Facebook Google+ Twitter

Noce należą do szybkich i wściekłych na motocyklach

  • Źródło: Express Ilustrowany
  • Data dodania: 2008-07-11 06:52

Łodzianie mają dosyć szalejących motocyklistów, którzy w każdą noc ze środy na czwartek opanowują ulice. Ryk silników i huk wydobywający się z rur wydechowych wyrywają z łóżek mieszkańców osiedli, w pobliżu których fani jednośladów urządzają nocne harce.

- Jak jest ciepła noc, to spać przez nich nie można, bo przez otwarte okno słychać straszny warkot - mówi Mariola Sadowska, która mieszka w bloku na Olechowie. - Przecież ktoś powinien się tym zająć. Od czego jest policja?!

- To, co wyprawiają na drodze, przechodzi ludzkie pojęcie - mówi Jerzy Kaźmierczak, taksówkarz z 23-letnim stażem. - Wyjeżdżają to z lewej, to z prawej strony samochodu. Zachowują się tak, jakby przepisy ruchu drogowego ich nie obowiązywały.

Szybcy i głośni



Ryzykowna jazda na jednym kole czy niezwykle niebezpieczne bicie rekordów prędkości to stałe elementy cotygodniowych zlotów. Zlotów, którym często towarzyszą tłumy gapiów żądnych mocnych wrażeń.

Tylko minionej środy prawie 100 jeźdźców na superszybkich ścigaczach, motocyklach sportowo-turystycznych oraz chopperach pojawiło się na ul. Rokicińskiej, w rejonie hipermarketów Obi i Selgros. Motocykliści zjeżdżali się przez kilkadziesiąt minut. Jedni rozmawiali, inni popisywali się jazdą na jednym kole.

- Zachowujemy się na drodze dokładnie tak samo, jak kierowcy samochodów - mówi Maciek, właściciel hondy cbr. - Różnica polega tylko na tym, że motocykl o wiele szybciej się rozpędza i jest głośniejszy od zwykłego samochodu. Jeśli jednak auto ma sportowy wydech, a przecież takich pojazdów jeździ bardzo dużo, to jego dźwięk jest równie potężny. Jednak kierowców nikt się nie czepia.

- Trudno nie jeździć szybko, jak ma się motocykl, który w niewiele ponad 4 sekundy rozpędza się do prędkości 100 km/h i spokojnie mknie z prędkością 200 km/h - dodaje Bartek jeżdżący na kawasaki. - Trzeba tylko wiedzieć, gdzie i kiedy można sobie pozwolić na takie szaleństwo.

Fani piekielnie szybkich maszyn twierdzą, że w nocy na jezdni, na której nie ma praktycznie żadnego ruchu, nikomu nie zagrażają.

 / Fot. Fot. Łukasz Kasprzak- Doskonale wiemy, gdzie i kiedy spotykają się motocykliści - mówi podinsp. Mirosław Micor, rzecznik komendanta miejskiego policji w Łodzi. - Oczywiście gdy jeżdżą zgodnie z przepisami, nikt nie może im zabronić ani podróżowania nocą, ani spotykania się na parkingach, ani wspólnych przejazdów przez miasto. Sprawa wygląda jednak zupełnie inaczej, gdy fani jednośladów przekraczają prędkość lub urządzają sobie wyścigi. To jest niedopuszczalne i w takich sytuacjach reagujemy.

Za tydzień wrócimy



Policjanci prewencyjnie pojawiają się tam, gdzie zjeżdżają się motocykliści. Siedzą w radiowozie i obserwują, co się dzieje. Efekt jest jednak taki, że gdy tylko radiowóz podjedzie, motocykliści wsiadają na swoje maszyny i znikają w ciemnościach. Dlatego w nocy ze środy na czwartek sprzed Selgrosu po godzinie 23 większość przeniosła się na ul. Ofiar Terroryzmu 11 Września, w rejon fabryki Della. Tam, choć panowały niemal egipskie ciemności, bo uliczne latarnie były wyłączone, fani ścigaczy wyciskali ze swoich maszyn ostatnie rezerwy mocy. I jak przystało na zabawę w kotka i myszkę, po blisko 30 minutach na końcu asfaltowej drogi przy fabryce pojawili się funkcjonariusze. Scenariusz znów się powtórzył. Fani jednośladów odkręcili manetki i odjechali. Jedni z powrotem pod Selgros, inni na ul. Brzezińską, w rejon M1. Dopiero około godziny 1 w nocy większość rozjechała się do domów.

- Za tydzień znów będziemy - zapowiadają. - Zresztą środowo-czwartkowa jazda po ulicach Łodzi już na stałe wpisała się w krajobraz nocnego życia w mieście. Trochę pojeździmy, trochę pogadamy, wpadniemy na Pietrynę, by zjeść coś ciepłego i znów jeździmy. To ma swój niepowtarzalny klimat. Żeby to zrozumieć, trzeba poczuć pęd powietrza.

Motocykliści powszechnie postrzegani są jako szaleńcy mknący pod osłoną nocy z niewyobrażalnymi prędkościami. Mówi się, że są nieobliczalnymi ryzykantami. I z pewnością jest w tym wiele prawdy. Jednak wystarczy zerknąć w policyjne statystyki, by przekonać się, że fani ścigaczy to mimo wszystko kierowcy z dobrymi umiejętnościami, którzy niezwykle rzadko sami powodują wypadki.
(Tomasz Jabłoński)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Wnioski z ostatniego akapitu są moim zdaniem dyskusyjne. Skąd się wzięły? Bo jeśli ze statystyki (procent wypadków spowodowanych przez motocyklistów w stosunku do ogólnej liczby wypadków) to warto jeszcze porównać ilość zarejestrowanych jednośladów i samochodów, a potem porównać ilość wypadków w stosunku do ilości pojazdów danego typu. Poza tym motocykliści korzystając z tego że mają pojazd wąski, zwinny i szybki na drodze czują się bezkarni, wymijają auta "na styk", lub po przeciwnym pasie ruchu. Pojawiają się znikąd i zanim kierowca auta zdąży się zorientować w sytuacji na drodze znikają z rykiem. To powoduje zagrożenie na drodze dla samochodów, ale ci "dobrzy kierowcy" zdążą już odjechać z miejsca gdzie wymusili pierwszeństwo, bądź choćby wprowadzili w konsternację kierowcę samochodu. Druga sprawa to wieczne przekraczanie prędkości. Motocykl ze swoim przyśpieszeniem i tablicą rejestracyjną którą nagminnie wygina się tak aby była niemożliwa do odczytania jest całkowicie anonimowy czyli bezkarny. Przy wszystkich grzechach kierowców samochodów zdarza się że ci przestrzegają dozwolonej prędkości, ale ja jeszcze nie widziałem motocyklisty który po mieście jeździ z prędkością 50 km/h...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.