Chciałbym zaproponować nową akcję dla Autorów Wiadomosci24.pl: Ujawniajmy polskie absurdy. Absurdy dotyczące życia politycznego, gospodarczego, społecznego itp.
Polacy są takim narodem, że nie potrafią zrobić czegoś bez przesady, nie rozumieją że racja leży często pośrodku, więc jak się już za coś zabiorą to często „wyrzucają dziecko z kąpielą”. Zmiany sejmowych ustaw, są na porządku dziennym, gdyż ich formułowaniem zajmują się politycy a nie prawnicy, chociaż wydaje mi się, że przy formułowaniu tych ustaw brakuje przede wszystkim kogoś ze zdrowym rozsądkiem a także specjalisty od spraw obywatelskich, społecznych.
W tym miejscu chciałem wymienić przykłady takich ustaw sejmowych, uchwał Rad Miejskich, ale przecież to ma być m/in treścią naszej wspólnej akcji „Ujawniajmy polskie absurdy”. Skoncentruję się więc na jednej ustawie, której zapisy są dla mnie takim przykładem „wylewania dziecka z kąpielą”, paranoją, polskim absurdem: Ustawie o ochronie danych osobowych
Dz.U. 1997 nr 133 poz 883.
Art. 1. 1. Każdy ma prawo do ochrony dotyczących go danych osobowych.
Art. 6.1) 1. W rozumieniu ustawy za dane osobowe uważa się wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej.
Art. 23. 1. Przetwarzanie danych jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy:
1) osoba, której dane dotyczą, wyrazi na to zgodę, chyba że chodzi o usunięcie dotyczących jej danych,
Art. 28. Zabrania się przetwarzania danych ujawniających pochodzenie
Art. 49. 1. Kto przetwarza w zbiorze dane osobowe, choć ich przetwarzanie nie jest dopuszczalne albo do których przetwarzania nie jest uprawniony, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Nie będę przytaczał tu całej ustawy, bo można do niej zajrzeć w Internecie, tym bardziej, że chodzi mi o skutki jakie ona przyniosła. Zniknęły: spisy lokatorów, telefoniczne książki adresowe, adresy na pieczątkach instytucji i urzędów, telefony na pieczątkach imiennych. Groteskowość sytuacji zwiększa jeszcze częsta zmiana nazw ulic w miastach, hojnie fundowana przez administracje lokalne. Jeżeli zamiarem ustawodawców było utrudnienie komunikacji, to im sie to w pełni udało. W tej chwili znalezienie numeru telefonu, czy adresu nawet najbliższej rodziny w Polsce jest właściwie niemożliwe.
Nie wspomnę, że spółdzielnie mieszkaniowe, zarządy ROD itp. nie mogą wywiesić list swoich dłużników, że nawet przestępcy muszą wyrazić zgodę na ujawnianie ich oblicza i nazwiska. Normalna paranoja zafundowana nam przez nasze władze ustawodawcze, które miały na celu szczytny cel (ochronę naszych dóbr osobistych), ale ponieważ nic nie jest do końca czarne, ani białe, utrudniła nam i sobie codzienne życie.
Tym bardziej, że gdziekolwiek pójdziemy, do lekarza, dentysty, urzędu czy sądu, wszędzie pytają nas o nasze dane: imię, nazwisko, adres, pesel itp, a ludzie w kolejce za nami na co dzień słyszą nasze tak chronione dane osobowe. A potem jeszcze, żądają ich potwierdzenia, dokumentem osobistym, czy legitymacją. Czysty absurd.