Facebook Google+ Twitter

Nowy Carrion przepowiada apokalipsę...

Bałem się tej drugiej płyty, oj bałem się… Wiadomo jak to bywa z nowymi zespołami - wydadzą pierwszy, znakomity krążek, a później cisza (patrz B.E.T.H.) albo ukazuje się album o wiele gorszy.

Carrion "El Meddah" / Fot. Okładka płytyW wypadku Carriona i „El Meddah” na szczęście moje obawy się nie ziściły i otrzymujemy dopieszczone muzyczne cacko. Recenzję należy zacząć od świetnej okładki. Wzbudza kontrowersje, narzucając skojarzenie z obrazem „Jezu Ufam Tobie”, a to już połowa sukcesu. Nie od dziś wiadomo bowiem, że nieważne jak mówią (czy dobrze, czy źle), byle mówili (pierwsza zasada szołbizu). Na pierwszym planie widzimy mężczyznę z charakterystycznym gestem, a w tle zniszczone miasto, co może nasuwać na myśl koniec świata i przyjście mesjasza naszych czasów.

W swej świetności teksty okładce nie ustępują. Ich motywem przewodnim są wewnętrzne dylematy człowieka, wybór między dobrem a złem. Temat może i oklepany, ale Kulavik (wokalista zespołu - przyp. aut.) śpiewa o tym w taki sposób, że pozostawia szersze pole do interpretacji, a to się chwali! No i wreszcie muzyka... Chłopaki z Radomia oferują nam sporą dawkę mięsistego hard rocka z górnej półki (a jakżeby inaczej!).

Album otwiera ciekawe, enigmatyczne intro „Nun”, po czym mamy kilka dobrych utworów, które nas niczym nowym nie zaskoczą, jeśli słyszeliśmy debiutancki krążek grupy. Niemile zaskoczył mnie natomiast „Jaki masz plan…?”. Strasznie nudny. Z pewnością bez niego „El Meddah” wiele by zyskało. Nic to, ziewnąłem kilka razy, ale dzielnie przebrnąłem i było warto. Wszelkie męki wynagrodził mi bowiem kawałek „Sztandary Eloi”, znany nam już z tych „lepszych” list przebojów, które swego czasu sukcesywnie podbijał. Od tego momentu jest tylko lepiej.

Szczególnie warto zwrócić uwagę na „Alogię”. To się nazywa prawdziwy rock and roll! Utwór złożony, świetny bas i chwytliwy refren. Od kiedy usłyszałem tę piosenkę, non stop śpiewam pod nosem: „To ja… Ten sam, ten sam!”, nie zważając przy tym na jakąkolwiek wrażliwość słuchową osób mnie otaczających. Naprawdę bez cienia hipokryzji mogę powiedzieć, że to genialny Carrion / Fot. Materiały prasowekawałek.

No i przychodzi czas na kolejny singiel, który w jeszcze szybszym tempie podbijał listy przebojów. Mowa o „Nie bez wiary”. Już teraz można powiedzieć, że to będzie pewniak koncertowy grupy przez wiele, wiele lat... Można tworzyć przyjemny dla ucha hard rock? Można! I to jest najlepszy tego dowód. W cały kawałek świetnie wpisał się poza tym Tytus Wojnowicz, grający na oboju. To właśnie on dodał temu utworowi szczególnego smaczku.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.