Facebook Google+ Twitter

Nowy rodzaj samotności

Czy to, że poprawiona wersja nas samych wchodzi w relacje z poprawionymi wersjami innych ludzi oznacza, że w internecie czeka na nas lepszy świat?

Jednym z paradoksów współczesnego świata jest fakt, iż wraz z rozwojem rozmaitych technologii i urządzeń pozwalających nam na swobodną komunikację, bez względu na dzielące nas odległości, człowiek z dnia na dzień staje się istotą coraz bardziej samotną. Jest to samotność straszna, ponieważ zazwyczaj jest ona głęboko ukryta i nieuświadomiona.

Przeciętny przedstawiciel młodego pokolenia pytanie, czy jest samotny, skwitowałby kpiącym uśmiechem. Ja? Samotny? W erze internetu? Komunikatory internetowe, maile, czaty... to wszystko wirtualne furtki, za pomocą których wchodzą drogą na skróty do naszego osobistego świata całe hordy ludzi, utrwalając w naszej świadomości obraz samego siebie jako jednostki otoczonej tłumem przyjaciół. Można by rzec, pokaż mi listę swoich znajomych z czatu, a powiem Ci kim jesteś.

Sam proces poznawania ludzi poprzez Internet jest bardzo uproszczony. Wystarczy chwila wolnego czasu, aby rozsiąść się wygodnie w fotelu i za pomocą paru kliknięć myszki wyszukać ludzi odpowiadającym naszym wymaganiom. Wszystko mamy podane na tacy, dostosowane do naszych potrzeb. Funkcjonując w świecie rzeczywistym nie możemy pozwolić sobie na taki luksus, tam ludzie sami zjawiają się w naszym życiu i nikt nas nie pyta, jakie kryteria powinni oni spełniać, abyśmy się nimi zainteresowali i nawiązali kontakt. W sieci wystarczy, że zajrzymy na interesujące nas forum dyskusyjne lub portal tematyczny i przeglądniemy profile innych użytkowników, w których podają oni pewną ilość informacji o sobie i proszę! Oto kolejny kandydat na członka tłumu naszych wirtualnych przyjaciół. Tutaj liczy się przede wszystkim ilość, nie jakość relacji. I jest to dla mnie pierwszy powód, dla którego interakcje internetowe uboższe są od kontaktów rzeczywistych. Ponadto nie poświęca się im zazwyczaj dostatecznej uwagi, traktuje „po macoszemu”, być może w myśl zasady „łatwoprzyszło, łatwo poszło”.

Trudno docenić przyjaźń, dla której nie musieliśmy podejmować żadnego rodzaju wysiłku, oprócz kilkunastu uderzeń w odpowiednie klawisze. Trudno zżyć się z kimś, kto nigdy tak naprawdę nie zainteresował nas swoim wyrazem oczu, czy nie wzruszył swoim uśmiechem, kogo nie mogliśmy sprawdzić w trudnej sytuacji czy chociażby poklepać przyjacielsko po ramieniu. Choć zazwyczaj uważamy się za subtelnych intelektualistów i uczuciowych estetów, nasz sposób budowania więzi opiera się jeszcze w znacznej mierze na fizycznym kontakcie i bezpośredniej wymianie myśli, a mowa ciała stanowi osiemdziesiąt procent treści, którą chcemy przekazać. Czymś niezbędnym do wytworzenia głębokiej zażyłości jest dla nas obserwacja zachowania naszego rozmówcy, jego żywej i spontanicznej reakcji na to, co sobą reprezentujemy. I nawet najlepszej jakości obraz na ekranie monitora nie zastąpi tego widoku. I dodatkowo może trapić pytanie, jak za pomocą modemu zjeść z kimś beczkę soli?

Kwestia prawdomówności


Drugą sprawą, deformującą relacje międzyludzkie, jest nasza skłonność do podawania do wiadomości internetowej braci informacji o nas, które mijają się z prawdą. Bo czy takim wielkim grzechem jest odjęcie sobie paru wiosen, dodanie kilku niecodziennych, intrygujących hobby?

Podczas procesu zapoznawania się za pomocą sieci, każda ze stron podaje na swój temat kilka informacji. Informacje te, czasem nieświadomie, dobieramy w taki sposób, aby nasz wizerunek wytworzony na ich podstawie, odpowiadał bardziej naszym wymaganiom, niż realnie istniejącym faktom. W efekcie osoba chcąca nas bliżej poznać odbiera obraz zafałszowany.

Oczywiście dłuższa znajomość z danym człowiekiem może doprowadzić do ujawnienia się jego prawdziwej postaci, zdjęcia nałożonej na początku maski, lecz ciężko jest odrzucić poprawioną wersję samego siebie i przyznać się przed sobą i osobą z którą podejmujemy relację, że dokonaliśmy takowych ulepszeń. Gdzieś tam w głębi wstydzimy się tego, ale trudno się oprzeć kuszącemu światu ułudy. Czy to, że poprawiona wersja nas samych wchodzi w relację z poprawionymi wersjami innych ludzi oznacza, że w internecie czeka na nas lepszy świat? I co jest powodem tych tysięcy codziennych ucieczek w rzeczywistość z pogranicza prawdy i fałszu?

Drugie życie


W ostatnim czasie coraz większa liczba ludzi zdaje się w to wierzyć, wskazuje na to wzrastająca popularność portali internetowych oferujących swoim użytkownikom rozrywkę niesamowicie pociągającą - drugie życie. Czyż każdy z nas nie marzył chociaż raz, żeby zacząć wszystko od początku, ale tym razem w taki sposób w jaki chcemy? Skonstruować samego siebie, posiadając wieloletnie doświadczenie i wnioski wyciągnięte z naszego życia, słowem w całą mądrość życiową, jaką udało się nam do tej pory zebrać? Toż to byłby niemalże raj na ziemi. Właśnie- raj, ale czy prawdziwe życie? Jak pisze Wisława Szymborska: „Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. Z tej przyczyny zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny.(…)” Czy cały sens życia nie zawiera się w naszej niedojrzałości początkowej i naszym nieprzygotowaniu na sytuacje, jakie one z sobą niesie?

W całym, radosnym procesie twórczym gubimy strukturę, która składa się na poczucie naszej tożsamości. W tym drugim, podobno lepszym życiu, występujemy jako zlepek naszych wyobrażeń o idealnym człowieku, zapominając, że także nasze wady są naszymi nieodłącznymi częściami składowymi. Podczas kontaktu z innym uczestnikiem drugiego życia słychać zgrzyt. Zgrzyt powstający podczas ścierania się powierzchni nałożonych przez nas masek. Jedyne, co nas łączy w takiej sytuacji, to podobieństwo naszych zachowań. Wspólnie zagłuszamy problemy codzienności i wspólnie uciekamy od niezadowolenia z siebie w sztucznie wygenerowaną, lepszą wersję życia.

Obawiam się, iż dłuższe funkcjonowanie w tego typu uproszczonej społeczności grozi zacieraniem się granic pomiędzy rzeczywistością, a życiem wirtualnym, przeniesieniem się wszystkich przejawów życia ludzkiego w nieprawdziwy świat i w efekcie zaniedbaniem realnych więzi. Syntetyczny świat może także generować syntetyczne emocje, będące uproszczoną wersją tych prawdziwych, sprawiając, że zadowolimy się nimi i nie będziemy szukać ich pierwowzorów. Będziemy uważać się za zakochanych, szczęśliwych, spełnionych, nie mając nawet pojęcia o tym, co te stany oznaczają w rzeczywistości. Nasze życie stanie się jałowe i samotne, a my nie będziemy sobie nawet zdawać z tego sprawy, błądząc wzrokiem po obrazach wygenerowanych na ekranie monitora.

Mam nadzieję, że popularność tego drugiego życia nie grozi powolną, niezauważalną śmiercią więzi międzyludzkich i okaże się modnym i interesującym aczkolwiek przemijającym zjawiskiem.

Druga strona medalu


Internet jednak nie zawsze zniekształca i zubaża. Czasem staje się polem, na którym ludzie nieśmiali mogą zaistnieć bez obaw o to, co pomyślą o nich inni, nie będąc narażonymi na drwiące komentarze. Jeśli nawiązywanie kontaktów towarzyskich jest dla nich dużym wyzwaniem czy nawet problemem, to uproszczone relacje sieciowe mogą być do nich dobrym wstępem i swoistą interakcyjną salą treningową. Na ekranie monitora
nie uwidacznia się zakłopotanie czy onieśmielenie . Brak pomysłów na kontynuowanie rozmowy można ukryć, wymawiając się brakiem czasu, a popełnioną gafę usprawiedliwić literówką. Jest to kontakt ludzi odgrodzonych szklaną szybą, która dla jednych jest przeszkodą na drodze do prawdziwych, odczuwalnych doznań a dla innych barierą ochronną, nie pozwalającą innym zranić ich wrażliwego ja. W tym przypadku taki sposób komunikowania się jest nieszkodliwy, nawet w pewien sposób pożyteczny, ale tylko dopóki jest wykorzystywany jako komunikacja zastępcza.

Inny świat?


Gorzej, gdy wirtualni przyjaciele zaczynają dla nas znaczyć więcej niż Ci, których mamy w rzeczywistości. Przy rosnącym wciąż tempie naszego życia jest to niestety bardzo prawdopodobne. Zamiast umówić się z przyjacielem i porozmawiać tak naprawdę, bez elektronicznych zniekształceń w głośnikach, wolimy rozmowę pisaną z jedną z wielu osób, jakie mamy w zasięgu klawiatury. Bo jest prościej, szybciej, a chwil, jakie możemy poświęcić swemu życiu towarzyskiemu mamy wszyscy z dnia na dzień coraz mniej. Jeśli już takie chwile uda nam się wygospodarować, to prawdopodobieństwo, że znajdziemy osobę w sieci, która w tym samym momencie jest dostępna, jest o wiele większe, gdyż realni znajomi zazwyczaj akurat są pochłonięci tysiącem innych spraw.

Tutaj kryje się pułapka, albowiem rozwój technologii, przyspieszenie trybu życia, wymuszają modyfikację typu relacji międzyludzkich. Być może kiedyś dojdzie do zupełnej ich redukcji do form istniejących jedynie w oparciu o technologię?

Czy będzie je można nazwać prawdziwymi kontaktami? Czy wtedy człowiek tak naprawdę zbliży się do drugiego człowieka? Ludzkość zaniknie w realnym świecie i odżyje w światach wirtualnych stworzonych w zamyśle dla rozrywki a stających się niepokojącą alternatywą dla prawdziwego, pełnego życia? Odrzucilibyśmy wtedy zupełnie swoją fizyczność, jednocześnie jednak odrzucając istotny składnik naszego prawdziwego poznania. Choć jak twierdził egzystencjalista Jean- Paul Sartre, człowiek okazuje się samotną "monadą", która nie ma możliwości pełnego i równorzędnego kontaktu z rzeczywistością zewnętrzną. Każde wejście do świata, do drugiego człowieka jest zubożeniem, poprzez utratę indywidualności, własnej duchowej osobowości.

To koncepcja ta i tak wydaje się być bardziej optymistyczna, niż przeniesienie najpiękniejszych przejawów życia człowieka na szklane ekrany za pomocą systemu zero jedynkowego. Władysław Tatarkiewicz uważał, że:
„Samotność jest przyjemnością dla tych, którzy jej pragną i męką dla tych, co są do niej zmuszeni”
Lecz czym jest dla tych, którzy broniąc się przed nią murem wirtualnych braci, nieświadomie wpadają coraz mocniej w jej sidła?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Możesz też dać opis kobiety, której paznokcie u stóp wrosły w wykladzinę. I, Jakubie, nie mogła wstać od kompa. Na szczęście pożar, który wybuchł w sąsiednim budynku, ugaszono.
pozdr.
A.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niezły przykład, faktycznie, od razu po nim treść zyskałaby na wiarygodności :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Daję plusa, bo temat ważny, ale czy mogę coś zasugerować?
Widzisz, w Twoim tekście brakuje konkretnego przykladu, takiego z życia.

Co byś powiedział na takie coś:

"Bądźmy zatem czujni, by nie skończyć tak jaki niejaki Janusz z Małogoszczy. Jego zwłoki w stanie daleko posuniętego rozkladu od kilku tygodni tkwiły przed włączonym kompem, a stężała pośmiertnie, umieszczona na klawiaturze dłoń bezskutecznie usiłowała wysłać do Wiadomości24 ostatniego komenta"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.