Pozycja materiału w rankingach:
Któż z nas nie słyszy na co dzień takich utyskiwań: nie mam czasu, ciągle jestem zajęty, już nie wyrabiam czasowo, nie teraz, jestem zagoniony... Czy to nie dziwne, że służy nam coraz nowocześniejsza technologia, a czasu mamy coraz mniej?
Pamiętam jeszcze czasy, które już dla moich dzieci wydają się prahistorią, kiedy w rolnictwie pracowało się ręcznie albo przy pomocy prymitywnych (patrząc na to z dzisiejszej perspektywy) urządzeń. Łąki kosiło się kosą, zboża zbierane były przy pomocy konnych żniwiarek, za którymi trzeba było wiązać snopki, potem to wszystko jeszcze ustawiać w mendle, zwozić, młócić… Podobnie było z wykopkami, sianokosami i innymi pracami w polu i zagrodzie. Dzisiaj wieś z kombajnami, dojarkami, "presami" nie przypomina już tamtej, sprzed kilkudziesięciu lat. Ale, niestety, nie tylko pod względem technologicznym.Zobacz także:
Artykuły
(45)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.57)
Wiek: 55 | Miejscowość: Głogów | Kraj: Polska
O mnie: Urodziłem się dość dawno, bo już pół wieku temu. Piszę, od kiedy pamiętam, przez wiele lat także wiersze, opowiadania i felietony. Jeszcze nie uwierzyłem, że jestem artystą, i dlatego właśnie wierzę, że to, co najlepsze, dopiero napiszę.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Stefan Górawski 16.07.2008 22:38
Stefanio,
jak widać wielu nas :). W grupie raźniej, ale...
Judyto,
tak, trzeba „iść z biegiem czasu”, ale warto chyba utrzymywać własne tempo.
Bartłomieju,
nie mieszałbym w to globalizacji. Globalizacja to proces, na który indywidualnie nie mamy prawie wpływu, a na sposób życia – owszem. Trzeba przede wszystkim samozaparcia, jak przy rzucaniu palenia. Trudne, ale możliwe :)
Bartłomiej Kowalewski 16.07.2008 19:51
witam
globalizacja to nic innego jak złodziej czasu
wiemy coraz więcej ale ogólnikowo
otwieramy jednocześnie wiele zajęc ale żadnego nie wykonujemy wedle harmonogramu
stajemy się niewolnikami pustego pieniądza
jak to zatrzymac
już się nie da
tak jak lawiny nikt nie powstrzyma
ale można przebywac na obrzeżach może wtedy nas nie wciągnie
gadac jest łatwo
dokonac czegoś ważnego bardzo trudno
Judyta Rykowska 16.07.2008 15:01
bo teraz żyje się dla pieniądza, ale zauważyć mimo wszystko można, że w mieście inaczej się żyje niż na wsi, kiedy w wakacje wracam z Poznania do domu na wieś, dopiero czuję, że żyję, czas płynie wolniej, w dużym mieście wszystko dzieje się w biegu, często nawet nie ma czasu na posiłki,
jeśli chodzi o tekst, to jest ciekawym sposobem na refleksję, nie pamiętam czasów darcia pierza, kiedyś było inaczej, ale cóż nam przychodzi niż iść z biegiem czasu?
Stefania Najsarek 15.07.2008 22:19
Stefanie, dla mnie też dzień zbyt krótki..., wciąż robię sobie wyrzuty, że z czymś nie zdążyłam. :)
Jolanta Paczkowska 15.07.2008 19:02
No myślałam, że gdzieś się ten zwyczaj kultywuje. Muszę sprawdzić - może w Ochli pod Zielona Górą?
A z rodzinnych opowieści wiem, że darcie pierza bywa też stresujące - można np. zgubić pierścionek. ;-))
Komórką to się przedwcześnie pochwaliłam - właśnie odebrałam. ;-)
A tak serio - nawet kiedy mamy czas, spotykamy się ze znajomymi, rozmawiamy, to jakże często przy włączonym telewizorze, internecie, radiu, bo człowiek współczesny zachłanny jest, także na wiadomości.
Stefan Górawski 15.07.2008 18:41
Jadwigo,
pewnie tak, i tym bardziej warto zastanowić się czasem co nam daje rozwój cywilizacyjny (bo daje na pewno) i co nam zabiera (bo też na pewno zabiera).
Jolu,
Niestety, nie wiem o takim przedsięwzięciu. Nie wiem też czy gdzieś w Polsce ten zwyczaj przetrwał. Kto dzisiaj chciałby tracić na to czas? Na pierzodarcie zbierali się sąsiedzi w zimowe wieczory po skończeniu domowych obrządków. Siadali wokół dużego stołu i – sięgając po kolejne garście pierza – wspólnie śpiewali i dowcipkowali. W cenie były osoby, które potrafiły barwnie opowiadać i żartować. Był też czas na różne opowieści, a ulubionym motywem były duchy. Zakończeniem pierzodarcia w każdym domu był tzw. pępek (tak to się nazywało w okolicy, z której pochodzę), kiedy ze stołu znikało już pierze, pojawiało się za to jedzenie (najprostsze kanapki, np. z wątrobianką albo smalcem) i domowej roboty wino. W cenie był też akordeon, a impreza z tańcami i śpiewem, kończyła się zazwyczaj późną nocą. A potem wszystko rozpoczynało się od nowa w innym domu.
Dzisiaj pierze tną maszyny, a ludzie – także w domach, które pamiętają jeszcze tamte czasy – oglądają zapewne kolejne odcinki ulubionych seriali.
Nie mówię co jest lepsze, bo nie chcę się wymądrzać, ale gołym okiem widać kiedy ludzie byli sobie bliżsi.
PS. Do takich akcji jak „dzień bez komórki” mam bardzo sceptyczny stosunek. Uważam, że trzeba po prostu ZAWSZE korzystać z niej z umiarem i nie pozwolić, żeby zastępowała możliwość bezpośredniego spotkania, uścisku dłoni, spojrzenia w oczy, uśmiechu…
Jolanta Paczkowska 15.07.2008 16:32
A może wiesz coś, Stefanie, o jakiejś imprezie typu - darcie pierza... Chętnie bym się wybrała. ;-))
No i mogę się pochwalić, że dziś z komórki nie korzystałam:
link omorkowego_2172.html
Jadwiga Kowalczyk 15.07.2008 15:54
+ po co pędzą? Po jeszcze wiecej! Po byle dalej !
Piękno i... dziwaczność w drzewach zaklęte [Galeria]
(odsłon: +224)