Facebook Google+ Twitter

Nocne spotkania pośrodku pustyni. "Przyjeżdża orkiestra"

Mały to film, ale dużej klasy poezja bije z jego skromnych, ascetycznych kadrów. Z urzekającym, melancholijnym uśmiechem mówi proste prawdy o samotnym człowieku i jego słodko-gorzkich poszukiwaniach bliskości.

Eran Kolirin debiutuje kameralnym komediodramatem, choć przecież sceny, którymi go rozpoczyna, obiecują coś zupełnie innego. Oto bowiem zespół orkiestry reprezentacyjnej egipskiej policji ląduje – na mocy zabawnego przypadku – na izraelskiej prowincji, w dziurze tak zapadłej, że próżno szukać w niej choćby domu kultury. Na autobus jadący we właściwym kierunku muzycy poczekać muszą do następnego ranka, zaś wyobraźnia widza – zaznajomiona z grubsza z krwawymi dziejami Bliskiego Wschodu – prorokuje fabule już tylko dwie drogi: albo w kierunku komediowej sztampy, po raz tysięczny obśmiewającej narodowe stereotypy, albo ku ponuremu moralitetowi politycznemu, który po gorzkich scenach izraelsko-arabskiej nienawiści szukałby rozpaczliwej nadziei na wyjście z konfliktu. Ale nie: reżyserowi równie daleko do slapstickowych popisów, jak do lamentów tragika, zaś swoją historię prowadzi dokładnie pośrodku scenariuszowych niebezpieczeństw - unikając satyrycznego banału i strzegąc się jak ognia łatwizny melodramatycznego ekumenizmu. I kto wie – być może największe zwycięstwo jego filmu stanowi fakt, że słowa „Arab” i „Żyd” nie padają w nim ani razu?

Bez ciężaru bowiem wielkich kwestii narodowościowych pozostaje tutaj subtelna zabawa łagodnym absurdem, dzięki któremu prowincjonalna mieścina na bezdrożu pustyni na jedną krótką noc staje się maleńką sceną teatru świata. W swoich błękitnych mundurach aleksandryjscy artyści jaskrawo odcinają się od szarości betonowych blokowisk, przywodząc na myśl wielbłąda z pamiętnego filmu Stuhra. W kuriozalnej sytuacji podobnie jak egzotyczne „duże zwierzę” stanowią liryczny symbol Innego, z tą wszakże różnicą, że w filmie Kolirina tubylcy nie odpowiadają na kontakt agresją, lecz przeciwnie: przeglądają się w przybyszach jak w lustrze.

„Przyjeżdża orkiestra” to hymn na cześć kontaktu z drugim człowiekiem i kiedy właścicielka przydrożnego baru oferuje pechowym policjantom nocleg, rozpoczyna się tu ciąg wspaniałych konfrontacji, w których obcy ludzie rozmową i uśmiechem niosą sobie nawzajem chwilę ukojenia. Spotkanie każdej z par bohaterów – zestawionych przekornie, na zasadzie największego kontrastu – obradza scenami naprawdę znakomitymi. Najczęściej są to perełki uroczego humoru, jak w sekwencji w miejscowej dyskotece, w której Camal – aleksandryjski Don Juan i czarna owca orkiestry – uczy nowego, żydowskiego kolegę, sparaliżowanego nieśmiałością, jak poderwać dziewczynę. Oś i puentę filmu stanowi jednak gorzka konwersacja gospodyni muzyków z dyrygentem zespołu. Dina jest ponętną, wyzwoloną kobietą i swoim zainteresowaniem krępuje formalnego aż do przesady Tofiqa, którego zachowanie wydaje się wypadkową islamskiego konserwatyzmu i wojskowego drylu. Całkowicie różni od siebie, jeszcze przed brzaskiem przyznać muszą, że dzieląca ich przepaść to iluzja. Ona strawiła młodość na romansach bez przyszłości i tkwi w prowincjonalnym marazmie bez nadziei na odmianę losu. On pochował ukochaną żonę, zaś przez apodyktyczny styl wychowania utracił syna. Wzruszający jest moment, w którym dostrzegamy, że oboje znaleźli się w dokładnie tym samym punkcie życia.

Punkt ów zwie się samotnością i wydaje się, iż to właśnie w niej i w próbach jej przełamania upatruje Kolirin istoty ludzkiego braterstwa. Snuje o tym piękną, nieco oniryczną baśń, w której porozumienie z drugim człowiekiem jest możliwe w każdych warunkach, i cóż z tego, że momentami wydaje się oderwany od realiów? Dobrze jest czasem uwierzyć w bajkę, zwłaszcza, jeśli jej morał trąci goryczą. Wszyscy bowiem pragniemy kochać, ale miłość rzadko toleruje błędy omylnego człowieka; wszyscy marzymy o szczęściu, ale któż zna jego tajemnicę? Każdy wreszcie cierpi samotność, i nieważne, czy jest egipskim mundurowym, żydowską grzesznicą czy też wtulonym w fotel, rozmarzonym widzem, który w polskim kinie kontempluje ekranową poezję.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.