Facebook Google+ Twitter

Nocny Maraton Filmowy w Krakowie. Wrażenia z Enemefu

Premierowe "Igrzyska śmierci", "Avatar 3D" w wersji reżyserskiej i "Dystrykt 9" były tym, co krakowskie Multikino przygotowało dla okolicznych nocnych marków, które postanowiły spędzić noc z 23/24 marca w kinie. Czy warto było? O, tak!

Igrzyska śmierci – dajmy dzieciom broń i zobaczmy…

Pierwszym i zapewne najbardziej oczekiwanym punktem ostatniego Enemefu był premierowy pokaz „Igrzysk śmierci”. W nieodległej przyszłości USA zostały podzielone na dystrykty, które podległe Kapitolowi są przezeń tyranizowane. Na skutek buntu, który rozczłonował niegdyś Stany Zjednoczone, wprowadzono cykliczny rytuał – igrzyska, w których biorą udział dziewczęta i chłopcy w wieku 12-18 lat, z każdego dystryktu po jednej parze. Zasada jest jedna: muszą przeżyć… a zwyciężyć może tylko jedna osoba. Ratując od skazującego wyboru swoją siostrę, Katniss Everdeen zgłasza się jako ochotnik do udziału w tych zawodach, wraz z nią dystrykt reprezentował będzie zakochany w niej Peetaa Mellark. Zaczynają się igrzyska. Świat przepychu i bogaczy po raz 74. oferuje „rozrywkę” całemu podległemu imperium, oczekując kto będzie zwycięzcą.

„Igrzyska śmierci” to kolejny z filmów o doskonale wszystkim znanej konstrukcji: oto dobieramy z klucza zawodników, którzy staną do walki w deathmatchu. Cel: przeżyć za wszelką cenę, w międzyczasie zastanawiając się nad moralnością mordowania. Wzięcie pod uwagę osób tak młodych, biorących udział w tym spektaklu, niewątpliwie stało się jednym z kluczowych powodów, dla których to właśnie ta książka („Igrzyska śmierci”), doczekała się swej ekranizacji. Wyszło…. ciekawie.

Plastyczna opowieść, duża dbałość o efekt artystyczny (np. w przypadku kostiumów rodem z żurnala Tima Burtona, chcącego wszystkich ubrać w stylu Szalonego Kapelusznika), umiejętne przedstawienie scen śmierci (która porusza właśnie dzięki temu, że nie towarzyszy jej rozrzucone po ekranie ciało i krew wylewająca się każdym możliwym otworem ciała), doskonały dobór aktorów (bo to nie blond heroina o obfitych kształtach musi być ostatnią sprawiedliwą… Fakt, niebieskooka, ale wybitnie zwyczajna jak na amerykańskie standardy urody dotychczas nam prezentowane).

Dla osoby oglądającej film bez uprzedniego zapoznania się z treścią książki, pojawia się w nim wiele wątków, które nie do końca są przekonywujące i sprawiają, że w wielu miejscach scenariusz wydaje się być naciągany. Wskazał je w swojej recenzji Julian Tomala. Ze swojej strony chciałam dodać dwie rzeczy. Ciekawa jestem, dla jak wielu osób scena wyboru trybutów przypominała zbiórkę Żydów w getcie… Stroje, fryzury, atmosfera… Ach, te nasze uwarunkowania! Nie uwierzyłam też niestety w romans, a fakt, że po 74. edycjach igrzysk tylko jeden wymieniony w filmie dystrykt prowadził profesjonalne szkolenie bojowe dla dzieci, wydał się po prostu nielogiczny.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.