. Ciekawe aranże muzyczne i znakomite wykonania tak instrumentalne, jak i wokalne są atutem przedstawienia. Monologi (czasem trochę „dialogującej” z publicznością Moniki-Niny) pozwalają poczuć się odrobinę, jak na koncertach Simone.

Jej artystyczne zmagania, sukcesy i „przekleństwa” (jak choćby znienawidzona przez „Najwyższą Kapłankę Soulu” popularność przeboju „My Baby Just Cares For Me”) wciągają publiczność. Znakomicie ułożone sekwencje scen oprowadzają po życiu Simone z potrzebną dynamiką, ale i przestrzenią na refleksje.

Uwadze warto polecić zwłaszcza dwa muzyczne momenty spektaklu. Zaskakująco wypada wykonanie hitu „Sinnerman” w aranżacji techno. Dodatkowo piosenka jest tłem dla przejścia kolejnego odcinka razem z Niną, przez jej wyboistą drogę.

I rewelacyjne, nastrojowe wykonanie na finał piosenki "Stars". Uważa się, że Nina wykonała tę piosenkę w sposób najbardziej przejmujący na Montreux Jazz Festival w 1976 roku. Interpretacja Moniki Mariotti w niczym nie ustępuje pierwowzorowi...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.