Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

71380 miejsce

Notatki z podróży - Mauretania

Dworzec bez kas biletowych, jadalny papier, muszelki zamiast płyty chodnikowej i świeże mięso na kiju czyli jak Czarny Ląd zaskakuje Europejczyka.

Obiad z papieru / Fot. Ela WiejaczkaŚwięta Bożego Narodzenia a my, zamiast siedzieć z rodziną przy stole, zmierzamy w stronę dworca w Nawakszut. Pod stopami, zamiast chodnika, pokruszone muszle albo warstwa śmieci, albo jedno i drugie. Powszechny brak świadomości czym jest higiena oraz jakie skutki brak owej może przynieść, sprawiają, że każdy śmieć ląduje wprost na ulicy. Tu i ówdzie pasą się kozy, zjadając porzucone przez człowieka papierki, kawałki tektury, a nawet stare szmaty.

Obciążeni wielkimi plecakami i zmęczeni prażącym słońcem mijamy małe wille i rozpadające się chatki. Jakiś chłopiec zaczepia Dominikę, próbując sprzedać jej pokaźny nóż. Ona odmawia. Idziemy dalej. Udaje nam się dotrzeć do celu. Dworzec mauretańskiej stolicy przedstawia dość osobliwy widok: zdezelowane samochody, drewniana budka z napisem Poste de police, zgniecione plastikowe butelki pod nogami i tłumy ludzi. A wszyscy coś sprzedają, kupują, przenoszą, targują się, zaczepiają. Zmęczone osły ciągną wozy załadowane ciężkimi workami; my, też zmęczeni, zdejmujemy wreszcie ogromne plecaki.

No i zaczyna się. Nie można po prostu pójść do kasy i poprosić o bilet, bo takowej nie ma. Jest kilka busów i kilku ich właścicieli, a każdy życzliwy, bo przyszli "biali". Biali na pewno mają pieniądze i zapłacą dużo więcej niż miejscowi. Niestety podane przez nich ceny przerastają nawet białych, zwłaszcza studentów, więc zaczynamy się targować. A Czarny radzi się przyjaciół. I tak to może trwać kilka godzin. My podajemy jakąś cenę, oni przystają, po czym zaczynają debatować z innymi, kręcić głową, drapać się za uchem, gestykulować. Już wiemy, że nie będzie łatwo. Czarny wraca, podaje nową cenę, my odmawiamy i cała zabawa zaczyna się na nowo.

W końcu, po całodniowej (!) debacie, poddajemy się i zaczynamy pakować bagaże. Nie do bagażnika, oczywiście. To Afryka, a w Afryce bagaże jeżdżą na dachu. Misternie poukładane, związane dla bezpieczeństwa siatką, sprawiają, że samochód jest dwukrotnie wyższy niż przed załadunkiem. Teraz kolej na nas.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Dziękuję:) Pisałam już w Polsce, wróciłam cała i zdrowa, ale już po kilku miesiącach zaczęłam tęsknić. Więc wracam - w lipcu jadę na wolontariat do Kenii. Postaram się dodać coś jeszcze z poprzedniego pobytu zanim wyjadę:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

no też mnie ta historia przeraziła :P i mam taką samą nadzieję jak Wojciech :) ale przygoda naprawdę godna pozazdroszczenia !!!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rewelacja :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mam nadzieję, ze nie pisalas tego tekstu na biezaco via telefon satelitarny lecz juz po powrocie do domu.I mozemy przestac sie juz niepokoic o final....;-))

Komentarz został ukrytyrozwiń

5/5 Ciężka podróż ale będziesz ją pamiętac ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Odważni!, kudy mnie boroczkowi do takich podróżników

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przeczytałam jednym tchem i proszę o więcej!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piekna relacja - podróz tylko dla młodych, entuzjastycznych, wytrwałych i silnych.:)
Ale ten brud...brrrrrrrr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.