Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4914 miejsce

Nowa umiejętność do opanowania

Część z nas nie zdaje sobie sprawy, jak została cywilizacyjnie skrzywiona. Zapracowani i pochłonięci własnymi sprawami nie dostrzegamy wartości, które z biegiem lat utraciliśmy, których, być może, nigdy nie mieliśmy sposobności docenić.

Starożytny most do dzisiaj służy mieszkańcom. Rzekomo posiada magiczną moc. / Fot. David SchwalkIdę sobie dzisiaj skrajem drogi. Ubrany jestem w plecak i wyśmienity humor. Dokąd idę? Na wschód. Skrajem ruchliwej trasy.

Obudziłem się dzisiaj wcześnie rano. Wczoraj wypiłem dużo piwa. Problem w tym, że butelka wody kosztuje 1,5 dolara, a kufel piwa pół. Chcąc, nie chcąc, ubytek płynów ustrojowych uzupełniałem złotym trunkiem. Około 21:00 powiedziałem sobie: dość! Położyłem się spać w stanie lekkiej lewitacji. Jaźń odzyskałem przed świtem.

Siem Reap jest najgorszym z miast, które do tej pory w życiu odwiedziłem. Paryż, przy nim, to oaza spokoju i uczciwości. Na każdym kroku naciągacze i oszuści. Zdecydowanie miasto to nie ma nic wspólnego z kulturą Khmerów. Enklawa turystyczna, komercja i konsumpcjonizm.

Podczas wymeldowania się z hotelu dzielę się moimi spostrzeżeniami z właścicielem, z pochodzenia Włochem. „Tak. To prawda. Ale wystarczy pojechać rowerem 5km w dowolnym kierunku od miasta i zaczyna się Kambodża, z całą swoją kulturą i kolorytem.”

Połowa przechodniów w Siem Reap to turyści. Autochtoni służą jedynie do ich obsługi. Społeczność kambodżańska nastawiona jest jedynie na ograbianie przyjezdnych. Nikt nie dostrzega we mnie tutaj Dawida, jestem Obcokrajowcem. I tylko tyle.

Ciągle mam problem z zawyżonymi cenami w Siem Reap. Za 0,5l butelkę zwykłej wody mineralnej wołają nawet 1,5 dolara. Pojedyncze danie w restauracji kosztuje przeciętnie 5 dolarów. Dla przyjezdnego Europejczyka to nadal bardzo tanio. Ja tu jednak mieszkam, więc ceny znam! Boli mnie naciąganie przyjezdnych.

Nie mogąc się pogodzić z powszechnym oszustwem, zrezygnowany siadam na brzegu rzeki tuż obok odpoczywającego starszego Khmera. Przy ulicy stoi jego rower obładowany torbami z pustymi butelkami PET. Pomyślałem sobie, biedak. Zarabia na życie zbierając plastik. Położyłem się koło niego, czekając aż wstanie. Chciałem zaproponować mu obiad, pod warunkiem, że zabierze mnie do miejsca, w którym sam jada.

Po godzinie leżenia na trawie spostrzegłem, że Khmer jedzenie ma ze sobą. Niewiele. Kilka liści sałaty oraz pojemnik z sosem. Pojawił się jakiś dzieciak, położył się koło nas. Około 10 letni chłopiec. Stary Khmer spostrzegłszy go, zawinął się i odjechał. Ja siedziałem i czekałem na rozwój sytuacji. Dzieciak rozebrał się do naga i wszedł do rzeki popływać

Rzeka owa jest zwykłym ściekiem. Głęboka po kolana pełna jest starych reklamówek, butelek i puszek. Wypatrywałem kiedyś w niej z mostu ryb. Większość rzek w Tajlandii to kłębowisko ryb. Tutaj jedyne formy życia, które zaobserwowałem, to masa owadów na powierzchni, co świadczy o braku ryb, oraz dwie pijawki.

Po wyjściu z wody chłopak podszedł do mnie i zagaił po angielsku. Niby jest sierotą, żyje na ulicy, z żebractwa. Jest głodny, czy dałbym mu pieniądze na jedzenie? Dobra okazja, myślę sobie. Może i mnie się uda coś zjeść. Proszę, żeby też mi coś do jedzenia przyniósł i sięgam do kieszeni.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.