DzieciństwoJacek Andrzej Kwiatkowski: Na Twojej stronie internetowej jest kilka zdjęć, także z okresu dość odległego. Jakie było twoje dzieciństwo - łatwe, czy trudne?
Piotr Rubik: Łatwe. Pomimo trudności, mogłem robić to co kocham. Fascynowałem się muzyką, więc rodzice umożliwili mi rozwój mojej pasji i zacząłem uczyć się gry na instrumentach. Kiedyś nie było internetu albo takich zabawek jak teraz, więc miałem jedynie muzykę. Wspierał mnie dziadek i mój pierwszy nauczyciel - profesor Jerzy Ługiewicz.
Na jakim instrumencie zaczynałeś naukę gry?Na wiolonczeli. To był jeden z instrumentów, dzięki któremu, tak się wtedy nam wydawało, łatwiej można się było dostać do dobrej orkiestry i dzięki temu wyjechać za granicę. Pamiętajmy, że były to czasy żelaznej kurtyny a kariera artystyczna otwierała drzwi na Zachód. Ale lubiłem także grę na pianinie.
W jakim wieku zorientowałeś się, że muzyka to właśnie to, co chcesz w życiu robić?O ile dobrze pamiętam miałem wtedy około 6 lat.
Intensywny rozwój talentu w tak młodym wieku, to twoim zdaniem strata czy zysk dla dziecka? Czy nie jest to opłacone utratą beztroskiego dzieciństwa?Osobiście uważam, że to zysk. Potem ciężko jest nadrobić to, czego się nie osiągnęło będąc małym. To z pewnością nie oznacza utraty dzieciństwa, choć są tacy, którzy będą myśleć inaczej.
Muzyka
Jak wygląda praca kompozytora? Niektóre utwory skomponowałeś podczas kilkudziesięciu minut jazdy pociągiem, inne tworzyłeś wyjątkowo długo. Od czego to zależy?Na to nie ma reguły. Zależy to przede wszystkim od weny, bo ja zawsze czekam na moment, gdy coś fajnego wpadnie mi do głowy. Melodie przychodzą do mnie same, jest to coś w rodzaju olśnienia i jest to najprzyjemniejszy moment w całym procesie twórczym. Dopiero potem zaczyna się ciężka praca. Trzeba wszystko przygotować, zapisać, sprawdzić i wszystkiego dopilnować. Tak było z koncertem sylwestrowym. Tysiące kartek, nut i wiele godzin pracy. Ja nie korzystam z pomocy asystentów. Robię takie rzeczy sam, bo wtedy mam pewność, że wszystko jest jak należy.
Ile godzin dziennie poświęcasz na komponowanie?Bywa różnie. Większość rzeczy pozostawiam niestety na ostatnią chwilę. Gdy w pracy towarzyszy mi adrenalina, lepiej mi się pracuje. Bywa, że pracuję wtedy nad partyturą po kilkanaście godzin dziennie.