Facebook Google+ Twitter

"Nosorożec" - siła i władza w świecie bez osobowości

Zatrzymajmy się na chwilę i zastanówmy do czego tak pędzimy. Do takiej refleksji zachęca spektakl "Nosorożec" wystawiany w Teatrze Dramatycznym. Spektakl wg sztuki Ionesco to opowieść o tym jak indywidualność umiera, tworząc z ludzi jedną, wielką, bezmyślną masę.

Plakat Jednym z atutów "Nosorożca" Ionesco w reżyserii Artura Tyszkiewicza jest świetna obsada aktorska. Uwagę zwracają zwłaszcza: Paweł Domagała (Berenger), Anna Szymańczyk (Daisy), a także Sławomir Grzymkowski (Dudard).

"Nosorożec" to opowieść o pracowniku dużej korporacji Bérengerze, który nieusatysfakcjonowany pracą, a także niezadowolony z codziennej rutyny, chciałby żyć pełniej. Bohater ma wielkie aspiracje, lecz niewielkie możliwości, by do nich dążyć. Kiedy jednak w mieście ludzie zaczynają zmieniać się w nosorożce, Bérenger postanawia postawić się i pozostać sobą.

Już początek spektaklu daje nam prawdziwy obraz tego, jak wygląda życie większości ludzi. Dwoje pracowników biura, stojących obok siebie, dyskutuje o sylogizmach. Lecz nie jest to zwykła rozmowa, bowiem postacie porozumiewają się za pomocą smsów. Brzmi znajomo? Spektakl daje trzeźwe spojrzenie na to, co się stało z komunikacją międzyludzką. Ukazuje widzowi, jak właściwie wygląda jego własne życie. W obecnych czasach, przy tak gwałtownym rozwoju technologii wolimy tkwić z nosem w monitorach niż spojrzeć na otaczający nas świat.

Muzyka Jacka Grudnia podnosi napięcie, dając poczuć nutkę grozy. Natomiast scenografia przedstawiająca typowe biuro z białymi meblami pozwala na identyfikowanie się z bohaterami, głównie ze względu na to, że pomieszczenie przedstawione na scenie jest dla większości bardzo dobrze znane. W końcu to właśnie tam spędzamy większość swojego czasu. Właśnie podczas rutynowych czynności pracownicy dowiadują się o pojawieniu nosorożca. Dyskusja na ten temat nie trwa długo, gdyż kierownik Papillon (Andrzej Blumenfeld) szybko pogania podwładnych do dalszej pracy. I właśnie wtedy rusza biurokratyczna machina, zapętlająca się. Bohaterowie automatycznie wykonują dane czynności. Popadają w rutynowy 'taniec', w którym w kółko powtarzane są te same czynności. Tempo wzrasta, doprowadzając do wielkiego chaosu i bałaganu. Reżyser ukazuje w ten sposób obłęd mechanicznej pracy. Biuro rozpada się. Później następuje szybka ewakuacja, oczywiście głównie dla tych, którzy chcą uciec.

Ludzie zmieniają się w nosorożce. Większość z nich, podążając za innymi, nawet się nie sprzeciwia, tak łatwo idzie nam bezmyślne podążanie za tłumem. Berenger, jako jedyny, nie chce zostać zwierzęciem. Bohater przyznaje, że nie rozumie nosorożców, a także że nie zna ich języka. Na koniec, na scenie zapada mrok, pozostawiając widza z niedopowiedzianym zakończeniem.

Z teatru wyszłam z głową pełną myśli. Czy ja również stałam się nosorożcem? Wielu rzeczy nie dostrzegamy, żyjąc w pędzie pracy i braku czasu. Nie oglądamy się na to, co się dzieje dookoła. Metafora zmiany w nosorożca jest niezwykle trafiona. Widz, który jest zmuszony do refleksji, zastanawia się czy on również stał się już nosorożcem, zwierzęciem prymitywnym, pędzącym do celu, skupionym na własnych żądzach, wiecznie w biegu. Spektakl ukazuje zatracenie człowieczeństwa w świecie komputerów i pracy. Ale czy to jest właśnie cel naszego życia?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.