W warunkach polskiej mentalności, kiedy zasługą jest oszukiwanie państwa, słowa starego przysłowia „twarde prawo ale prawo” brzmią jak niesmaczny żart. Jeszcze gorzej, gdy oszukać chce władza.
Kiedy Polacy głosowali za wejściem Polski do Unii Europejskiej, nawet nie domyślali się, jakie skutki prawne przyniesie członkostwo. Niewątpliwą radość z napływających funduszy europejskich, zmąciła konieczność przestrzegania europejskiego prawa. Wprawdzie pojawiły się pomysły, żeby wybierać tylko te przepisy, które odpowiadają elitom rządzącym naszym krajem (vide sprawa Rospudy), ale władze Unii Europejskiej twardo postawiły sprawę, grożąc oddaniem spornych kwestii do Europejskiego Trybunału Stanu.
Jednym z najbardziej gorących tematów ostatnich dni jest problem znowelizowanej latem ustawy z 24.08.2007 o zmianie ustawy o zakładach opieki zdrowotnej. Rząd polski był zmuszony do wprowadzenia zmian w związku z obowiązującą w Unii Europejskiej Dyrektywą 93/104/WE (23.11.1993). Ideą tej Dyrektywy było zapewnienie wyższego poziomu bezpieczeństwa i ochrony zdrowia pracowników, poprzez wprowadzenie czasu pracy nie dłuższego niż 48 godzin, minimum 11-godzinnej przerwy pomiędzy czasem pracy i czasem odpoczynku, prawem do miesięcznego urlopu w ciągu roku. Po raz pierwszy odwołał się do tego zapisu Dyrektywy dr Miś, skarżąc swój szpital za niezapłacone godziny dyżurowe ( wyrok sądu z grudnia 2006 roku). Sąd w uzasadnieniu potwierdził, że w związku ze sprzecznością prawa polskiego i europejskiego należy stosować prawo europejskie. Poza tym, aby dyrektywa obowiązywała, nie musi być wdrażana do polskich ustaw.
Bez wygranych
Wiadomo już, że w przypadku polskich lekarzy, godzina zero wybije 1 stycznia 2008 r. Szacuje się, że w związku z nowymi przepisami powinno przybyć 20 tys. medyków. Niektórzy członkowie społeczności medycznej są skłonni zrzec się swojego prawa, podpisując indywidualne umowy na pracę powyżej 48 godzin, w zamian za wyższe wynagrodzenie. Moim zdaniem, nie jest to do końca rozsądne ani dla lekarzy ( badania wykazują, że lekarz pracujący 24 godziny, zachowuje się jak człowiek z zawartością 1 promila alkoholu we krwi) ani dla pracodawców. Ktoś musi być odpowiedzialny za ponadnormatywnie pracującego lekarza. Jestem przekonana, że już rodzą się w firmach ubezpieczeniowych zdecydowanie wyższe składki za odpowiedzialność cywilną za prace, wykonywane w czasie ponad ustalony limit godzin. Klauzula „opt-out”, czyli możliwość wydłużenia tygodnia pracy powyżej 48 godzin, to formalnie zrzeczenie się swoich praw, a z powodu braku reakcji poprzednich rządów na akcje strajkowe, może być mocną i jedyną kartą przetargową w celu wynegocjowania wyższej płacy zasadniczej. Także groźba wprowadzenia systemu zmianowego nie może być straszakiem, ponieważ taki pomysł wymaga zatrudnienia 3 osób na jedno stanowisko pracy, czyli w sumie 35 tys. lekarzy.
Jeśli rząd polski nie podejmie się realizacji dyrektywy, grożą mu sankcje finansowe ze strony Unii Europejskiej (przykładowo Francja, za ociąganie się w podobnej kwestii, musiała zapłacić 58 milionów euro). Nieuniknione będą pozwy lekarzy, szczególnie tych, którzy są w ciężkiej sytuacji finansowej. Pacjenci ponownie znajdą się między młotem a kowadłem. Dla nich najważniejsze jest bezpieczeństwo i dostęp do pomocy medycznej. Nikt z chorych nie będzie chciał zrozumieć prawnych zawiłości ustawy - oni chcą być traktowani uczciwie.
Jeśli nie wiadomo o co chodzi...
Cały problem to pieniądze. Przez lata płacono śmiesznie niskie stawki lekarzom, zmuszając ich tym samym do pracy na 3 etatach, a w statystykach wykazywano, że lekarzy w Polsce jest za dużo. W imię tych fałszywych statystyk likwidowano miejsca szpitalne. Brak lekarzy to nie tylko exodus znacznej części medyków. Rządy polskie przez wiele lat bagatelizowały sprawę uczciwego wynagradzania lekarzy. Politycy popełnili grzech zaniechania, a natrętne wyciąganie przez media błędów lekarskich utwierdziło przekonanie dużej części społeczeństwa, że to lekarze są odpowiedzialni za stan polskiej służby zdrowia.
Nieprawdziwe są stwierdzenia rządu, że potrzebuje czasu na poprawę ustawy- przepisy unijne o czasie pracy obowiązują w Polsce od 1 maja 2004 roku.
Rząd twierdzi, że brakuje pieniędzy. Czy rzeczywiście?
Nie trzeba szukać daleko i przeprowadzać długich rozmów: od zaraz należy zmienić stawki za procedury medyczne w kontraktach zawieranych z Narodowym Funduszem Zdrowia na rok 2008. Czasu jest dość, by w formie aneksów doprowadzić do zminimalizowania skutków „ustawy 48 godzin". Rezerw można i należy szukać w rzetelnym przejrzeniu wydawanych publicznych pieniędzy na inwestycje szpitalno - dydaktyczne, które finansowane są z budżetu centralnego. Ponad 1,7 mld zł zamierza wydać w latach 2007-2009 państwo na tzw. inwestycje wieloletnie realizowane przez uczelnie medyczne. Doprawdy wieloletnie. Obiekty Centrum Kliniczno-Dydaktycznego w Łodzi powstają od 1975 roku, pochłaniając miliony złotych. Kolejnym rekordzistą jest wrocławskie Centrum Kliniczne, budowane od 1989 roku (77 mln tylko w roku 2007).
Ile wysiłku trzeba włożyć, by zostać lekarzem, wie tylko lekarz. Studia, to tylko kolejny etap w rozwoju medycznej osobowości medyka. Specjalizacje, kursy dokształcające, literatura fachowa - po to, by leczyć jak najlepiej, by zawsze być w porządku wobec siebie i pacjenta. Może to banał, ale do tego potrzebne są możliwość odpoczynku i godziwa zapłata.