Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

180730 miejsce

NOTAPZ – czyli droga przez współistnienie

Czym różni się tolerancja od akceptacji? Czy można powiedzieć, że jesteśmy tolerancyjni, ale nie pozwalamy na coś? Czy warto walczyć o tolerancję?

Wywołany do odpowiedzi ilością komentarzy pod moim ostatnim felietonem, postanowiłem zmierzyć się z odpowiedzią na pytania postawione w leadzie.

Fot. www.sxc.huTolerancję i akceptację próbuje się definiować na wiele sposobów. Ich znaczenie ulega ewolucji, w miarę jak zmienia się pojmowanie przez nas świata. Najkrótszą drogą do zrozumienia różnic jest sięgnięcie do źródłosłowu. Tolerancję najprościej tłumaczy się jako „wyrozumiałość”, akceptację zaś jako „przyzwolenie”. Jak to jednak wygląda w praktyce?

NOTAPZ –  A co to za dziwoląg?

Podczas wielu konferencji poświęconych zjawisku dyskryminacji próbowaliśmy interpretować zachodzące zjawiska dotyczące braku tolerancji, lub działań antydyskryminacyjnych. Na potrzeby tych konferencji, podczas pracy z Biurem Pełnomocnika Rządu do Spraw Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn, opracowaliśmy system pojęciowy określany skrótem NOTAPZ. Miał on ogólnikowo określać drogę, jaką przebywa człowiek lub grupa społeczna w drodze od całkowitego braku przyzwolenia na działanie jakiejś cechy, aż po zaangażowanie w jej obronę. Oczywiście systemu tego nie da się przyłożyć do każdego zjawiska i nie jest on idealny, ale na potrzeby ogólnego zorientowania się w procesach społecznych, w zupełności wystarcza.

W tekście tym, chciałbym przybliżyć czytelnikom ten system i wynikające z niego zależności. Omówię go na przykładzie wszystkim nam chyba bliskim, czyli relacji sąsiedzkich. Wyobraźmy sobie zatem, że do naszego bloku wprowadza się nowy lokator. Po kilku dniach zauważamy, że codziennie, przynajmniej 4 godziny gra on na puzonie.   W dodatku gra muzykę klasyczną, podczas kiedy my lubimy tylko jazz. Naszą pierwszą reakcją będzie zatem myśl – Ten facet nie ma prawa zakłócać mi spokoju. Powinno się mu tego zakazać.   Jesteśmy gotowi pisać protest do administracji, wzywać policję, a nawet podpisać się pod apelem o eksmisję.

Będzie to pierwszy etap na naszej drodze, czyli

Nietolerancja.

Nie znamy naszego sąsiada. Nie wiemy, dlaczego tak usilnie gra codziennie przez cztery godziny muzykę klasyczną, której nie lubimy. W zasadzie poza tym, że istnienie i jego zachowanie jest różne od naszego, nie wiemy o nim nic. Dlaczego zatem protestujemy?

Wiele przejawów nietolerancji bierze się z niewiedzy. Brak wiedzy budzi w nas niepokój, czasami lęk, a to z kolei jest prostą drogą do agresji. Odrzucając rzeczy nam nie znane, zamykamy się często w skorupach własnych uprzedzeń i stereotypów, przez co sami się pozbawiamy możliwości zmiany postawy. Najczęściej szukamy wtedy argumentów popierających nasze tezy, ignorując lub nie dopuszczając do siebie argumentów przeciwnej strony. Dyskusje na takim etapie są zazwyczaj bardzo emocjonalne i mało mają wspólnego z debatą czy poważną dysputą. Nietolerancja jest bardzo szerokim zjawiskiem i można ją definiować od prozaicznego sprzeciwu aż po bezprecedensowej agresji. Od niej prowadzą dwie drogi. Albo będziemy ją w sobie pielęgnować, co nieuchronnie przerodzi się w agresję, szkodzącą i nam i obiektowi nietolerowanemu, albo zmienimy nastawienie, przechodząc od nietolerancji do obojętności.

Obojętność.

Nasz sąsiad dalej codziennie gra na puzonie nielubiane przez nas kawałki muzyki klasycznej. Mieszka z nami jednak już na tyle długo, że po prostu zaczynamy się do niego przyzwyczajać. Widujemy go na korytarzu, mówimy dzień dobry, ale nadal nie chcemy mieć z nim nic wspólnego. Nadal uważamy, że jego zachowanie jest nie do przyjęcia. Chcielibyśmy aby przestał grać nam na nerwach. Na pytanie jednak, czy podpiszemy list protestacyjny, odpowiadamy żeby dali nam święty spokój, bo mamy ważniejsze problemy niż zajmowanie się wariatem grającym na puzonie. Jak ktoś go usunie, nie zmartwimy się, ale nie będziemy też nic w tej sprawie robić.
Obojętność jest bardzo bliska tolerancji, ale czegoś jej jeszcze brakuje.

Tolerancja

Poznaliśmy już naszego sąsiada. Podczas zdawkowych rozmów z nim na korytarzu, dowiedzieliśmy się, że jest muzykiem zawodowym. Gra w jedynej w naszym mieście filharmonii i musi codziennie ćwiczyć. Jego muzyka nadal nam się nie podoba, przeszkadzają nam jego próby, ale posiadając już jakąś wiedzę na jego temat, traktujemy to z wyrozumiałością. Przyjmujemy do wiadomości, że taki człowiek jest naszym sąsiadem, ma swoją pracę, poglądy i potrzeby. Gdyby jednak chciał zwiększyć ilość prób, przejęlibyśmy to z niesmakiem. Kiedy przyszedł do nas prosząc o poparcie jego pomysłu zorganizowania koncertu dla mieszkańców osiedla, nie podpisaliśmy się, tłumacząc że jak ktoś chce posłuchać muzyki klasycznej, może pójść do filharmonii. Nie podpisaliśmy jednak także listu, w którym nasz inny krewki sąsiad domagał się zakazania tego koncertu. Uznaliśmy bowiem, że jeżeli znajdą się wielbiciele takiej muzyki, to niech sobie zorganizują taki koncert. To przecież ich prawo. Nas w każdym razie wołami na ten koncert nie zaciągną.

Akceptacja – kolejny krok

Pewnego dnia nasz sąsiad – muzyk pochwalił się nam podczas spotkania na korytarzu, że jego zespół wygrał prestiżowy konkurs muzyczny. Niby nas to nie dotyczy, ale poczuliśmy się przez chwilę dumni, że mamy takiego sąsiada. Przez kilka kolejnych dni z zainteresowaniem śledziliśmy informacje w mediach na ten temat i doszliśmy do wniosku, że warto byłoby przejść się do filharmonii, posłuchać koncertu. Oczywiście nadal pozostaliśmy wielbicielami jazzu, ale chcemy się dowiedzieć czegoś więcej o tym, kim jest nasz sąsiad, oraz dlaczego muzyka klasyczna jest dla niego taka ważna. Przypadkowe spotkania na korytarzu, rozmowy i dyskusje powodują, że zaczynamy rozumieć jego miłość do muzyki.

Z czasem nasz stosunek do niego zmienia się całkowicie. Popieramy jego pasje. Zaczynamy uważać, że muzyka klasyczna jest równie ważna co jazz i skoro są ludzie którzy chcą jej słuchać, muszą mieć do tego prawo. Chętnie poprzemy projekt zorganizowania koncertu na naszym osiedlu i w ostrych słowach odrzucimy propozycję by go zakazać. – Przecież muzycy klasyczni to tacy sami ludzie, jak my – myślimy.

Jednak cała ta sprawa nadal nas nie dotyczy. Mamy swoje kluby jazzowe, swoją muzykę i swoje poglądy. Owszem jesteśmy zdania, że inna muzyka powinna mieć te same prawa co nasza, ale nie będziemy się angażować w jej obronę. To nadal nie jest nasza sprawa. Stanie się naszą, kiedy przejdziemy kolejny etap współistnienia.

Pozytywne Zaangażowanie

Nasz sąsiad przyszedł do nas ze zmartwioną miną. Okazało się, że władze miasta chcą zamknąć jedyną filharmonię i w jej miejsce otworzyć kolejny w mieście klub jazzowy. W dodatku, administracja naszego osiedla odwołała koncert muzyki klasycznej, bo kilu sąsiadów (w tym nasz krewki opisywany wcześniej) stanowczo się mu sprzeciwiała.

Reagujemy oburzeniem. Pomagamy naszemu muzykowi napisać list protestacyjny, włączamy się w organizację pikiety pod ratuszem, projektujemy ulotki i stronę internetową. Angażujemy się w walkę o prawa muzyków klasycznych. I nagle zdajemy sobie sprawę, że przecież walczymy o coś, co nas nie dotyczy. Nadal z uwielbieniem słuchamy jazzu, a w filharmonii byliśmy raz w życiu, i to bardziej z ciekawości niż z chęci. Zdajemy sobie sprawę, że zaangażowaliśmy się w walkę o prawa innej grupy, całkowicie od nas różnej. Dlaczego?

Bo po długim okresie poznawania tej grupy, stało się dla nas jasne, że poza gustem muzycznym, niczym się od nas ona nie różni. Że, jeżeli chcemy sami być pełnoprawnymi uczestnikami życia publicznego, musimy się zaangażować w walkę o prawa innych. I angażujemy się...dla dobra wspólnego.

I co z tego wynika?

Opisaną przeze mnie sytuację można zastosować do dowolnego przykładu odmiennych poglądów. Podobnie będzie bowiem wyglądała nasza droga w stosunku do dowolnej mniejszości. Czy zawsze będzie wyglądała tak samo? Oczywiście nie. Każdy z nas bowiem idzie nią inaczej. Niektórzy zatrzymają się na pewnym etapie, lub będą się cofać i posuwać naprzód naprzemiennie. Droga do akceptacji zjawisk nie jest prosta, a dosyć kręta. Od nas jednak tylko zależy, czy się w nią wybierzemy.

 

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (16):

Sortuj komentarze:

Asen: Jeżeli ktoś łamie obowiązujące w danym kraju prawo (a takim jest zakłócanie ciszy nocnej) najlepszym wyjściem w przypadku braku reakcji danej osoby na zwróconą uwagę, będzie wezwanie Policji. Co do świąt religijnych to sprawa ma się nieco inaczej. Należy przede wszystkim rozpatrzeć kwestię intencji. Jeżeli np. w dniu Bożego Ciała, sataniści urządziliby bluźnierczą dla chrześcijan parodię procesji, można by oddać sprawę do sądu, powołując się na przepisy o obrazie uczuć religijnych. I do sądu należałoby ustalenie, czy intencją satanistów było: znieważenie wyznawców rzymskiego katolicyzmu, czy też nie.
Nasze prawo niestety nie jest doskonałe, jeżeli chodzi o sprawy kultu i stosunku Państwa - Związków Wyznaniowych. Nie precyzuje ono bowiem dostatecznie, czym jest obraza uczuć religijnych. Pamiętam, że był projekt ustawy, precyzującej obrazę uczuć religijnych jako znieważenie przedmiotu kultu lub osoby/miejsca związanego z kultem, ale w granicach tego miejsca.
O ile mi jednak wiadomo, projekt ten nigdy nie wszedł pod obrady parlamentu.
Jadwigo: zgadzam się z Tobą w 100% w Twojej ocenie zjawiska Parady Równości. Jednak chciałbym podkreślić za Beatą, że ten konkretny tekst, mimo że wywołany poprzednim moim felietonem, miał na celu omówienie zjawiska różnicy pomiędzy tolerancją a akceptacją jako zjawiska ogólnego, bez powoływania się na konkretną mniejszość omawianą wcześniej. Dlatego właśnie zdecydowałem się na użycie przykładu oderwanego od naszych codziennych rozważań.

Komentarz został ukrytyrozwiń

.........przepraszam.......choćby w sypialni hetero BYŁ sadystą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gdyby nie było tuż przed omawianym atykułem poprzedniego - "Mój krzyk rozpaczy" - możnaby teoretycznie rozmawiać o zjawisku - tolerancja/akceptacja teoretycznie, czyniąc założenie że sprawy róznie się mają w różnych sytuacjach.
Ponieważ jednak Krzyk rozpaczy był, czytalismy go wszyscy (no bo niby po co tu wchodzimy?) więc nie ma się co mizdrzyć i owijać w bawełnę. Wiadomo kim jest autor, swoich preferencji nie kryje i im więcej słychać w naszym kraju homofobiczno-faszystowskich wypowiedzi, tymbardziej wiadomo o co Szymon walczy. Nastepny materiał na Jego miejscu zatytułowałabym "odp.......się od nas bo istniejemy od zawsze i pozwólcie nam zwyczajnie żyć".
Jeżeli zaś wiele osób uważa, że demonstracje gejowskie, parady transseksualistów i tp. są przesadnym manifestowaniem odmienności seksualnej to osobiście uważam, że są one ODPOWIEDZIĄ na brak tolerancji. Najpierw gdzieś ktoś tępi, potępia i się nadyma swoją "normalnością" choćby w sypialni hetero sadystą. Parady równości sa własnie krzykiem rozpaczy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Hi hi hi... z pełną premedytacją unikałem w tekście jakiegokolwiek porównania do homoseksualizmu i sytuacji osób homoseksualnych. I zastanawiało mnie, kto pierwszy tego porównania użyje... :D

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jadwigo starałem się pisać bardziej ogólnie o tolerancji, jako zjawisku. Z moich obserwacji wynika bowiem, że podobną drogę przebywamy w stosunku do różnych zjawisk.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Newralgicznym punktem jest przejście od tolerancji do akceptacji " - pisze Beata-B. No własnie. Ponieważ cały temat dotyczy w gruncie rzeczy homoseksualizmu, osoby które nie są zdolne do akceptacji bo ten rodzaj odmienności godzi w ich "podstawowe wartości", powinny - ze względu na specyfikę zjawiska istniejącego od zawsze - zadać sobie pytanie: " co bym zrobił(ła) gdyby rzecz dotyczyła mojego własnego dziecka"?
Podstawowe wartości + dokładne zaznajomienie się z tematem + miłość rodzicielska: czyż nie wystarczy to przynajmniej do tolerancji?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Alicjo: staram się być miły po prostu :) I odpowiadać na wątpliwości, czy zarzuty typu merytorycznego. Nie traktuj tego proszę, jako złośliwość, ale ja po prostu mam taki styl dyskutowania :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szymonie. aż tak traumatycznych przeżyć nie doświadczam, żebym się czuła aż "zawiedziona" a Ty byś odczuwał "przykrość" ;-)
A tak już całkiem poważnie, bez uśmiechu - omawiamy po prostu materiał nadesłany, czyż nie? I bez dodatkowych zastrzyków typu argumentum ad misericordiam czy ad personam... ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Beato nie chciałem pisać bardziej rozbudowanego artykułu z racji specyfiki internetu. Napisałem jednak, że droga od Nietolerancji do Akceptacji może być bardzo różna i dla niektórych nie do przejścia w całości.
Oczywiście sam fakt dojścia do poziomu tolerancji jest już dużym wysiłkiem, godnym pochwały. IMHO ważne jest, aby nie zatrzymać się w punkcie wyjścia.
Asen: to była tylko metafora :D
Alicjo: przykro mi, że Cię zawiodłem. Chciałem odejść od obiegowych opinii, które znaleźć można wszędzie, i które nic nie wyjaśniają tak naprawdę. Na pytanie, kto opracował definicje przytoczone przeze mnie , wydaje mi się, że odpowiedziałem w miarę klarownie, opisując prace w Biurze Pełnomocnika. Chodziło mi o grupę osób, stowarzyszeń i działaczy, skupionych wokół tematu. Opracowaliśmy ją na podstawie wyników naszych prac.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No, Szymonie, spodziewałam się czegoś bardziej na poziomie. Tymczasem znowu bulgoczący imbrykz tymi samymi wątkami nieco w innym ujęciu, znów przewijają się te same zwroty. I nie chodzi mi o to, że ktoś piszę o muzyce Mozarta i w pewnym momencie wszyscy mamy Mozarta dość, bo o tym można pisać rzeczywiście na różne sposoby, byle umiejętnie, byle wprowadzać coś, co czytelnika jakoś autentycznie zaciekawi.

Tymczasem już na początku - brak obiegowych definiscji. Jeśli zaczyna sie pogadankowym wstępem warto go dokończyć, by płynnie przejść do głównej cześci.
Konferencje, debaty... ale kto opracował (społeczństwo, Ty, organizacja?) na jakiej podstawie (badania, sonda uliczna?) itp - brak informacji!
Całość materiału - przegadane przypowiastki, które się czyta... fakt, zabawne porównania, choć czasem mało klarowne.... potem kończę czytanie historii i czekam na finał, a tu nic. Mam wrażenie, ze to jeden wielki wstęp do czegos, co nie nastąpiło!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.