Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

101370 miejsce

Nocne balety polskich nastolatków – czyli jak się dobrze bawić

Jest sobota. Wieczór. Przecież młodzi ludzie nie będą o tej porze siedzieć w domu przed telewizorem i oglądać tzw. hitów dnia lub innego rodzaju „zabijaczy czasu”. Co więc można robić o godzinie 23? Można iść na imprezę.

Wielu nastolatków właśnie w taki sposób spędza letnie weekendy. Od imprezy do imprezy. Zazwyczaj nie zważają na zagrożenia, jakie mogą ich spotkać w klubie, do którego akurat się wybrali. Zwłaszcza, jeśli osobami tymi są kobiety i poszły tam same.

Zabawa zabawą, ale skąd brać na to pieniądze, jeśli ma się 16 lat i się nie pracuje? To akurat jest najmniejszy problem. Jeżeli nie mam ja, to zapewne ma jakiś kolega, który bardzo chętnie może nam pożyczyć. Gdyby jednak okazało się, że takie rozwiązanie jest niemożliwe, zawsze o pomoc możemy poprosić rodziców, lub któregoś z dziadków, sugerując oczywiście, że właśnie musimy kupić nową książkę, bo jest nam bardzo potrzebna do lekcji. Jest to sposób stary jak świat, ale nadal zaskakująco dobrze zdający egzamin. Gdy już „wyłudzimy”, załóżmy 100 zł to wreszcie możemy rozpocząć nocną eskapadę.
Po chwili zastanawiania się gdzie pójść mamy jasno określony cel. Dyskoteka.

Po wejściu do klubu okazuje się, że ze 100 zł zostało nam już tylko 80 zł, ponieważ tańszego biletu jak za 20 zł raczej nigdzie nie spotkamy. Zakupiony bilet okazujemy więc „kontrolerowi”, który wpuszcza nas przez bramkę. Po jaj przekroczeniu nagle wstępuje w nas demon szaleństwa. Nie wiadomo skąd nagły przypływ sił witalnych, o które było tak ciężko kiedy mama kazała posprzątać swój pokój. Tuż przed wejściem na salę taneczną często zdaje się jeszcze słyszeć głos tajemniczej pani z szatni, która oczywiście za drobną opłatą (zazwyczaj w wysokości 2 zł) każe nam zostawić kurtkę lub bluzę na wieszaku. Gdy już mamy to za sobą „wbijamy” na parkiet. Tak się składa, że jest 22.00 i do 5.00 mam jeszcze siedem godzin dobrej zabawy. Więc do dzieła!

Pierwsza godzinka upływa bardzo przyjemnie. Tańczymy ze wszystkimi dookoła nie zwracając na nic uwagi. W powietrzu unosi się finezyjny zapach potu wymieszany z różnego rodzaju perfumami. Zazwyczaj też (przypadkiem?) możemy jeszcze zostać poturbowani wszelakimi „ciosami” jak z filmów karate. W niczym to jednak nie powinno przeszkadzać. Mieliśmy się przecież dobrze bawić. I tak też jest. W ferworze tańca zazwyczaj staramy się wypatrzeć pokrewną duszę, najlepiej na jeden wieczór. Jak już się taka trafi następuje krótkie zapoznanie. -To czego się napijesz? Piwo, wódka może coś innego? Po kilku chwilach spędzonych w barze zazwyczaj, jeżeli obie strony przypadną sobie do gustu często pada pytanie: -To może pójdziemy do mnie, bo rodziców nie ma? Jeżeli druga osoba się zgodzi to sprawa załatwiona. Jeżeli jednak nie chce się jej iść przez pół miasta to zostaje jeszcze toaleta. Zapewne wiadomo w jakim celu.

Kolejnym ciekawym sposobem na spędzenie przyjemnej nocy są tzw. dragi. W klubie raczej ich nie kupimy, ale przed nim jak najbardziej. Kilkanaście złotych i odjazd murowany. Inna sprawa, że sami się nie kontrolujemy i nigdy nie wiadomo co z tego wyniknie, Zazwyczaj kończy się na: - Ciekawe co ja wczoraj robiłem? Jak doszedłem do domu? Przecież
nic nie pamiętam. Historia uczy nas jednak, że równie często w takim stanie możemy mieć do czynienia z wymiarem sprawiedliwości, zazwyczaj w mundurze policji lub straży miejskiej,
która raczej lekcji o wychowaniu nam nie zrobi. Noc na komisariacie w towarzystwie kilku funkcjonariuszy zapewne do przyjemnych nie należy. Raczej ciastek z herbatą od nich nie dostaniemy.

Jest jeszcze jedna bardzo ciekawa opcja, przeznaczona raczej
dla nieśmiałych, którzy to przyszli nie po to by potańczyć, naćpać się czy „wyrwać jakiś towar”. Przyszli po to, bo koledzy też szli. Jednak dobrze wiedzą, że duszą towarzystwa raczej nie zostaną. W przypadku takich osób od samego wejścia następuje kierunek na bar. I tam zawsze można się napić. Jak nie samemu to z innymi naszego pokroju. Jeżeli jednak wypije się za dużo i w główce „zaszumi” nie pozostaje nam nic innego jak pomoc panów z ochrony w opuszczeniu lokalu. A patrząc na nich to lepiej by było żeby taka historia nie miała miejsca.

Tak więc wygląda rzeczywistość przeciętnego nastolatka w weekendowe wieczory. Coraz rzadziej można spotkać kogoś kto spędza czas inaczej, nie mówiąc już o tym żeby w sobotę wieczór przeczytać szkolną lekturę. Nikt od nas raczej tego nie oczekuje. Wystarczy, że w szkole jest już dużo nauki. Coś trzeba odpuścić, aby nie zwariować. Wszyscy wychodzą przecież z założenia, że Pan Bóg też stworzył świat w sześć dni, a siódmego odpoczywał.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.