Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

8633 miejsce

No więc Szymborska

No więc Szymborska. Mam z nią dość spory kłopot bo jakkolwiek zawsze podobały mi się jej wiersze, to nigdy żaden z nich nie wgryzł się we mnie tak aż do trzewi jak to nieraz poezja potrafi zrobić.

Co prawda zdania ani tekstu, choćby tak niezobowiązującego jak ten, nie powinno się zaczynać od wyrazu więc, to jednak mając nadzieję na przychylność czytelniczą, pozwolę sobie na ów passus.

No więc Szymborska! Zbiór jej ostatnich wierszy wydany pod nazwą „Wystarczy”, który przed chwilą z niemałą przyjemnością przejrzałem, to nie jest nawet tomik poezji. Ryszard Krynicki, nawiasem mówiąc jeden z głównych przedstawicieli Nowej fali, zebrał w jednej pozycji ostanie zapisane utwory noblistki i wydał je pod tytułem, pod którym - jak sam wydawca wyjaśnia w posłowiu - miała zamiar wydać go Szymborska. Wydaje się, że nad tym tytułem warto się zastanowić i zestawić go z tytułami ostatnich tomików dwóch poetów mniej więcej pokoleniowo związanych z autorką „Wołania do yeti”. Pierwszy z nich to oczywiście Czesław Miłosz. Wydany już pośmiertnie zbiór jego poezji nosi nazwę „Wiersze ostatnie” i tak jak „Wystarczy”, jest również nieukończonym za życia poety zestawem wierszy. W przypadku Zbigniewa Herberta, bo to on ma być tym drugim księciem słowa, ostatni tomik poezji, tym razem ukończony i zredagowany przez autora, nosi nazwę „Epilog burzy”.

Czemu o tym wspominam? Otóż mam wrażenie, że dość ciekawym i inspirującym zajęciem byłoby zastanowić się nad tytułami ostatnich tomików wierszy, których autorzy, jakkolwiek by ich życiowych wyborów nie oceniać, byli filarami polskiej liryki powojennej. Mało tego: poetów wielkich, uwikłanych w tą samą, eufemistycznie mówiąc, patologiczną rzeczywistość, a których życiowe drogi i wybory różniły się dość znacznie. W końcu tytuł ostatniej książki poetyckiej, wybierany świadomie, coś musi znaczyć? A może i wyjaśniać...

No więc Szymborska. Mam z nią dość spory kłopot bo jakkolwiek zawsze podobały mi się jej wiersze, to nigdy żaden z nich nie wgryzł się we mnie tak aż do trzewi jak to nieraz poezja potrafi zrobić. Nie zachwyciła mnie napisana żyrafa biegnąca przez napisany las, nie podnieciła pornografia, w której parzy się tylko herbata, ani nie wzbudził współczucia opuszczony kot, wałęsający się po pustym mieszkaniu – choć wszystkie te wiersze są ładne i przyjemnie się je czyta.Są genialne warsztatowo i któryś z nich powinien być umieszczany w słynnym mieście Sewr pod Paryżem obok metra i sekundy jako wzorzec wiersza.

Utwory z tomiku „Wystarczy”nie odbiegają poziomem od poprzednich. Jest w nich to samo pochylenie się nad konkretnym drobiazgiem, jak choćby w wierszu „Mapa”, jest element dystansu do własnej osoby i twórczości na co wskazuje tekst „Do własnego wiersza”. Pełno jest również ironii, co prawda dobrotliwej, ale i mającej piętno jakiegoś szyderczego hiohotu, co dość wyraźnie widoczne jest w wierszu „Przymus”. Szymborska posługuje się w doskonały sposób również taką figurą retoryczną, którą porównać można do tzw. barokowego konceptu, a który – najogólniej mówiąc – polega na zaskoczeniu pointą jak choćby w wierszu „Łańcuchy” czy „Na lotnisku”.

Ja zajmę się dokładnie jednym z tekstów, który nosi tytuł „Są tacy, którzy”. Być może w wierszu tym nie znalazłbym nic, coby go wyróżniało, gdyby nie fakt,że tak samo jak utwór Szymborskiej, zaczyna się jeden z moich ulubionych wierszy Herberta, czyli „Kołatka”.

Noblistka zaczyna tak:



„Są tacy, którzy sprawniej wykonują życie...”

Herbert zaś tak:


„Są tacy którzy w głowie

hodują ogrody...”

Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się przypadkowa ale jeśli choćby pobieżnie wczytać się w obydwa wiersze, widać jak na dłoni konflikt ideologiczny, zawarty w ich przesłaniu. Tym bardziej jaskrawy i intrygujący, że zarówno dzieło Herberta jak i Szymborskiej to poetyckie perełki, czego udowadniać tutaj nie będę, bo nie jest moim celem stworzenie akademickiego tekstu analitycznego, lecz luźna refleksja jaka naszła mnie po przeczytaniu kilku wierszy.

Na początek zajmijmy się jednak tekstem poetki. A jako pierwsza niech pod młot niech pójdzie klasyka interpretacji czyli wielki straszak wszelkiej maści licealistów – podmiot liryczny (w dalszej części, posługując się żargonem polonistów, będę go zwał peelem).

Trzeba tu bowiem stwierdzić z całą stanowczością, że nie jest on zbyt skomplikowaną konstrukcją. Być może nie znamy jego wszystkich cech, ale te, które możemy zauważyć, jasno wskazują, że jest to persona kwękliwa, zadufana w sobie, egoistyczna i prawdopodobnie wiecznie niezadowolona, czyli mająca permanentnie tzw. wielkie G pod nosem. Przesadzam? Być może ale coś jest na rzeczy, bo przecież rozpoznajemy go wyłącznie po tym jak odnosi się i charakteryzuje niektórych ludzi, których prawdopodobnie zna i obcuje z nimi. Dlaczego tak twierdzę? Ano dlatego, że gdyby ich nie znał to wszelkie jego sądy na rzeczony temat, czyli mówiące o nich, byłyby kłamstwem, a tym samym, co się rozumie samo przez się, również sam peel byłby kłamcą. Z tego jednak względu, że nie ma w wierszu żadnych formalnych przesłanek, że tak jest, to i ja nie będę sobie tym głowy zaprzątał. Mamy więc ustaloną jedną rzecz: podmiotem mówiącym wiersza jest ktoś, kto ocenia innych. Ta cecha peela nie pozwala nam jednak na obronę tezy o jego kwękliwości. Spróbujmy więc poznać go lepiej.

We wszystkich analizach psychologicznych, jak też we wszystkich wywodach naukowych, które polegają na ocenie czegokolwiek, podstawową i zasadniczą rzeczą jest ustalenie kryteriów oceny. Bez nich nie ma mowy o jakiejkolwiek sensownej ocenie; bez kryteriów ocena po prostu nie ma sensu. I tu sprawa się komplikuje. Bo od biedy moglibyśmy uznać, że tymi kryteriami dla tego kto mówi w wierszu są między innymi: jasne określenie celu życia i dążenie do jego zrealizowania, wyrobienie nawyku porządku, jasność i jednoznaczność sądów danego osobnika, na co wskazuje wers „na wszystko [mają] sposób i słuszną odpowiedź”, nie mówienie niczego ponad to, co do czego ma się pewność, a kiedy przyjdzie śmierć odejście na przygotowany zawczasu cmentarz, będąc żegnanym przez znanych sobie najbliższych. To są kryteria oceny, którymi kieruje się peel.

Każdy zdrowo myślący i racjonalny człowiek przyzna, że są to dobre kryteria i osoba, która je spełnia, jest osobą godną szacunku.

Nasz podmiot jest jednak ironistą i wszystkie te cechy przedstawia w taki sposób, że stają się one nie tyle godne pożałowania, ile świadczą o tym, że osoba która je spełnia nie żyje, ale „wykonuje życie” według ustalonego schematu, prowadzi jakiś erzac życia. I tu dochodzimy do sedna wiersza – ironii. Na czym ona polega? Przypomnijmy słownikową definicję tego środka ekspresji literackiej; otóż ironia polega na tym, że przekaz dosłowny jest odwrotnie proporcjonalny do przekazu rzeczywistego.

cdn

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.