Facebook Google+ Twitter

Nowy spektakl Collegium Nobilium już w repertuarze

29 lutego studenci IV roku warszawskiej Akademii Teatralnej pokazali się w wyreżyserowanym przez Piotra Cieplaka spektaklu "Nosorożce, czyli studium przedmiotu". Do 11 marca można obejrzeć spektakl w teatrze Collegium Nobilium na Miodowej.

Plakat przedstawienia "Nosorożce, czyli studium przedmiotu". / Fot. grafika własna Akademii TeatralnejNajnowszy spektakl dyplomowy studentów Wydziału Aktorskiego miał jeszcze przed premierą dosyć ugruntowaną i pewną pozycję. Po sukcesie sztuk "Lokatorzy", "Oni", "Wiśniowy sad" i "Dochodzenie" mało kto mógł wątpić, że nowy twór zaskoczy nieporadnością stylu i ubóstwem środków artystycznych. Tropienie nosorożców to nie jest sprawa łatwa, więcej, z góry skazana na niepowodzenie. Tytuł w tym przypadku odgrywa nieocenioną rolę. Raz - jest esencją treści, dwa - budzi zainteresowanie u potencjalnego widza.

Tropienie jest tu nieuniknione i występuje w kilku formach. Spektakl zaczyna się od próby znalezienia kształtu przedmiotu, wytyczenia jego granic. Wodzenie palcem po krawędzi kieliszka może symbolizować jego wyłanianie się z przestrzeni.
Odnosi się wrażenie, że chaos zostaje powstrzymany. Nic bardziej mylnego. Scena próby chóru burzy to poczucie, i nie jest to kryzys komunikatu. Jest to wynik różnorodności i wielobarwności elementów, w tym wypadku mowy. Kolejno artykułowane głoski alfabetu nachodzą na siebie i mieszają się. Okazują się zupełnie niezrozumiałe i bezwartościowe. Wzbudza to w widzu śmiech i poczucie absurdu. Nie tylko estetyka zostaje tu zaburzona, ale i sam akt odbioru tego, co dzieje się na scenie.

Fakt, owo dzianie odbywa się tu wyłącznie we fragmencie z akcją, a mianowicie inscenizacji jednego z czołowych dramatów Eugene'a Ionesco "Kubuś, czyli uległość", wtłoczonego w ramy całych "Nosorożców". Chaos, wynikający z nawarstwiania się pojedynczych elementów, działa tu ze wzmocnioną siłą. Głoski zamienione tu już w konkretne wyrazy i zdania, łączą się z postaciami, wyłaniającymi się jak z podziemia, czy też powstającymi poprzez zmianę kreacji. Dochodzą do tego jeszcze i same zdarzenia, nad których przebiegiem nie panują biorący w nich udział bohaterowie. Wydaje się bowiem, że, jak to określił sam reżyser Piotr Cieplak, żadna nić porozumienia nie może zostać zbudowana i paradoksalnie nie jest to nic złego. - W tym sensie całe nasze przedsięwzięcie jest trochę opowieścią o teatrze, o zmaganiu się z jego tajemnicą, która też ciągle nam się wymyka. Wybraliśmy się więc ze studentami na wyprawę poszukiwawczą, bez gwarancji odnalezienia nosorożców - komentuje.

W scenariuszu przedstawienia ważnym elementem są fragmenty utworów poety, którego rok obchodzimy właśnie teraz, Zbigniewa Herberta.

Nosorożce, czyli studium przedmiotu
W programie:
Zbigniew Herbert "Studium przedmiotu"
Próba chóru
Komentarze
Eugene Ionesco "Kubuś, czyli uległość"
Próba chóru II
Studium przedmiotu


Herbertowe słowa ze "Studium przedmiotu" brzmią: "najpiękniejszy jest przedmiot, którego nie ma", są niejako alternatywą odnośnie postawy wobec rzeczywistości autorstwa Ionesco. Herbert szczędzi słów, ogranicza ilość przedmiotów. Wymowną sceną staje się zlepek zeznań poszczególnych postaci po nieplanowanym incydencie podczas próby chóru. W roli głównej występuje tam krzesło - mebel, który staje się elementem spajającym jedną wypowiedź z każdą kolejną. W ten sposób osiąga się poczucie syntetyczności u widza w momencie, gdy sam scenariusz spektaklu jest mocno fragmentaryczny. Zbyt patetycznym byłoby określenie: mistrzostwo techniki, mistrzostwo stylu. Jedno jest jednak pewne: Ci ludzie wiedzą jak osiągnąć nieosiągalne i jak wzbudzić śmiech w sytuacjach, w których nie o śmiech chodzi. Za to chociażby należą im się brawa.

Gdyby w tym momencie zakończyć, spłyciłoby się wymowę sztuki. Od tego zresztą odżegnuje się i sam reżyser Piotr Cieplak. W przytoczonej wcześniej wypowiedzi naprowadza na trop, który pozwala interpretować widowisko w jeszcze jeden sposób. Zgodnie z jego słowami ów świat, w którym panuje chaos, wywoływany przez mnogość istniejących weń przedmiotów, staje się teatrem - miejscem stałych poszukiwań i ciągłego poczucia niespełnienia oraz nienasycenia. Chce się go chłonąć całym sobą, tak, jak z całej siły dziecko stara się wyartykułować pierwsze głoski, sylaby, wyrazy, by później poskładać je w sensowne i logiczne zdania, choć zazwyczaj niezrozumiałe dla otoczenia. Osiągnięto więc tu piękne i subtelne przejście od tego, co jest treścią do tego, co jest formą, od tematu przedstawienia do procesu jego tworzenia. To jest chyba wystarczający argument przemawiający za ich sukcesem, też ich osobistym. Mówienie o sobie, gdy się o sobie nie mówi to sztuka, którą udaje się osiągnąć tylko wybitnym.

Pierwsze opinie po drugim dopiero dniu grania "Nosorożców" są zaskakujące, choć jak już wcześniej wspomniałam, sukcesu można się było spodziewać. Nie pozostaje nic innego jak wziąć udział w tej kolejnej wielkiej fecie. Należy jednak pamiętać, że biletów może zabraknąć, więc może warto zarezerwować je wcześniej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.