Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

7215 miejsce

Nowy homoseksualizm w kinie

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2010-05-20 14:55

Dziewięciu facetów na 10 woli kobiety z dużym biustem. 10. woli tych dziewięciu. Choć ten żart jest o wielkości biustu, to zarówno w dowcipach, jak i w wielu innych sferach życia zwykliśmy podchodzić do homoseksualizmu z uśmiechem na ustach.

To zagadnienie zaczęło niepostrzeżenie przenikać do kultury masowej już dawno, ale dopiero teraz stoimy na progu realnego zatarcia różnic między homo i hetero. I choć nie znikną one jeszcze długo, to dwa nowe filmy: "A Single Man" i "I Love You Phillip Morris" uważam za nowy głos w tej sprawie.

W tych obrazach (zaskakująco - nie najgorszych) mamy do czynienia z miłosną opowiastką ("I Love You...") i udręką po stracie ("A Single Man"), czyli klasycznymi tematami fabularnymi. Co je różni od filmów, gdzie główne role grają hetero? Odważę się powiedzieć, że nic.

 / Fot. Plakat"A Single Man" bardziej przypadnie do gustu fanom dramatów, "I Love You Phillip Morris" - komedii. Więc jak się domyślacie (albo i nie) urzekł mnie bardziej ten pierwszy. To gorzka historia nauczyciela (Colin Firth), któremu po 16 latach związku w wypadku ginie kochanek i nie mogącego od tamtej pory przeboleć straty.

Jedynym gejowskim elementem wpływającym na fabułę jest pełna napięcia ostatnia sekwencja, gdy widz nie jest pewien, czy Frith wskoczy do łóżka swojemu studentowi (Tony z popularnego w UK serialu "Skins"). Firth się waha, bo nie wie, czy ten jest gejem, czy po prostu zagubionym młodym człowiekiem. Jeszcze gorzej sprawa z wpływem na fabułę ma się z ("I Love You..."), gdzie całość sprawia wrażenie, jakby temat odmienności seksualnej był aspektem mającym sprawić otwieranie się portfeli widzów. A to już jest po prostu tanie i tak się nie bawimy.
 / Fot. Plakat
Z ekranu płyną do nas niewybredne żarty Jimiego Carreya (litości, tak jak nigdy nie znosiłem jego overactingu, tak nic się w tej kwestii nie zmieniło, facet umie grać tylko jedną rolę przez całe życie) zakochanego w Ewanie McGregorze (tu nieco nijakim). Całość jest dziwna, ale - ku mojemu zaskoczeniu - logiczna i niezła.

Homoseksualizm jest modny. Już dawno stał się czymś naturalnym, po "Brokeback Mountain" i "Obywatelu Milku" geje zaczęli wychodzić z drugiego planu, by dumnie stanąć na pierwszym. Dla mnie bomba, ale to zastanawiające, czy odmienna orientacja nie służy twórcom filmowym jako sposób na przyciągnięcie do kina. Czy za losami ich bohaterów nie kryją się identyczne losy tych heteroseksualnych? Powiedziałbym, że decyzję pozostawiam wam, ale może będzie lepiej, jak powiem - waszemu zdrowemu rozsądkowi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Zobacz także:

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.