Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

455 miejsce

Nowa płyta. Nigel Kennedy powraca do "Czterech pór roku" Vivaldiego

"Vivaldi: The New Four Seasons" to zupełnie odmienne opracowanie słynnego cyklu koncertowego epoki baroku. Nigel Kennedy zaskakuje nawet tych, którzy byli przygotowani na niespodzianki.

Nigel Kennedy - 'Vivaldi. The New Four Seasons' (okładka przód); LP Sony Classical 2015. http://i-bloggermusic.blogspot.com/2015/10/vivaldi-new-four-seasons.html / Fot. Blogger MusicalMówienie o "Vivaldi: The New Four Seasons" jako o rewolucyjnej interpretacji koncertów skrzypcowych włoskiego kompozytora epoki baroku, jest oczywistym banalizowaniem tematu na równi z wciąż powtarzanymi historyjkami o image'u i manierach Nigela Kennedy'ego. Niemniej takie opinie składają się ostatecznie na jakąś prawdę o artyzmie niezwykłego skrzypka. Bądź co bądź człowiek, który zrewidował system wartości sztuki wysokiej i całej towarzyszącej temu elitarności. Teraz powraca do "Czterech pór roku", po ponad ćwierćwieczu od przełomu jakiego dokonał za sprawą świeżego i bezkompromisowego podejścia do dzieła Antonio Vivaldiego. W pamiętnym 1989 roku rozpętał szaleństwo popularności wokół swojej osoby, a zarazem przysporzył wtórnego zainteresowania muzyką klasyczną. "Cztery pory roku" w jego wykonaniu (plus English Chamber Orchestra) stały się najlepiej sprzedawaną płytą wszechczasów. Cóż zatem wykrzesał wirtuoz tym razem...?

Nigel Kennedy powiedział onegdaj, że od chwili kiedy usłyszał "Cztery pory roku" po raz pierwszy, doznawał uczucia, iż muzycy zazwyczaj odgrywają Vivaldiego w sposób dość nudny, a nawet mało temperamentny. Oczywiście, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Teraz wygląda na to, że po 25 latach doszedł do podobnych wniosków. Nie sposób porównywać "The New Four Seasons" z legendarnym już wykonaniem z lat 80-tych. To płyta na miarę swoich czasów. Kennedy spełnił zapowiedzi twórczego eksperymentatorstwa i śmiało sięgnął po elektronikę, jeszcze odważniej wplata drive rockowej frazy. Paradoksalnie, dopiero teraz nabrał prawdziwie punkowego przytupu, a klasyka w jego wykonaniu eksploduje buntem żywiołów i zdrowego rozsądku. Czegóż słuchacz nie znajduje na "The New Four Seasons"!

Zaczyna się niby introdukcją do heavy metalowej kolędy. No, ale charakter muzyki barokowej stawia wymagania, które mogą być tylko oczekiwanym wyzwaniem i realizacją marzeń dla skrzypka formatu Nigela Kennedy'ego. W przestrzeni żądnej niezliczonych ozdobników i figur retorycznych odnajduje się on niby twórca dzieła (choć jak to na Wyspach mawiają: Vivaldi rolls in his grave), acz przydając diabolicznie przewrotnej nonszalancji i swobody graniczącej z jazzową improwizacją. Kiedy na "Jesień (Autumn: 11 The Peasant Celebrates The Rich Harvest)" tańcami i śpiewem świętują wieśniacy radość z pomyślnego na swych łanach zbioru*, wtedy niejeden meloman pocznie przecierać oczy i uszy ze zdumienia, czy to jakiś nowoorleański melanż, czy może Josephine Baker zstępuje ponownie na Ziemię. Wcześniej, z końcem "Wiosny (Spring: 5 Nymphs And Shepherds Dance)" napotykamy elementy muzyki onomatopeicznej, która może sugerować pogo... Już tylko tym zwracam uwagę, że Kennedy przydaje dziś pojmowanej interpretacji dzieła muzycznego, jej jutrzejszego znaczenia. Bynajmniej nie ma w tym nowatorstwa "na siłę", ani przesadnej awangardy. Po prostu duch czasu manifestuje swoją obecność, nie czyniąc przy tym żadnej krzywdy świętościom dni minionych. To wciąż klasyka, choć orędownicy akademickiej poprawności widzą w Kennedym diabła wcielonego.

Praca nad nową płytą wymagała zaproszenia wielu muzyków. Zorkiestrowanie materiału spoczęło na sprawdzonej sekcji smyczkowej Orchestra of Life, którą powołał do życia sam Nigel Kennedy w 2010 roku. Grono wybitnie uzdolnionych młodych ludzi dochowuje w większej części wierności utartym kanonom. Dopiero kolejni goście zaznaczają zgoła prawdziwie odmienną jakość w dzisiejszym rozumieniu Vivaldiego. Implementacja cybernetycznej ornamentyki i miksowanie to w głównej mierze zasługa Damona Reece'a. Znakomicie znany z Echo and the Bunnymen, współpracował z Massive Attack i Goldfrapp. "The New Four Seasons" zawdzięczają temu artyście pojawienie się perkusji elektronicznej (można to porównać tylko z lądowaniem UFO), oraz zaakcentowanie klimatów trip hop i dark core. To już brzmi intrygująco i nieziemsko, prawda? Wśród gości odnotowano także personalia Xantoné Blacq, znany z wcześniejszej współpracy z Nigelem Kennedym oraz kilku lat artystycznego bytu u boku Amy Winehouse; przede wszystkim wokal i tradycyjne instrumenty perkusyjne. Doug Boyle, gitarzysta udzielający się w zasłużonym brytyjskim zespole Caravan oraz muzykujący z Robertem Plantem. Z-Star, pochodząca z Trynidadu i uchodząca za żeńskie wcielenie Jimmy'ego Hendrixa. Nie sposób też pominąć osoby Tomasza Nowaka, cenionego polskiego trębacza. I wielu innych współautorów najbardziej kosmicznego wykonania "Czterech pór roku" od ćwierć wieku i ciut ciut.



Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.