Nie można odgonić od siebie wrażenia, że sprawy, którymi politycy zajmują się od dawna, a ostatnio już szczególnie, nie mają wiele wspólnego z tym, na czym ich rola powinna polegać; przynajmniej oficjalnie.
* Talibowie, gołębie, Szoszoni - to imiona klanów, jakie działają wewnątrz PiS. Podobno dla równowagi, teraz w stadzie królują Talibowie i Szoszoni. Gołębie i Anioły natomiast, z racji nieudanej kampanii prezydenckiej, jedyne co mogą to - siedzieć. Siedzieć cicho! I chyba nie mają innej opcji. Z Talibami, póki co, jeszcze nikt nie wygrał. Tym bardziej pokojowa konwencja wojny z nimi, nie wróży nic dobrego.
* Janusz Palikot nie został, niestety, zaproszony do komisji pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza, która ma za zadanie wyjaśnić przyczynę katastrofy smoleńskiej. I chyba dobrze, bo cały problem tkwi w tym, że komisja przyczynę wyjaśniła, zanim jeszcze zebrać się zdołała. Pan Przewodniczący powiedział na kim spoczywa odpowiedzialność za tę "zbrodnię". Podobnie więc, jak w przypadku innych sejmowych komisji, cała jej praca będzie polegać na szukaniu potwierdzenia tej tezy, z pominięciem wszelkich innych kwestii. Więc co miałby Pan tam robić Panie Januszu?
* Czas wewnętrznych rozliczeń w partii Jarosława Kaczyńskiego nie mija. Wreszcie swobodnie oddycha poseł Kurski, do pary z posłem Brudzińskim. Widać, że 3 miesiące milczenia, na jakie skazała ich łagodna forma kampanii prezydenckiej, nie poszły w gwizdek. Wrócili w doskonałej dyspozycji, ze znacznie poszerzonym zasobem słownictwa i świetną znajomością topografii, ukształtowania terenu i rodzajem gleby wokół smoleńskiego lotniska.
* Paweł Poncyliusz i Joanna Kluzik-Rostkowska są chyba w czepku urodzeni. W końcu, przynajmniej w wersji oficjalnej, od zakończenia kampanii, przebywają na urlopach. To już prawie miesiąc! Widocznie kampania tak dała im się we znaki, a prezes tak bardzo ich docenia, że w ramach wyjątku, wysłał ich na bardzo długi odpoczynek. Żeby tylko nie okazało się, że będzie to urlop dożywotni.
* Wydawać by się mogło, że wszyscy w partii z linią prezesa się zgadzają, przynajmniej w wersji medialnej. Ale nie dotyczy to jednej osoby - Marka Migalskiego. Wydaje się on być rozgoryczony i doprawdy zdruzgotany zaostrzeniem kierunku, jaki PiS obrało.
A to dziwne. Może europoseł naprawdę uwierzył w to, że Jarosław Kaczyński się zmienił?!