Facebook Google+ Twitter

Not Festival, czyli sycylijskich festiwali ciąg dalszy

Not festiwal to pięknie zaaranżowana przestrzeń w centrum sportowym w Noto, klubowa atmosfera, świetne wizualizacje i długie noce pełne dobrych koncertów. Z kilkoma niezapomnianymi momentami.

 / Fot. n. skoczylasKiedy już trafisz do Centro Polisportivo w Noto i przejdziesz przez drogę doń prowadzącą, która, jak słusznie zauważyła koleżanka, wygląda jak trasa do więzienia, otoczona wysokimi, jednolitymi murami, wkroczysz do świetnie zaaranżowanej przestrzeni, godnej wysokiej jakości klubu: podświetlane ławki, sporo ciekawego oświetlenia, trzy wyjątkowo ładne stoiska z napojami i jedzeniem, mnóstwo miejsca i zachwycający porządek. Nawet pojawiające się wśród publiczności panie około czterdziestki na wysokich obcasach i z firmowymi torebkami czuły się tam wyraźnie dobrze.

Festiwal miał też bardzo racjonalny line-up: sześć koncertów każdego dnia, / Fot. skoczylas jedna scena, bardzo krótkie przerwy techniczne, tyle tylko, że cała zabawa zaczynała się około godziny 22, więc impreza naturalnie przeciągała się do samego rana.

Zaczęło się od Sóley, którą bardzo chciałam zobaczyć już tylko z tego względu, że jest Islandką, co dla mnie równoznaczne jest ze znakiem jakości. Bardzo specyficzny był to występ, nie jestem doń w stu procentach przekonana - minimalizm muzyczny był momentami wręcz bolesny, introwertyczny, w rezultacie kompletnie niefestiwalowy. Ta oszczędność ambientowych brzmień w połączeniu z delikatnym wokalem smutnej nastolatki wypadłaby znacznie lepiej na jakiejś małej, zamkniętej przestrzeni, gdzie trzydzieści osób mogłoby oglądać śliczne wizualizacje z krajobrazami i kompletnie zatapiać się w tym klimacie.

 / Fot. n skoczylasColapesce, singer-songwriter cieszący się w Italii ogromną popularnością i sympatią tym bardziej jeszcze nie spełnił moich oczekiwań. Fakt, znajomość włoskiego na lepszym poziomie pomogłaby na pewno cieszyć się jego zgrabnymi ponoć lirykami, ale już nawet głos, o nieciekawej moim zdaniem barwie i dość ograniczonych możliwościach, nie sprawiał wielkiej przyjemności. Na szczęście duża część utworów, które usłyszeliśmy tej nocy, rekompensowała wokalne braki sporym talentem w pisaniu ciekawych kompozycji, z ciekawą dynamiką, przejściami, kombinacjami i interesującymi riffami. Szkoda tylko, że obecność Meg, znacznie lepszej w śpiewaniu, ale za to dość infantylnej na scenie, nie była dodatkowym plusem - ich wspólny występ przez cztery utwory był rozczarowującym, popowym, przesłodzonym momentem.

Na szczęście przez cały czas ogromną przyjemność sprawiały wizualizacje, stworzone przez VJów z wybitnym talentem do tworzenia ciekawych, dynamicznych, prowokujących i idealnie wpasowujących się w klimat obrazów. W połączeniu z rewelacyjnym koncertem Fujiya and Miyagi, klasycznego już zespołu tanecznego, wreszcie nabrały one rumieńców: kolorowe pasy, dziwne twarze lalek, prozaki i analogowe taśmy uzupełniły występ. Trzech panów na scenie, którzy wyglądali jak oderwani od normalnego, 40-godzinnego tygodnia pracy, trójki dzieci i żony zajmującej się domem, zagrali koncert oparty na tych samych rytmach, które od razu sugerują podśpiewywanie pod nosem "fujiya, miyagi, fujiya, miyagi", z dojrzałymi gitarami, z ładnymi elektronicznymi efektami, dzięki czemu był to fantastyczny koncert, od pierwszej do ostatniej minuty.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.