Facebook Google+ Twitter

Nurzanie w świadomości. Bezdomność

Byt stwarza iluzję tego, co prawdziwe tylko po to, żeby za chwilę oddać miejsce wyobraźni. Gubiącej przyszłość, stawiającej pod ścianą teraźniejszość i opłakującą przeszłość.

Odseparowani inaczej zwani małomiasteczkowymi zjadaczami chleba, którzy wiedzą jak przemówić do rozsądku, wnikając w podświadomość zakotwiczają w niej na dłużej. Nurzając w świadomości opartej na bezinteresowności człowiek niezmiennie podlega dyskursowi wahania. Najtrafniejsze tezy rzucające cień podejrzeń na kolaboranta nie mogącego pogodzić się z upływającym wciąż czasem świadczą o jego naturze poczynającej starania o odzyskanie balastu rzuconego pod nogi przeznaczeniu. Zniechęcenie nie trwa długo, bo droga życia to tylko czasochłonne potem… Rozżalenie, smutek, melancholia niepozwalające na bezwiedne kołatanie myśli. Zawsze musi być punkt zaczepienia, bezpieczna przystań warta powrotów. Bez niej człowiek niczym łazęga zatacza krąg. Można się uwolnić, ale nie pozostać bez zniekształcenia w sferze najbardziej intymnej, nieokreśloności. Zabezpieczać mienie, oszczędnie gospodarować ludzkim zasobem, konfabulować z przeszłością i ratować od zapomnienia po to, by za chwilę się od niej uwolnić nadają sens, który niknąc pozostawia bezładne milczenie.
Wzrastanie roślin pnących ku słońcu może przejawiać chęć sięgnięcia po danego dezertera powołującego do życia nowe nieożywione kształty własnego jestestwa. Takie bytowanie z dnia na dzień staje się ucieczką przed światem. Rutyna wkradająca się do wnętrza potrzebującego nie środków zastępczych lecz wyobcowania będącego azylem popycha do stanów konfrontowania rzeczywistego stanu rzeczy z narastającym wciąż pesymizmem. Aspekty bywają różne w postrzeganiu swojego życia z perspektywy, otaczającego świata. Najgorzej jest wówczas, gdy dylematy natury egzystencjalnej sięgają pogrążonych w letargu zakamuflowanych predyspozycji do aranżowania własnego wnętrza. Czekając na przyszłość i gubiąc się w natłoku negatywnych myśli nieustannie powracających do momentu, od kiedy wszystko zaczęło się nie tak, jak być powinno, spychany poza margines człowiek wytwarza poczucie akceptacji losu tłamsząc jednocześnie pokłady niewystawianych na światło dzienne emocji. Tracenie gruntu pod nogami zdarza się niezwykle rzadko, jednak zawsze, gdy przychodzi ów moment osoba nie jest na to przygotowana. To znaczy posiada jakieś wysublimowane zaplecze w postaci na wszelki wypadek, ale sam pozostaje niezmienionym twardo stąpającym po ziemi egzystencjalistą. Bo przyznać się przed sobą do błędu, a co gorsze do upadku nie godzi się zapaleńcowi porzucającemu dorobek życia, by po chwili odnaleźć tego sens.
Każdy dzień staje się początkiem. Ludzkie odruchy serca dostrzegane kątem oka wystawionego na pokaz cierpienia. Najtragiczniejszy obraz miłości skazanej na unicestwienie. Niemożność bycia potęgowana nastrojem popadania w przygnębienie. Konfrontując zaistniałą sytuację z bodźcami eliminującymi zmienne nastroje wtedy, gdy chęć stawania się zaczyna wydawać oddech powołujący do istnienia nikczemność losu ginie w czeluściach. Nieprzebranych przestrzeniach duszy zaginionego koczownika życiodajnego strumienia, odnalezionego na chwilę tylko po to, żeby nie popaść w trzęsawisko racji popychających ku zagładzie to, co jeszcze zostało, by przypominać o nieskazitelności ludzkiego losu.
To przed i to potem wygląda podobnie, zawsze jednak potrzebne jest wypracowanie kompromisu, będącego szklaną taflą porozumienia, między dwoma nieodgadnionymi światami. Ułuda stająca się sumą cienia rzutująca ślad na powierzchowność procesu degradacji i stopniowalności uprzedzeń, przyciąga, by za chwilę wszystko wróciło do pierwotnego stanu zaprzepaszczania tego, co zostało przez moment odnalezione. Skrytość wnętrza, nieprzyswajanie nowych doznań, łatwość popadania w stany emocjonalnego wyczerpania i znużenie formą przydatności do użycia eliminują zgryzotę, ale poddają również krytyce… Te godziny, gdy musisz, i te minuty, gdy chcesz. Dochodząc bowiem do wniosku, jak dużo jest do nadrobienia kontemplacja traconego wciąż czasu napawa w pewnym sensie optymizmem druzgocąc i odpychając skrajnie fatalistyczne wizje przyszłości. Niestety nie na długo. Wszystko zmienia się w mgnieniu oka i ponownie nabiera tempa niszczycielskiego oprawcy zainteresowanego nową ofiarą. Zapadanie się w niemożność bycia, spowodowaną nieumiejętnością istnienia wiąże się z mechanizmem odseparowania. Izolacja prowadząca do zmiany perspektywy pociąga za sobą zmianę myślenia nastawionego na weryfikację czynników uwalniających od machinalnego uzurpowania sobie miana do życia. Jednocześnie koncentrując się na zbawiennym wpływie kreatywnej siły twórczej, popychającej do zaistnienia twórczych elementów wyobrażeniowych odnoszących się do konstruktywnego pojmowania wszechrzeczy. Zbieracze dążący do apodyktycznego traktowania codzienności nie przebierając w środkach, zawsze sytuują swoją przestrzeń życiową między poznaniem, a determinacją popadania w skrajność. Eliminując elementy związane z aktualnym wzrostem stopy życiowej i przywiązując większą wagę do uciążliwości dnia codziennego można zauważyć spadek energii unoszącej się w eterze, co oznacza jednoczesny finisz poczynań starających się o ekspansję wulkanicznych kantat.
Zjednując grupę przeciwników dążących do ocalenia racji wyłożonych podczas dysput o honorze, czy przyczyniać się do współtworzenia społeczeństwa egalitarnego, członek o niewielkiej zdolności do pozyskiwania jemu podobnych odmiennych istot trwania, musi pamiętać, by celowość i harmonia wyłaniania się specyficznego dostojeństwa chwili nie odstawała od jego charakterystycznego ujmowania ekscytacji. Każdy moment uczestniczenia w spektaklu o zabarwieniu mocno przesadzonym, by uszczęśliwiać i powoływać do udziału najmniejsze zaprzepaszczone szanse, staje się kamieniem węgielnym pod przyszły rozwój osobowościowych niuansów, świadczących o zmienności siły ducha. A doświadczać można wszystkiego, co nie łączy się z pobudzaniem uśpionego, czyhającego na wroga spojrzenia. Budząc bowiem strach przed nowym elementem dualistycznej struktury świata indywidualizm nie ma szans, by skonfrontować zaistniałe zmiany ze sposobem wytwarzania destrukcyjnej potęgi. Popychającej do czynienia i postępowania w sposób zrozumiały tylko dla wybranego grona audytorium. Zainteresowani i skupieni na upatrywaniu zmian w sposobie reagowania na krytyczne aluzje do pewnego rodzaju bycia, ale konfrontowanego z niebyciem zarazem, świadczą o chęci i mocy wychodzenia naprzeciw problemom niezależnym od czynników stymulujących i podtrzymujących tryb dziania się. Niepodważalnym dowodem istnienia jest wpływ i możność jego wywierania na entuzjastach realizujących się w sposobie rozwiązywania konfliktów opartych na zasadzie obopólnego dobra pod warunkiem, że zawsze spór wygrywa ten bardziej uwikłany w los. Wyrazem cierpienia i odzyskaniem siły niezbędnej w dalszej wędrówce, naznaczony zostaje punkt zwrotny będący pewnego rodzaju hamulcem przed zbytnim zaangażowaniem i uwikłaniem się w sprawy przewyższające dotychczasowe poczucie jestestwa. Balansowanie na krawędzi pomiędzy różnymi sposobami odreagowywania negatywnych autosugestii mających na względzie uporczywe mamienie błogostanem, przeszkadza w prowadzeniu dywagacji na tematy niecierpiące zwłoki i poczynające starania o odzyskanie iskry tlącego płomienia. Zawsze przy wtórze czynników mających niebagatelny wpływ na jakość prezentowanego widowiska dochodzi do konfrontacji tego, jak być powinno i przy zachowaniu odpowiedniego dystansu sugestii, by coś zmienić zaczynając w pierwszej kolejności od zmiany podejścia. Na nic się zda mamienie tanimi sztuczkami, gdy w grę wchodzi poczucie humoru. Decydujący głos w tej sprawie ma nie tylko wpływ i jakość kształtowania inscenizacyjnych zawirowań odnoszących się do kompletu cech umiejscawianych na scenie artystycznego natłoku myśli, ale przede wszystkim odporność psychiczna na stres wynikający z przeobrażenia w klonalną postać pierwowzoru. Zamysł twórczy podczas realizowania najgłębiej skrywanych lecz ostatecznie ujawnionych eliminacji warunkujących o przyjęciu pewnego rodzaju dekalogu ułatwiającego bytowanie na wyższym szczeblu egzystencjalnego natręctwa, pojawia się mimo woli. Uwolnienie bowiem grozi zaprzestaniem trwania w harmonii i pogrążeniem w stany mające znamiona tragizmu sytuacji, ale ujmujące treścią przykrytą skondensowaną formą.
Zaprzestanie przyswajania tego, co dotąd było nieodzowną formą wsparcia to jedyne wyjście, przy tamowaniu nurtu odseparowanych, aby nie popaść w mający przygnębiający stosunek do rzeczywistości asekurancki tryb kołowrotu popychającego do istnienia. Zapomnienie przychodzi z czasem, kiedy bardzo ciężko jest pogodzić to co jeszcze zostało z tym, co dopiero odnalezione. Zerwane więzi mieszające się z osamotnieniem przykuwającym uwagę nielicznych, melancholijny stosunek do wyrażania i obnażania charakteru i siły przebicia tak niezbędnej, że uporczywie wzbogacającej ekwipunek. Najprościej jest nie mówić i milczeć, kiedy łzy same cisną do oczu. Jednak milczenie też bywa trudne zwłaszcza, gdy niemożliwe jest zaakceptowanie zmian zachodzących w niewyobrażalnie szybkim tempie. Dokonujących się samoistnie, zawsze na wskroś przeciwnościom losu.
Coraz bardziej uciążliwe zaczyna być przygnębienie spowodowane brakiem czegoś. Pokusa by iść dalej i brnąć ku przepaści pojawia się niespodziewanie. Kiedy dochodzi do konfrontacji dwóch wydawałoby się odległych światów skupiających się na bezinteresowności. Ten ból dokucza najbardziej. Zaciętość przed wpuszczeniem do wnętrza maszyny dbającej o byt i uległość, by zanurzyć się w nowym świetle świadomości. Najczęstszym niepowodzeniem jest brak zaangażowania wołającego o więcej. Więcej z siebie, więcej dla innych, by nie popaść w zrutynizowany mechanizm bierności. Patrzenie przeznaczeniu prosto w oczy i naigrywanie się z jego przewidywalnego akceptowania wszystkiego, co niesie ze sobą niszczycielska siła może stać się pewnego rodzaju tarczą na przyszłość. Zawsze najtragiczniejszy punkt zaczepienia stanowi prawdziwe oblicze obnażonego ubóstwa. Już nie tylko sfera duchowa traci na znaczeniu, ale przede wszystkim jej materialnie pojmowana chęć do bycia. Tracenia, trwania w pewnym sensie ułudy będącej wiarą w lepszy czas i powstawania ciągle na nowo.
Tracenie i pozyskiwanie od nowa wartości, opamiętanie będące wyrazem roztargnienia wynikającego z niechęci, najczęściej przeszywającej na wskroś czas, który odchodzi w zapomnienie. Każdy nowy rozdział zatytułowany podobnie wybrzmiewa smutek i przerażające milczenie, niewypowiedziane pozostają momenty najmniejszych wzruszeń opiewających drżenie serc. Bo zamknąć przed światem można wszystko, ale pozostać obojętnym nie można nigdy. Najważniejsze pozostaje przeświadczenie, że najcenniejszy bagaż zostaje dopiero spakowany, by czerpać z niego garściami materiał pod przydział.
Pomijane kwestie odnoszące się do uwalniania z ciemiężycielskiej siły zła, stanowią antidotum dla powrotów przeszłości. Najważniejsze staje się poczucie istnienia powołując wachlarz emocjonalnych doświadczeń, jeszcze nieprzeżytych lat. Nastawienie i wiara w bezsilność losu wobec samozaparcia będącego wyrafinowaną prostotą, by napełniać czarę jest następstwem powrotu, by dalej trwać. Lecz już nie w bezruchu i stagnacji, a w wierze, nadziei uwalniającymi poznanie. Propagatorzy chwilowych przyjemności uwielbiający buszować nie na swoim terenie potrafią omamić tym, co nazywa się szczęściem. Jeszcze silniej oddziałują przez docieranie tam, gdzie wzrok nie sięga i zakorzenianie swych rytuałów na dłużej. Pamięć wystawiona na próbę, czas przeciekający przez palce i myśli wybiegające w bliżej nieokreśloną przestrzeń znaczeń.
W jednej chwili istniejąca możliwość powrotu potęguje bądź przeradza bezład wyłoniony na piedestał. Zaistnienie zmian sprzyjających regeneracji traconego wciąż czasu pozwala na dzielenie i odzyskiwanie wspomnień. Czas konfrontowany z zapleczem w postaci niewypowiedzianych myśli i czynów powstrzymuje, by nie popaść w źle obłaskawioną przesadę. W takiej postaci możliwość przemiany graniczącej z wezwaniem do ucieczki i bratającej się z poznaniem nowej formy zawsze daje zadowalające rezultaty. Niepewność wyłaniająca się z szarości będąca radością poznania i stagnacja w punkcie najbardziej możliwym ze wszystkich. Kres unaocznień przymusu napawający nadzieją i kultywowanie tego, co odeszło do niepamięci. Uwydatnianie cech stanowiących fundament pod pozyskiwanie przyszłościowego apanażu, wiąże się z tajemniczością wynikającą z udogodnień dla których warto zabezpieczać przyszłość.
Eliminowanie destrukcyjnych elementów i gromadzenie pozytywnej energii będącej sprzymierzeńcem w walce o jutro może wiązać się z przyswojeniem siły twórczej. Taka wyuczona motywująca predyspozycja staje się siłą sprawczą wielu nowych doświadczeń będących propagatorem nowego oblicza teraźniejszości. Scalając zapotrzebowanie na energię wznoszącą ponad gnuśność padołu ludzkiego uwydatnia się poczucie humoru. Ta dość specyficzna zdolność polegająca na radzeniu sobie z przeciwnościami okalającymi zaistniałą sytuację ratuje bądź przemienia okoliczności towarzyszące, zawsze jednak upatrując jądra w tzw. zanadrzu. Takie zaplecze przygotowuje i determinuje dotąd niewyrażalne stany będące emanacją ducha rozpościerającego się ponad marnością stworzenia. Od tego, bowiem jak ułoży się ciąg następstw zależy, czy jednostka odnajdzie się w galimatiasie rzutującym cień podejrzeń na akceptację losu i wszystkiego, co staje się jego udziałem. Dysponując czasem i reagując na wszelkiego rodzaju mankamenty jego asortymentu nieustannie przechyla się czarę, by pić gorzki rodzaj istnienia. Bojąc się zmian dokonujących się na skutek samoistnego dziania się, zazębianie przed światem nie jest możliwe, gdyż wszystkie formy i przejawy proste w swej treści, załamują się pod ciężarem natłoku myśli potęgujących poczucie strachu. Świadectwem takiego procesu jest wszystko, co bezpośrednio bądź pośrednio, przyczyniło się do chwilowego wzrostu. Powstawać, by na nowo realizować zamierzenia odkładane na potem, nie wstawać, by trwać i kosztować to, co jeszcze pozostało, niezmienione i proste. Bez zniekształceń. Przewidywalność przestająca mieć znaczenie. Nieustanne dostrzeganie tylko jednej strony odchodzące do lamusa, przyszłościowe myślenie kolidujące z fanaberiami. Bez zatrzymywania się, bez „na potem” i nowy rodzaj ekwipunku dźwigający ociężałe ciało. Wszystko dane tylko raz, by odnaleźć sens i trwać. Stwarzając nieodgadnione, pokonując slogany zachęcające, by wrócić i eliminować czas.
Najcięższe momenty proszące o zapomnienie dla teraźniejszości stają się propagatorami nadziei. Nie pustych słów rzucanych bezwiednie, ale małej cząstki jakiegoś świata przywracającego wiarę w istnienie. Narastający wciąż nastrój nieprzewidywalności losu i zapobieganie popadania w przygnębienie, plądrujące wszystko, czego dotknąć nie jest w stanie staje się przyczynkiem nowego rozdziału. Konflikty zacierające granicę pomiędzy biedą rzeczywistym stanem rzeczy, a uczuciem nieporadności spowodowanym negatywnym nastawieniem do wszystkiego, co wiąże się z tradycją w pojmowaniu jutra, tracą na znaczeniu. Wytwarzane więzi stają się stabilniejszą podstawą propagującą życie. Chęć poznania w druzgoczący sposób eliminuje niechęć rytualnego bycia i pogłębia przeświadczenie własnej wystarczalności. Spełniającej zadania małości znoszącej szablonowość i przywracającej harmonię. Zachowana równowaga skupiająca się na determinacji i unaocznieniu problemu pociąga za sobą świadectwo istnienia. Bez zniekształcania formy i staranności tracenia.
Wznoszenie ponad podziały traconego wciąż czasu, przywracanie umiejętności dostrzegania dobra i dzielenie się nim może przestać być bezskuteczne. Każdy dzień staje się zachętą, by wrócić i posiąść mądrość wypływającą ze źródła. Na nowo odnaleźć przebaczenie, by stać się „najsłabszą trzciną”, a zadośćuczynienie przyjdzie samo, z każdym wypowiadanym wciąż słowem. Kreowanie siebie i pozyskiwanie nadziei, stanie się formą aprobaty życia, by nieustannie dążyć do celu. Przestanie mieć znaczenie nieudolne postrzeganie myśli w wymiarze być, a zacznie wieźć prym stać się. Zmiana dotychczasowego postrzegania własnej małości może przekształcić rutynę w wykwalifikowaną postać będącą odpowiedzią, nadającą nowe znaczenie wszystkiemu z czym dotąd nie sposób było walczyć. Opanowanie sztuki pertraktacji w staraniach o odzyskanie zaginionego bagażu nada sens części zebranego doświadczenia, a kształtowanie przyszłości w sposób nieograniczony stanie się motywacją, by nie zaprzepaszczać szans jakie niesie ze sobą powrót do utraconego życia.
Pogodzenie się ze stanem bezgranicznego wyczerpania organizmu nie jest możliwe, gdy rozsądek podpowiada milczenie. Wymowne, bolesne, ociężale unoszące ciało. Bezwiedne kołatanie myśli potęgujące uczucie bankructwa. W sferze nie tylko materialnej, ale i wewnętrznej. Zastępowanie wyobrażeniami poznawalność prowadzącą do wyobcowania wtedy, gdy najbardziej potrzebny jest ratunek. Wsparcie będące formą unaoczniania obecności. Nieustająca walka z samym sobą prowadząca do ruiny. Jednak każde małe zwycięstwo w czymś niesłychanie małym nad sobą eliminuje zaplecze przygotowane, by brnąć nieustannie w przepaść. Dzielącą horyzonty łączącą nawarstwienia świadomości będące azylem. Bezpiecznie jest nie ryzykować popełnienia błędu, jednak strach przed porażką paraliżuje pozbawiając szans powrotu. Przezwyciężanie czasu i pokonywanie niepamięci zawsze prowadzi do realizacji zamierzeń oddalonych od głównego nurtu zainteresowania. Byt umiejscowiony w zawsze tylko fragmencie rzeczywistości przenosi i stwarza iluzję tego, co prawdziwe jednocząc elementy pośredniczące tylko po to, żeby za chwilę oddać miejsce wyobraźni. Gubiącej przyszłość, stawiającej pod ścianą teraźniejszość i opłakującą przeszłość. Uzależnienie zmienności dziania się najczęściej zależy od okoliczności łagodzących ból towarzyszący przedostawaniu się życiodajnego biegu. Nieograniczoność formy i spektakl w wykonaniu najbardziej podobnych cech do pierwowzoru, zapomnianego przez gnuśność tracenia, spowija myśli kojąc wycieńczony organizm. Najdogodniejszy moment popadania w przygnębienie nie może jednak równać się z ciągiem przyczyn powodujących stany przejściowe między apodyktycznymi w wyrazie momentami wzruszeń. Przyzwyczajenie staje się silnym motorem napędowym, by przeciągać na swoją stronę traconą wciąż duszę, zawsze wtórując sile charakteru tłamszonego przez bagaż doświadczeń. Odnajdywanie kompromisu pomiędzy stanem rzeczywistego zaangażowania, a negatywnym wizerunkiem lustrzanego odbicia, prowadzi do chwilowej determinacji, po czym znowu następuje zamiana twórczej mocy.
Przezwyciężanie siebie, kiedy to ma jeszcze sens, kiedy nie jest za późno pociąga do odpowiedzialności. Zmaganie się z niekwestionowanym zwycięzcą prowadzi do stagnacji będącej wyrazem gotowości do walki. Pesymistyczne wizje druzgocące banały, pojawiają się pomimo niechęci spowodowanej jestestwem w wyrafinowanej formie. Smakowanie dnia dzisiejszego bywa bolesne zwłaszcza wówczas, gdy entuzjastycznym końcem staje się jego początek. Strach powodujący pokusę tracenia to niepodważalny dowód na istnienie, choć stwarzane pozory mogą mamić inaczej. W każdej cząstce traconego wciąż życia tli się nadzieja na odzyskanie go, a układanie elementów o lapidarnej strukturze sprzyja ujawnianiu zasadniczych kwestii. Gromadzenie doświadczeń, które wpływają na zwiększenie siły popychającej ku przyszłości widzianej z innej perspektywy, eliminuje dalszy bieg wydarzeń o destrukcyjnym charakterze. Starania o odzyskanie utraconej nadziei potęgują nastrój efekciarskiego pokonywania trudności i radzenia sobie z nimi. Przekornie zawsze wytwarza się zaplecze gotowe pomieścić wszystko, co dotychczas stanowiło balast, z czasem nabierając mocy wykonawczej. Odłożone na potem uzurpowanie sobie miana do uczestniczenia w spektaklu, niewystawianych na pokaz emocji, definitywnie odcina od przeszłości. Czas sprzyjający uzewnętrznianiu najgłębiej skrywanych pokładów pozytywnego myślenia o jutrze nieustannie daje powody, by iść na przód pozostawiając rozpacz „daną tylko na przechowanie”. Im dalej tym ukojenie dźwigające jarzmo minionych lat, stanowiące o wartości zyskuje na znaczeniu.






Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.