Facebook Google+ Twitter

Noc czerwonych upiorów

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2009-12-13 10:03

To była mroźna noc z soboty na niedzielę... W milionach okien, błękitne światło czarno-białych telewizorów układało rodaków do snu.

Jedni na klęczkach nabożnie prosili jak co wieczór Boga o powszedni chleb i wolną Ojczyznę. Inni, którzy w ciemnym tunelu zniewolenia dostrzegali światełko wolności dzierżyli w dłoniach szkło wypełnione ohydną wódą z niebieską nalepką, na której mały okręcik bujał się na falach Bałtyku wznosząc toasty zwiastujące koniec komuny. Jeszcze inni w mieszkaniach wypełnionych kłębami dymu papierosowego radzili co zrobić, aby zmienić przeklęty los kraju, który wcześniej opuszczony i zdradzony przez siły dobra jak się wydawało został złożony w ofierze na ołtarzu światowej polityki.

Byli też tacy, którzy wiedzieli, że nie będą spać spokojnie lecz odziani w mundury i uzbrojeni w mroku grudniowej nocy załomoczą do drzwi swoich rodaków. Morderca nadziei ukrywający fałszywe spojrzenie za ciemnymi szkłami wydał rozkaz swoim upiorom - brać ich. Wściekłe watahy ruszyły w mrok. Wpadały do ciepłych mieszkań brutalnie wyrywając z objęć płaczących rodzin synów, mężów, ojców. Matki żegnały się ze swoimi dziećmi nie będąc pewnymi czy jeszcze zobaczą ich twarze i usłyszą beztroski śmiech. Ośrodki internowania wypełniały się po brzegi, więzienia pękały w szwach. Utarte ścieżki życia zmieniły się w wyboiste dukty pełne upokorzeń i bólu. Upiory triumfowały.

Marionetkowi władcy Polski namaszczeni przez kremlowskich protektorów, okopani w swoich twierdzach, chronieni przez wierną gwardię czuli się bezpieczni. Jeszcze parę dni wcześniej sparaliżowani panicznym strachem skomleli u kremlowskich wrót błagając o pomoc tych, którzy dali im władzę i chronili.

Już wkrótce czerwone upiory wbiły swoje kły w gardła rodaków bezlitośnie mordując ich na śląskiej kopalni. Kręgosłup narodu pękł jak zapałka. Ci, którzy wcześniej mieli nadzieję, teraz świadomi byli porażki. Jedni płakali w bezsilnej złości, inni dziękowali cicho Bogu, że oszczędził im losu internowanych i więzionych, jeszcze inni zaszyli się w mysich dziurach czekając, aż upiory zakończą polowanie. Byli też tacy, którzy nie poddali się, mimo braku nadziei podjęli walkę. Dla tych junta nie miała litości i oni właśnie zapłacili najwyższą daninę często życiem, zdrowiem swoim lub swoich bliskich.

Gdy w ciemnych więźniarkach wieziono ich w nieznaną przyszłość, upiory jeszcze z premedytacją utwierdzały ich w przekonaniu, że to ich ostatnia podróż oddawali się pod obronę Najświętszej Bożej Rodzicielki żegnając się z doczesnymi radościami i troskami.

Upiory wówczas triumfowały, racząc się tym widokiem, tarzając się w przerażeniu i zwątpieniu tych, którzy odważyli się zacisnąć pięści i walczyć z siłami zła. Po tych ucztach upiory wracały razem z więźniami do więzień w doskonałych humorach, których przysporzył im doskonały ich zdaniem dowcip, który fundowali żegnającym się z życiem bojownikom.

Bojownicy, choć fizycznie tacy sami, w środku już nigdy nie byli sobą. Wiele lat po ciemnej nocy upiorów, budzą się zlani zimnym potem, przerażeni z modlitwą na ustach, tysiące razy śniąc ten sam koszmar: ciemne cele, ostre światła na twarz, ból masakrowanego ciała, ścieżki zdrowia, zamykające się za nimi ciężkie spiżowe drzwi, smak krwi w ustach, więźniarki wiozące ich na rozwałkę i szyderczy śmiech czerwonych upiorów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.