Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

21657 miejsce

O babskiej przyjaźni i nie tylko w reżyserii Bogusława Lindy

Czy żeby zagrać w dobrym w polskim filmie aktor musi sam wymyślić historię, wyłożyć kasę i zatrudnić innego aktora w roli reżysera? Beata Kawka tego spróbowała. Takim sposobem na ekrany kin wchodzą w najbliższy piątek "Jasne błękitne okna".

Aktorki Joanna Brodzik (P) i Beata Kawka (L) oraz Bogusław Linda przed premierą filmu Zaglądacie ludziom do okien? Idąc ulicą nie możecie oprzeć się pokusie zweryfikowania zawartości mieszkania na parterze? A może poznajecie gusta muzyczne mieszkańca czwartego piętra patrząc na oświetlone jarzeniówką plakaty w jego pokoju?

W każdym z nas śpi ciekawość. W niektórych drzemie. W Sygicie wrzała. W ten sposób, zaglądając do cudzego okna, poznała Beatę. Beata uczyła się grać na wiolonczeli. Chciała być artystką. Została aktorką (serialową, zupełnie, jak odtwarzająca jej postać Beata Kawka). Wcześniej jednak została przyjaciółką Sygity. Na zawsze. Na dobre wspólne lata. Na kilkuletnią rozłąkę. Na całe życie. Na śmierć.

Kobiety albo ze sobą konkurują, albo stają się sobie naprawdę bliskie. Prawdziwa przyjaźń kobiet ma w sobie dużo z miłości. Walczy do końca. Głównie o tym jest film w reżyserii „prawdziwego mężczyzny” Bogusława Lindy. Wspomniane wyżej Sygita i Beata spotykają się po ośmiu latach rozłąki. Mimo skrajnie różnych warunków w jakich przyszło im egzystować (Beata wyjechała do Warszawy, Sygita pozostała w rodzinnych Maciejowicach), różnic, jakie między nimi wyrosły, nadal zdają się rozumieć bez słów i cieszyć ze wzajemnej obecności jak dzieci. Odnawiają przyjaźń. I rozpoczynają podróż w przyszłość. Krótką – ale wspólną.

Sygita jest chora. Trudność do przewidzenia w historii o przyjaźni. Tak – teraz będzie o poświęceniu, walce Beaty o przyjaciółkę, nawet wtedy, gdy nie ma już nadziei. Teraz będzie szpital przeplatany z ręcznie wyrabianą trumną. Takie „pitu-pitu”, jak to zgrabnie ujęła jedna z bohaterek. Ale na film nie składają się jedynie sceny z teraźniejszości. W tle Sygita opowiada to, co pamięta z dzieciństwa i tej bliższej przeszłości, a kadry barwnie to obrazują. I tu pierwszy plus – Olga Jankowska odtwarzająca rolę 13. letniej Sygity robi to niemal identycznie, jak Joanna Brodzik w starszym wydaniu bohaterki. Te same gesty, mimika, uśmiech. Drugi plus to sama postać Sygity – pełnej optymizmu i dziecięcego entuzjazmu, który Joannie Brodzik wyszedł bardzo dobrze. Trzeci plus - debiutująca na ekranie w roli córki Sygity - Marysi - Wiktoria Kiszakiewicz. Kolejna - po Wiktorii Gąsiewskiej ("Jasminum") i Julii Wróblewskiej ("Tylko mnie kochaj") nadzieja polskiej kinematografii.

Film mnie zaskoczył. Pozytywnie. Spodziewałam się przeciętnego wyciskacza łez. Czekając na projekcję – a trafiłam na samą premierę, nie dalej jak kilkanaście godzin temu, w warszawskim kinie Silver Screen (wykwintny alkohol, przekrój gości od marszałka Tuska przez Zbigniewa Hołdysa po Ninę Terentiew) – powoli zasypiałam w fotelu. Im dłużej się czeka, tym gorzej dla złego filmu – myślałam, licząc na to, że jego atutem będzie coś więcej niż biust pani Brodzik. A tu jeszcze obowiązkowy wyraz podziwu dla twórców, czyli część oficjalna, którą zgrabnie poprowadziła Marzena Rogalska. Kolejne gwiazdy wychodzące na scenę, a raczej ich obecność w filmie, zaskakiwały (jak zawsze doskonała Stanisława Celińska, jak zawsze cudowny Jacek Braciak, jak zawsze przystojny Maciej Kozłowski) i intrygowały. Obiecałam sobie – nie dam się nabrać, na łzy, które popłyną. Nie dałam się. Nie polecam filmu unikającym wzruszeń i szukającym rozrywki. Polecam film tym, którzy chcą zobaczyć kawałek życia i ludzi.

Podsumowując:

  1. Wybaczam aktorom seriale – z czegoś żyć i w inne filmy inwestować muszą (Beata Kawka jest współproducentką „Jasnych błękitnych okien”);
  2. Gratuluję braku przesady – od scen „żałosnych” i tragicznych po statut finansowy bohaterów;
  3. Podziwiam dialogi – zwłaszcza te towarzyszące scenom dzieciństwa bohaterek z Barbarą Brylską i Jerzym Trelą w rolach głównych; Polecam wsłuchiwać się w teorię ewolucji ojca Sygity;

I zaznaczam, że to nie jest pean na rzecz filmu. Wystaje ponad przeciętną polskich produkcji i za to należy się mu co najmniej uwaga. Jeśli to nie jest argumentem wystarczającym dla poświęcenia kilkunastu złotych i wieczoru, to może fakt, iż reżyserem jest Bogusław Linda, co warto zweryfikować. Świat zna przypadki aktorów specjalizujących się w rolach macho, stających z biegiem czasu po drugiej stronie kamery. Chociażby Clint Eastwood – twardy cowboy i brudny Harry zbierający nagrody za film z kobietą w roli głównej („Za wszelką cenę”). Linda Oscara nie dostanie. Nie stanie się sumieniem narodu, jak nazywany bywa jego amerykański „odpowiednik”. Ale ja jakoś nigdy za Eastwoodem nie przepadałam...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Bardzo ciekawa i zachecajaca recenzja. Zawarte śa w niej opinia i odczucia autorki, których często brakuje mi w recenzach. Duzy +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.