Facebook Google+ Twitter

Nulka, czyli z wizytą u mamuśki pewnej niewidomej kotki

Dramatyczną, ale zakończoną szczęśliwie historię pewnej niewidomej kotki o imieniu Nurka czytelnicy znają. Dziś zatem kilka słów o jej matce, której historia też nie była usłana różami. Nulka, czyli mamuśka Nurki, dziś jednak pławi się w luksusach...

Nulka w majowym ogrodzie pani Jadwigi Ślawskiej-Szalewicz. / Fot. Ewa Łazowska Zawsze mnie ciekawi los kotów, które dzięki przedziwnym zbiegom okoliczności udało się uratować, czyli z ekstremalnych warunków bytowania na działkach przekazać w dobre ręce ludzi kochających zwierzęta. Nie we wszystkich przypadkach udaje mi się śledzić dalsze losy uratowanych kotów. Jednak w przypadku Nulki jest to akurat możliwe.

Nulkę, czyli mamuśkę Nurki, zabrała do Warszawy pod koniec lipca 2010 r. Jadwiga Ślawska-Szalewicz. Kotka - zresztą tak samo, jak jej dziecko, czyli Nurka - była w opłakanym stanie zdrowotnym. Wycieńczona, brudna i chora, a na dodatek dzika - stanowiła wtedy dla pani Jadwigi nie lada wyzwanie.

Czytaj też: Nurka idzie pod kozik

Tak do końca nie wiem, czy z Jadzią Ślawską-Szalewicz połączyły mnie więzy przyjaźni z powodu uratowania Nulki (także Nurki), czy też owa przyjaźń ma jeszcze kilka innych powodów do zacieśniania i kultywowania. Faktem jest, że w pierwszych dniach maja postanowiłam wybrać się z wizytą do Warszawy i przy okazji odwiedzin zobaczyć, jak się ma Nulka.

Podobno koty mają bardzo dobrą pamięć. O tym, że naprawdę tak jest, miałam okazję przekonać się w czasie mojego pobytu u pani Jadwigi. Mimo, iż od zabrania kotki z łódzkich działek minęło już wiele miesięcy, mamuśka Nurki okazywała mi, że pamięta swoją opiekunkę, a nawet darzy ją sympatią.

Czytaj też: Sezon na małe koty rozpoczęty, czyli pierwsze narodziny

Być może ta kocia ufność do człowieka ma swoje źródło w znakomitych warunkach, w jakich Nulka teraz przebywa, i o jakich z pewnością niejeden kot działkowy może tylko marzyć.
Nulka po prostu jest teraz szczęśliwym kotem; kotem opływającym we wszelkie dostatki, nie wyłączając wspaniałego ogrodu pani Jadwigi. Czyżby tak miałby wyglądać koci raj? Nie jest to wykluczone...

I koty mają swoje niebo,
Więc są tam też aniołki kocie.
Najczęściej siedzą te aniołki
Na jakimś posrebrzanym płocie.
A obok pełna miska stoi
I taki kot, co mieszka w niebie,
Z tej miski jeść już się nie boi,
Gdy w kulinarnej jest potrzebie.
I koty mają swoje niebo,
Bo jakże może być inaczej.
Skąd o tym wiem? To oczywiste!
Jeden z aniołków właśnie sfrunął.
Po klawiaturze teraz skacze.


Oglądaj też: Galeria działkowych kotów

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Hmmm... Jadziu. Kota stukającego łapą w szybę by mu okno otworzyć - jeszcze nie widziałam, ale może z Nulką tak być bo kocica bardzo inteligentna. Nurka też sporo potrafi. Pewnie po mamuśce. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
Jadwiga Ślawska Szalewicz
  • Jadwiga Ślawska Szalewicz
  • 10.05.2011 16:16

miało byc stół koci a nie sól koci

Komentarz został ukrytyrozwiń
Jadwiga Ślawska Szalewicz
  • Jadwiga Ślawska Szalewicz
  • 10.05.2011 16:15

Ewo, Twój kot jest w ogrodzie całymi dniami gdy jest ciepło a gdy chłodem wieje wieczorem wskakuje na półkę i stuka łapa, czy może wejśc, lub jak długa rozciaga się najczęściej na szybie dopiero co umytej, zreszta obie panie maja adoratora czarnego dużego kota, który przychodzi z wizytami i oczywiście zastaje zawsze sól koci zastawiony dobrem kocim, pozdrawiam
j

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.