Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2023 miejsce

Nosorożec drzemie w każdym z nas. Po premierze w Teatrze Dramatycznym

„Nosorożec” w reżyserii Artura Tyszkiewicza nie pozostawia złudzeń. Zbiorowe szaleństwo i dyktat masy mają się dobrze, a obrona indywidualizmu coraz częściej jest sprawą przegraną nie dlatego, że tak silny jest przeciwnik, tylko dlatego, że to my jesteśmy coraz bardziej bezwolni.

 / Fot. Katarzyna Chmura-Cegiełkowska„Monstrum może się z nas wyłonić. Możemy mieć twarz potwora […], a nasza potworność ma nieskończoną liczbę twarzy, zbiorowych bądź nie” - przekonywał Eugène Ionesco, zainspirowany „Przemianą” Kafki. Lęk przed przebudzeniem się w nas potwora leżał u podstaw „Nosorożca”, bo Ionesco nie miał złudzeń: nikt nie jest wolny od takiego zagrożenia.

Napisana w 1959 roku sztuka, odczytywana była przez lata na różne sposoby: głównie jako metafora wszelkich totalitaryzmów i zniewolenia człowieka przez idee, ale też poddania się dyktatowi masy w różnych dziedzinach życia.
Nieufny wobec wszelkich „prawd zbiorowych” autor, przestrzegał przed fanatyzmem i ślepym podporządkowaniem się mówiąc: „Idea jest prawdziwa wtedy, gdy nie jest jeszcze potwierdzona, a w momencie gdy już jest potwierdzona, staje się nadmiarem”.

Czy po ponad pół wieku od premiery sztuki obawy Ionesco są aktualne? Artur Tyszkiewicz w swoim spektaklu w Teatrze Dramatycznym nie pozostawia złudzeń. Zbiorowe szaleństwo i dyktat masy mają się dobrze, a obrona indywidualizmu coraz częściej jest sprawą przegraną nie dlatego, że tak silny jest przeciwnik, tylko dlatego, że my jesteśmy coraz bardziej bezwolni.

Akcję „Nosorożaca” przenosi Tyszkiewicz do korporacyjnego open space’u (scenografia Justyny Elminowskiej, świetnie wykorzystująca potencjał Dużej sceny), synonimu miejsca, które wypłukuje z człowieka resztki indywidualizmu. Reżyser rezygnuje nie tylko z anturażu małego miasteczka, ale też z dialogów I aktu i tekst zastępuje obrazem, może bardziej wymownym niż słowa, które wg Ionesco i tak dawno się wyczerpały. „To powód dla którego posługujemy się ciałem, gestami, obrazami. Trzeba odnaleźć teatr […] w nieobecności słowa” - mówił.

 / Fot. Katarzyna Chmura-CegiełkowskaWidok biurek, komputerów, telefonów i ludzi-trybików, wykonujących mechaniczne czynności w coraz szybszym tempie, jest bardzo przekonujący i dla wielu widzów może być wręcz lustrzanym odbiciem. Trudno uwierzyć, że w takim środowisku może zrodzić się jakiś buntownik. Ale jest! Bérenger! Choć raczej jest to „buntownik mimo woli” niż heros, który oprze się „nosorożcom” otaczającym go zewsząd.

Bérenger Pawła Domagały jest abnegatem, który stara się po prostu bronić prawa do życia po swojemu. Gdy nosorożców jest coraz więcej, przerażony, uciekający w alkohol słabeusz, ma poczucie, jakby pętla zaciskała mu się na szyi, zwłaszcza, że depersonalizacji ulegają kolejno znani i bliscy mu ludzie, nawet ukochana Deisy (Anna Szymańczyk) i przyjaciel Jan (Krzysztof Ogłoza).

Dyskusja Bérengera i Jana o humanizmie prowadzi do pytania czy warto, choćby dla idei, pozostać człowiekiem, czy też żyjemy w takich czasach, że opór nie ma szans. Masowość zjawiska nie pomaga w trwaniu na „ludzkich” pozycjach, bo dramat samotności, poczucie indywidualności coraz bardziej kojarzące się z alienacją, rodzą kolejne wątpliwości: czy to naprawdę ja mam rację? A jeśli moje argumenty okażą się absurdalne? Szukanie logicznych uzasadnień może prowadzić na manowce, czego dowodzi sms-owy dialog o sylogizmach. Wystarczy tylko błędne założenie i całe nasze wnioskowanie podszyte jest błędem.

 / Fot. Katarzyna Chmura-Cegiełkowska„Ludzie rezygnują z człowieczeństwa i możliwe że w takiej rezygnacji odnajdują jakąś radość, swego rodzaju zwierzęce szczęście” – pisał Ionesco, i nie sposób, patrząc na Jana się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Nosorożcem staje się wbrew sobie, stoczywszy uprzednio walkę, ale mając świadomość nieuniknionej przegranej, zaakceptował nowy stan rzeczy i znalazł nawet dla niego wytłumaczenie.

Spektakl Teatru Dramatycznego zmusza do refleksji: dlaczego ludzie potrafią dać się uwieść masie, a tłum jest przekonujący? Tyszkiewicz zdaje się odpowiadać: bo naiwnie sądzimy, że większość nie może się mylić, bo imponuje nam siła, poczucie przynależności, bezpieczeństwo.

Doszliśmy do takiego stanu, że nawet nie trzeba się specjalnie starać, by nas pozyskać. Jedni mówią "trzeba iść z duchem czasu", inni uznają, że należy naśladować przełożonych, ktoś po prostu przyłączył się do swoich bliskich i przyjaciół. Daisy nabrała przekonania, że to "oni mają rację" i „są całkiem naturalni". Pani Beuf (świetna, wyrazista Magda Smalara) poszła za mężem w poczuciu solidarności małżeńskiej. Nie należy szukać przekonujących argumentów, bo […]Ludzie zmieniają swoje poglądy, zmieniają siebie […] Wszystko to dzieje się w kategoriach nie intelektu, ale uczucia, ślepego witalizmu. Ludzie stają się dzikimi zwierzętami, na przykład nosorożcami" – mówił Ionesco już w 1961 roku.

Zupełnie naturalnie na nowe pozycje przechodzi Dudard (kapitalny Sławomir Grzymkowski). Wpierw stara się spojrzeć na wszystko z dystansem. Jest spokojny, wręcz jakby przygaszony, nieśmiały. Broni ludzkiej godności, ale słowa nie nadążają za czynami, mimiką, gestami, które sugerują, że Dudard już dokonał wyboru. Bez żadnych spektakularnych nacisków zdecydował, że nosorożce "nie są takie złe" i trzeba się do nich przyzwyczaić, bo są "naturalne".

W oryginale sztuki Ionesco czytelnik otrzymywał na zakończenie pewien optymistyczny przekaz. Bérenger krzyczał przez okno: "Nie pójdę z wami, do końca będę człowiekiem! Ja nie kapituluję!" Artur Tyszkiewicz wybrał zakończenie otwarte, z którego taak jednoznacznie pozytywny przekaz nie wynika. Bérenger usiłuje co prawda złożyć jakąś deklarację i wolę walki, ale chyba nawet on sam nie wierzy w to co mówi. Takie czasy, tacy bohaterowie.

Wybór Teatru Dramatycznego, który sprowadził na deski Dużej Sceny Ionesco, jest ze wszech miar trafiony. Pytania stawiane przez mistrza absurdu ponad 50 lat temu, niestety nie straciły na aktualności; to tylko my rzadziej je sobie zadajemy.

Eugene Ionesco "Nosorożec"
reżyseria: Artur Tyszkiewicz
scenografia: Justyna Elminowska

Obsada
Berenger: Paweł Domagała
Jan: Krzysztof Ogłoza
Dudard: Sławomir Grzymkowski
Botard: Waldemar Barwiński
Papillon: Andrzej Blumenfeld
Daisy: Anna Szymańczyk
Pani Beuf: Magdalena Smalara
Pan Jan: Maciej Szary
Żona Jana: Mirosława Krajewska (gościnnie)
Strażak: Piotr Siwkiewicz
Pracownicy biura: Marta Król, Anna Gorajska, Agnieszka Roszkowska, Agata Wątróbska/Zuzanna Grabowska, Krzysztof Brzazgoń, Michał Podsiadło, Sebastian Skoczeń (gościnnie).


Teatr Dramatyczny
Duża Scena im. Gustawa Holoubka
Warszawa

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 27.11.2013 14:36

Myślę że temat bardzo aktualny zwłaszcza w naszym pięknym kraju. Zapewne się wybiorę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Interesujący problem, jakże powszechny i ponadczasowy...! Przedstawienie, jak wynika z recenzji, podkreśliło walory scenariusza. Dziękuję za ciekawe zwrócenie uwagi na cenny spektakl!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 22.11.2013 15:38

Lidka, uwielbiam Twoje recenzje :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.