Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

183333 miejsce

Nocował u Macierewicza, ale jadł u Kuroniów

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • Data dodania: 2006-09-17 16:11

Z Bogdanem Borusewiczem, w 30 rocznicę rozpoczęcia działalności KORu, o jego przeżyciach i doświadczeniach związanych z działalnością w organizacji.

Czy zapalił pan w ubiegłym tygodniu świeczkę na grobie Jacka Kuronia?

Nie zapaliłem, bo nie muszę demonstrować swojej sympatii dla Jacka. Mój stosunek do niego jest znany. To był guru naszego pokolenia, czyli pokolenia ’68, do którego się zaliczam. Jego zasługi dla budowy demokratycznej Polski są ogromne. Cieszę się, że tyle ludzi przyszło na cmentarz.

Przyznam, że nie rozumiem tego zgiełku wokół materiałów opublikowanych przez „Arkana”. Wynika z nich, że w latach 1985-89 Kuroń prowadził za pośrednictwem SB rozmowy mające charakter swoistego sondażu politycznego. Czy to coś nagannego? Przecież okrągły stół nie wziął się z powietrza, ktoś musiał rozmawiać.

Skandaliczny był tytuł w „Życiu Warszawy” sugerujący, że Kuroń prowadził negocjacje z SB - w domyśle „współpracował”, bo konsekwencją tego była zdrada, czyli okrągły stół. A teza prezesa IPN, Janusza Kurtyki, że w związku z opublikowanymi materiałami należy pisać historię opozycji na nowo, jest oburzająca!

Jak pan trafił do Komitetu Obrony Robotników?

Bogdan Borusewicz - pierwszy z lewej. Fot. Robert KwiatekNa początku lat siedemdziesiątych zaczęły się niezależnie od siebie organizować różne grupy opozycyjne. Współorganizowałem taka grupę na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie wtedy studiowałem. Przejęliśmy władzę w samorządzie studenckim, w klubie historyków, zablokowaliśmy powstanie Socjalistycznego Zrzeszenia Studentów Polskich et cetera. Po powrocie do Gdańska zacząłem działać w tutejszym środowisku studenckim, do którego wszedłem przez ojca Ludwika Wiśniewskiego, dominikanina. Znałem go z Lublina. To było środowisko przyszłego Ruch Młodej Polski. Przy poparciu jezuity ojca Sroki, stworzyliśmy grupę samokształceniową.

W czerwcu 1976 wybuchają strajki w Radomiu i Ursusie, a na ich uczestników spadają represje.

Zebraliśmy w Gdańsku pieniądze dla represjonowanych i zdecydowałem się pojechać do Radomia „na pałę”. Nie znałem tam nikogo. Za pierwszym razem po całonocnej podróży pociągiem pokręciłem się trochę po mieście oraz magistracie i nic nie zdziałałem. Za drugim - poszedłem na cmentarz. Wiedziałem, że dwie osoby zginęły podczas starć, więc chciałem znaleźć ich groby. Wiele też nie wskórałem. Za trzecim razem – był to już wrzesień – postanowiłem pójść do sądu. I udało się! Trafiłem na sprawy z art. 275, czyli z tak zwanej „chuliganki”. Podsądnych oskarżano o czynną napaść na milicjantów. Spotkałem grupę warszawiaków. Jednego z nich znałem trochę z protestów przeciw zmianom w konstytucji i przeciw uwięzieniu Staszka Kruszyńskiego z KUL. Zaczęliśmy rozmawiać, ale esbecy ich zatrzymali, a mnie udało się uciec. Przypadkiem zetknąłem się z nieznanym mi wcześniej Mirkiem Chojeckim, który nie był w sądzie, więc go nie złapano. Mirek był przekonany, że ja jestem z SB, no, bo co miałby robić w Radomiu nikomu nieznany facet z Gdańska? Powiedziałem jednak, że znam Kuronia i zabrał mnie do Warszawy. Zostawił mnie na moście i kazał czekać. Sprawdził u Jacka, czy mnie zna.

Znał ?

O tyle o ile, jeździłem do niego, gdy pisałem pracę seminaryjną na temat reaktywowania harcerstwa w 1956 roku. Miałem szczęście, bo Kuroń akurat był na przepustce z wojska i potwierdził, że u niego bywałem, więc Chojecki wrócił po mnie na ten most. Powiedział mi wtedy, że zamierzają powołać Komitet Obrony Robotników. - Wchodzisz? – zapytał. – Nazwiska i adresy będą jawne, a przystąpienie zadeklarowali już działacze dawnej PPS, kilku profesorów, w tym nestor polskiej ekonomii Edward Lipiński i „marcowa” grupa młodych. Zastanowię się - odpowiedziałem. Uważałem bowiem, że bardziej nadawał by się ktoś starszy i z pozycją. Znaleźliśmy takiego człowieka w gdańskiej Akademii Medycznej, znanego w środowisku, ale - choć go gorąco namawialiśmy - nie zgodził się. Więc powiedziałem, że wchodzę. Moje nazwisko i adres podało Radio Wolna Europa. Klamka zapadła.

A co działo się w Gdańsku?

Aram Rybicki z kolegami ze spółdzielni studenckiej „Technoserwis” sprzątał sąd i znalazł spis osób wyrzuconych z pracy po czerwcu’ 76. Były tam nazwiska i adresy tych, którzy odwołali się do sądu pracy. Dopiero w ten sposób dowiedzieliśmy się, że w Gdańsku też był strajk na dwu wydziałach stoczni i w dwóch zakładach w Pruszczu. W sumie zwolniono około osiemdziesięciu osób. Lech Wałęsa także wtedy wyleciał. Zbieraliśmy dla nich pieniądze.

Co to była za grupa?

Aram Rybicki, Olek Hall, Piotr Dyk, Jan Samsonowicz, Darek Kobzdej. Działamy wspólnie. SB namierza nas mniej więcej w marcu 1977 roku. W tym samym roku koledzy powołują Ruch Młodej Polski, który wchodzi w skład Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, który jest bardziej na prawo od KOR. Zostaję sam. Ponieważ moje nazwisko podaje w swoich programach Wolna Europa, zaczynają do mnie zgłaszać się ludzie.

Alina Pienkowska.

Zjawia się latem 1977 roku. To był bardzo interesujący kontakt, nie tylko dlatego, że była świetną dziewczyną i bardzo mi się podobała, ale i dlatego, że pracowała w stoczniowym szpitalu, a na stoczni zależało mi szczególnie. Przychodzi Andrzej Kołodziej, młody robotnik ze Stoczni im Lenina. Nawiązuję kontakt z Anną Walentynowicz, którą spotkałem na mszy odprawianej w przez księdza Hilarego Jastaka, w intencji aresztowanych. Poznaję Gwiazdów, którzy podpisują list przeciw represjom wobec uczestników strajków czerwcowych oraz Błażeja Wyszkowskiego i jego brata Krzysztofa. Krzysiek przyprowadza Edwina Myszka, jak się potem okaże, agenta. Później w 1978 zjawia się Lech Wałęsa, oraz Józef Przybylski i Rysiek Pusz… Każdemu otwieram drzwi. Tak tworzy się gdańskie środowisko KOR. Robotniczo-inteligenckie. Poznaję Leszka Kaczyńskiego. To cenny nabytek, bo prowadzi dla nas wykłady z prawa pracy, uczy, jak bronić się przed represjami, a oprócz tego ma swoje kontakty z Warszawą. Jego brat Jarosław współpracuje tam z Biurem Interwencji KOR. Największą jednak wagę przykładam do spotkań na temat historii najnowszej. Szczegółowo omawiamy i analizujemy wydarzenia Grudnia ’70.

Powstają Wolne Związki Zawodowe.

Napływają nowi ludzie, kolportujemy „Robotnika” i książki oficyny NOWA, które wydaje Mirek Chojecki. Potem zaczynamy wydawać „Robotnika Wybrzeża”, Organizujemy spotkania, przeważnie u Anny Walentynowicz, która ma samodzielne mieszkanie w centrum Wrzeszcza. Spotykamy się też u Gwiazdów na Przymorzu i u Mariusza Muskata w Sopocie, u Antka Mężydło w akademiku politechniki. W 1979 rozdajemy ulotki nie tylko w Gdańsku, ale i w Tczewie, Słupsku oraz okolicznych wsiach. Od 1977 roku organizujemy obchody Grudnia ‘70.

A w Warszawie, gdzie spotykał się KOR?

Na ogół u profesora Lipińskiego, który mieszkał w dużej, pełnej antyków willi nieopodal SGPiS. Komitet Obrony Robotników, a od 1977 roku Komitet Samoobrony Społecznej KOR tworzyły dwa, a właściwie trzy pokolenia. Najstarsze, które „dawało nazwiska”, to byli m.in.: profesor Edward Lipiński, Jerzy Andrzejewski, Aniela Steinbergowa, pułkownik AK i WiN Józef Rybicki, ksiądz Jan Zieja. Pokolenie średnie to Jacek Kuroń, bez wątpienia „papież” opozycji, aktorka Halina Mikołajska, Jan Józef Lipski, pisarka Anka Kowalska. No i wreszcie pokolenie ’68, czyli młodzież która zbierała pieniądze, pisała, drukowała, kolportowała, uciekała przed SB, to m.in. Adam Michnik, Antoni Macierewicz, Henryk i Ludwika Wujcowie, Helena i Witold Łuczywowie, Andrzej Celiński. Kilku z nich mieszkało na Stegnach w Warszawie, i jak się potem okazało, esbecy nazywali to osiedle „Korówkiem”. Gdy po raz pierwszy przyszedłem do Łuczywów, trafiłem na kocioł. Uciekałem z plecakiem pełnym książek, drżąc, że mogliby mi je zabrać, a ja jeszcze żadnej z nich nie przeczytałem.

Spotkania odbywały się także u Jacka Kuronia…

Przez mieszkanie Kuroniów na Żoliborzu przewalały się setki ludzi z całej Polski. Jacek miał w sobie jakąś ogromną pozytywną energię, masę pomysłów. Przyciągał ludzi. Nocowałem na ogół u Antka Macierewicza, który mieszkał niedaleko, ale rankiem jechałem do Kuroniów, nie tylko w sprawach „służbowych”, ale i na obiad, bo Grażyna Kuroniowa świetnie gotowała i zawsze karmiła tych, którzy przyjeżdżali spoza Warszawy. To był wspaniały wielopokoleniowy dom. Mieszkał tam też ojciec Jacka, no i oczywiście syn Kuroniów, Maciek. Pamiętam, że kiedyś na imieniny Witka Łuczywo przywiozłem z Gdańska całą grupę: Alinę, panią Walentynowicz, Lecha Wałęsę i Myszka na dodatek. Uznałem, że na wypadek, gdyby mnie aresztowano, inni muszą znać ludzi i adresy. W 1979 roku także pojechaliśmy razem do Warszawy, by uczestniczyć w mszy na placu Zwycięstwa, którą odprawił Jan Paweł II.

Jak to możliwe, że KOR łączył tak różne osoby jak Kuroń i Michnik z jednej, a Macierewicz z drugiej strony?

Jednoczyła nas walka z komunistyczną dyktaturą. W obliczu takiego przeciwnika nie mogliśmy się dzielić, choć oczywiście już wtedy widać było różnice poglądów.. No cóż, nawet małżeństwa się rozchodzą.

Byliście młodzi, wiec nie tylko knuliście przeciw systemowi, ale kochaliście się, bawiliście się...

Jasne, staraliśmy się żyć normalnie. Zapewniliśmy sobie przestrzeń wolności, której inni obywatele PRL nie mieli. Czytaliśmy co chcieliśmy, pisaliśmy co chcieliśmy, byliśmy zżyci i solidarni. Nikt nie czuł się samotny. Oczywiście, że bawiliśmy się także. W RMP było sporo ładnych dziewczyn, raz po raz któraś wychodziła za mąż, odbywały się wesela, potem chrzciny. Bywały huczne imieniny, urodziny… Lubiliśmy się po prostu.

Barbara Szczepuła
ma








D.P.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Dlaczego bez kropki * w 30 rocznicę rozpoczęcia*, a tuż pod tym artykułem, inny - *67. rocznica napaści ZSRR na Polskę*? Gdyby ci bohaterowie mogli przewidzieć, że obecni "patrioci" wykorzystają zdobycze wielkich poprzedników i jedno "co zrobią dla ojczyzny", to prysną na Zachód, może by im powieka drgnęła przy rozrzucaniu ulotek... Patriotyzm dla frajerów?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.