Facebook Google+ Twitter

Nowa płyta Opeth "Heritage"

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2011-09-27 07:55

Szwedzcy tytani progresywnego metalu tym razem ukazują swoje łagodniejsze oblicze oddając hołd swoim muzycznym mistrzom.

Najbardziej wyczekiwany przeze mnie album tego roku właśnie się ukazał. Jako wielki fan tej szwedzkiej formacji, miałem różne wyobrażenia co do ostatecznego kształtu tej płyty. Liczyłem na kontynuowanie drogi obranej na ostatnich dwóch albumach, idealnie wyważonych jeżeli chodzi o growle i czyste wokale, gdzie mocne, bezkompromisowe, deathowe fragmenty cudownie współgrały z tymi łagodnymi, atmosferycznymi.

W momencie, gdy Mikael zapowiedział, iż będzie to coś zupełnie nowego w twórczości Opeth, zacząłem się mocno zastanawiać, jak bardzo może to być inne od poprzednich dziewięciu krążków. Przecież Szwedzi zaskakiwali każdą kolejną płytą, znani są z tego, że nie powielają patentów z poprzednich dzieł, starają się nie powtarzać. Jednak zawsze wiadomo było, iż będzie to wyrafinowany metal progresywny, jedyny w swoim rodzaju, pełen growli, jak i pięknych wokali Akerfeldta, gdzie deathmetalowe fragmenty poprzeplatane będą tymi jazzująco-bluesowymi (może za wyjątkiem Damnation, które z założenia miało być w opozycji do wydanego parę miesięcy wcześniej, najcięższego w dorobku grupy, Deliverance). Każda ich kolejna płyta była niezwykłą podróżą w świat pełen brutalności, jak również zadziwiającej wręcz łagodności, czym zespół zdobył setki tysięcy fanów na całym świecie, nawet wśród słuchaczy, którzy z muzyką metalową mają niewiele wspólnego. Zyskali sobie szacunek i oddanie fanów, jakiego może im pozazdrościć wiele znaczących kapel (charakterystyczne "O" z logo zespołu jest częstym motywem tatuatorskim; gdziekolwiek się pojawią, z reguły, koncerty są wyprzedawane).

Jednak tym razem muzycy naprawdę nas zaskoczyli, bowiem nie jest to charakterystyczne dla Opeth granie, tylko w duchu klasycznego rocka progresywnego. Mikael wielokrotnie podkreślał jak bardzo inspiruje się muzyką psychodeliczną i progresywną z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Nosił się z zamiarem nagrania takiej płyty od kilku lat, jednak myślałem, że uczyni to na swoim solowym albumie, o którego chęci stworzenia wypowiadał się pod koniec 2009 roku. Mówił wówczas, że mógłby nagrać taki album z Opeth, ale wolałby zrobić go sam. Jak widać, od tamtego czasu, Mikael zmienił zdanie i namówił kolegów (choć wiadomo, że i tak, to Akerfeldt ma najwięcej do powiedzenia w zespole, więc była to zapewne zwykła kurtuazja i formalność), aby dziesiąty album był hołdem dla muzyki lat 60. i 70.

Mimo, iż jest to coś nowego, to od początku słychać to niepowtarzalne brzmienie zespołu. Fortepianowy utwór tytułowy zagrany przez nowego klawiszowca grupy, któremu towarzyszy Mendez na kontrabasie, dokładnie określa klimat tej płyty. Raczej wyciszony, melancholijny. Taki minimalizm muzyczny a'la Nick Drake, którego Mike wymieniał właśnie przy okazji rozważań na temat swojego solowego albumu. Na tym tle wyraźnie wyróżnia się dynamiczny, hardrockowy, w stylu Deep Purple czy Rainbow Slither (który gdyby nie dedykacja dla Ronniego Jamesa Dio, można by uznać za żart zespołu). Nie ma tutaj growli, ani długich, bardzo rozbudowanych, ponad dziesięciominutowych kawałków, do jakich przyzwyczaili nas Szwedzi. Średni czas trwania utworu to sześć minut, jednak nie sprawia to, iż utwory są lekkie, łatwe i przyjemne. Wymagają nawet większego skupienia uwagi, niż poprzednie dzieła kolektywu. Pomimo tego, wszystko za co kochamy ten zespół znajdziemy na "Heritage": liczne zmiany tempa (I Feel The Dark czy Folklore), niespodziewane wstawki instrumentalne (Nepenthe),
klawiszowe pasaże (znów świetną robotę wykonał Per Wiberg, wielka szkoda, że opuścił zespół) i spokojny wokal Mikaela.

Przeważają na tym albumie gitary akustyczne i raczej jazzrockowa gra perkusji (duże wyrazy uznania dla Axe'a, który udowodnił jak wszechstronnym jest perkusistą), w zasadzie mocniejsze, metalowe fragmenty odnajdziemy tylko w I Feel The Dark czy genialnym Famine, gdzie przez ścianę ostrych gitarowych riffów przebija się flet, jak z utworów Jethro Tull.

Muzycy zdawali sobie sprawę, że "Heritage" podzieli fanów formacji, jednak podkreślają, iż album ten miał podobać się głównie im samym. W tego rodzaju zespołach najważniejsza jest radość z grania i komponowania nowego materiału, bez niej muzyka byłaby pusta, bez emocji, głębi. Słuchając po raz kolejny tej płyty, słyszę tę przyjemność grania, tworzenia nowych rzeczy. To dobrze rokuje na przyszłość Opeth. Mikael na filmie dołączonym do specjalnej edycji "Heritage" mówi, iż mimo 21 lat na scenie, muzycy ciągle czują, że mają coś jeszcze do zaoferowania. I to jest najważniejsze. Piękna płyta.
(Adrian Szafarski)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Adrian Szafarski
  • Adrian Szafarski
  • 30.09.2011 22:58

Jeżeli uważasz ten album za przeciętny i nijaki, to proponuję Ci przerzucić się na muzykę np. Vadera, który nie zaskakuje fanów, wciąż grając to samo, w zasadzie niemal spełniając ich życzenia co do kształtu kolejnych krążków. Powinieneś bowiem porzucić nadzieję na to, iż Opeth nagra jeszcze kiedyś płytę w stylu "Ghost Reveries" czy "Watershed" (polecam oglądnąć film dołączony do edycji specjalnej "Heritage"). Właśnie najpiękniejsza w byciu fanem Szwedów jest ta niepewność, co do zawartości kolejnych albumów. Myślę, że w tym momencie okaże się, kto tak naprawdę czuje sens muzyki tworzonej przez Mikaela i spółkę...

Komentarz został ukrytyrozwiń
XYZ
  • XYZ
  • 30.09.2011 18:43

ten album jest przeciętny, gdzie tu piękno? większa część płyty jest nijaka, początek zgoda - piękny

Komentarz został ukrytyrozwiń
TG
  • TG
  • 27.09.2011 22:47

Wyjątkowo trafna recenzja ! Serdeczne pozdrowienia dla autora !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.