Facebook Google+ Twitter

Noszą korki zamiast wysokich szpilek

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2007-03-23 16:46

Ileż razy słyszałem, żeby dziewczyny lepiej nie grały w piłkę, bo będą mieć krzywe nogi. Mój Boże, krzywe nogi albo się ma albo nie. A moje zawodniczki mogłyby iść prosto na wybieg dla modelek - chwali swoje podopieczne Jan Stępczak, trener kobiecej reprezentacji w piłce nożnej kobiet. - Sport to dla nich hobby. Bo one muszą studiować i pracować, żeby zapewnić sobie normalną przyszłość - dodaje.

Od lewej: Agnieszka Winczo, Marta Otrębska i Marta Stobba. Fot. Dziennik ZachodniNie da się ukryć, że kopanie piłki przez dziewczyny zawsze było w naszym kraju traktowane po macoszemu. Historia tej dyscypliny sięga lat 70., zaś lata 90. to pasmo sukcesów Czarnych Sosnowiec. Nigdy jednak relacje z kobiecych rozgrywek nie zajmowały wielu szpalt w gazetach, nie poświęcano im też dobrego czasu antenowego w radiu i telewizji. To wszystko odbija się na rozmowach ze sponsorami. Zawsze było o nich trudno. Potencjalny sponsor poproszony o pomoc, zwykle chwilę duma, a potem filozoficznie stwierdza: "To nie jest nośny sport". I jest po sprawie.

Na waciki i balsam

Tymczasem dziewczyny walczą jak lwy, i to nie tylko na boisku. Trenują, uczą się i pracują. Pochodząca z Częstochowy Agnieszka Winczo, ładna blondynka, studiuje na czwartym roku Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Wybrała marketing i zarządzanie. - Jest ciężko, bo nie mam indywidualnego toku studiów i czasami wydawałoby się, że nie zdołam pogodzić sportu i nauki. Ale trzeba się uczyć, mieć zawód, bo piłka nożna to tylko hobby - opowiada 23-letnia Agnieszka. Nieraz myślała, że nie da rady. Trenuje w Sosnowcu, studiuje w Katowicach, jej klub to Gol Częstochowa. Do tego jest w kadrze, a więc trener co rusz zabiera ją na zgrupowania, sparingi, obozy, mecze towarzyskie, a teraz mecze eliminacyjne mistrzostw Europy. - Dużo zawdzięczam rodzicom, zawsze mówią, żeby się nie martwić, bo dam radę - uśmiecha się Agnieszka. W kadrze gra jako pomocnik, czasami walczy w ataku.

Marta Stobba (w kadrze gra zwykle na prawej pomocy, w klubie na ataku) jest na drugim roku wychowania fizycznego katowickiej AWF. - W domu bywam raz na dwa, trzy miesiące. Jestem ciągle w rozjazdach albo na treningach. Rodzice podsyłają mi jedzenie pociągami - śmieje się. - Jeśli dziewczyny mają 1000 zł stypendium klubowego, to jest olbrzymia kwota, rzadko spotykana. Ale często dostają zaledwie 300-500 zł miesięcznie - dodaje. Marta ani myśli rezygnować ze studiów. - Piłkę nożną trenujemy dla przyjemności. Bez wykształcenia i zawodu nie ma przyszłości. Nikt się z grania nie utrzyma, no chyba że za granicą - uważa.

Około 100 meczów w reprezentacji rozegrała pochodząca z Jaworzna Marta Otrębska. Kopie piłkę już 19 lat, teraz w klubie w Częstochowie. Pracuje w jednej z częstochowskich spółek handlowych. - Na szczęście mam wyrozumiałych szefów, wszystko da się w pracy zaplanować. My przecież ciągle żyjemy na walizkach - mówi Marta. Przez 12 lat grała w Czarnych Sosnowiec, potem trzy lata spędziła w Szwecji. - Tego nie da się porównać. W Skandynawii treningi zaczynają dziewczynki 8-, 10-letnie. Nasze początki to gra z chłopakami na podwórku - tłumaczy zawodniczka. - Od roku jest trochę lepiej z finansami. Śmiejemy się z dziewczynami, że teraz wystarczy nam nie tylko na waciki, ale i na balsam - żartuje.

Tymczasem Polki są silne i świetnie radzą sobie za granicą. Na przykład grająca w Niemczech Marysia Makowska wystąpiła w 103 meczach reprezentacji.

Premii nie będzie

Trener polskiej reprezentacji kobiet Jan Stępczak ocenia, że około 80 proc. reprezentantek Polski równocześnie studiuje. Powód? Myślą o zapewnieniu sobie solidnej przyszłości. A ilu piłkarzy grających w reprezentacji Polski ma czas na studia? Niewielu, gdyż wszyscy traktują piłkę bardzo profesjonalnie.

Dziewczyny też ciężko pracują. - Tydzień mamy zajęty maksymalnie. W poniedziałki jest lżejszy trening. We wtorki, środy i czwartki - trudniejsze treningi, w tym siłownia, a w piątek rozgrzewka, ćwiczenia koordynacyjne. W weekendy są mecze ligowe - wylicza Marta Stobba. - Do tego dochodzi Puchar Polski i mecze w reprezentacji.

Tymczasem za rozegranie eliminacyjnego meczu dziewczyny nie dostają żadnych premii meczowych. W Azji i Europie Zachodniej piłkarki nie martwią się o pieniądze. - Jest to bardzo popularny i ceniony sport. W Finlandii na zwykły ligowy mecz piłki nożnej kobiet przychodzi kilka tysięcy osób. Na mecz z Polkami przyszło tam sześć tysięcy osób - opowiada trener Stępczak. - Nasze dziewczyny są w szoku. No bo u nas na stadion przychodzi 200 kibiców, może przy okazji meczu eliminacyjnego pojawi się dwa tysiące osób - wylicza.

Strzelać gole

Rozmowy z Polskim Związkiem Piłki Nożnej na temat wsparcia kobiecej piłki nożnej w postaci przyznania im stypendium kadrowego kończą się zwykle lakonicznym stwierdzeniem, że nie ma środków. Dziewczyny marzą, że jeśli teraz w eliminacjach do mistrzostw Europy pójdzie im dobrze, usłyszy o nich więcej osób i wreszcie ktoś podejmie korzystną dla nich decyzję.

W grudniu ubiegłego roku odbyło się losowanie grup eliminacyjnych do ME. - Poszło dobrze, mamy duże szanse na grę w barażach, które mogą być przepustką do awansu w finałach - tłumaczy Andrzej Jackowski, kierownik reprezentacji Polski kobiet "A".

Monika Krężel

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.