Myślę, że to jedno z kluczowych pytań, które, co dziwne, nadal pozostaje bez odpowiedzi. Obowiązująca zasada 'wiem, ale nie powiem' w niczym nie pomaga, nie ucina niepotrzebnych dyskusji, a wręcz przeciwnie kumuluje takowe.
Jak prowadzić dialog z partią rządzącą, skoro rozmowa zawsze kończy się mini apelem, tudzież autoafirmacją premiera Jarosława Kaczyńskiego. Mistrzem w tym fachu jest Jacek Kurski, który dał popis owej retoryki w niedzielnym programie TVN24 Magazyn24, gdzie w dyskusji z Julią Piterą i Piotrem Gadzinowskim oczywiście racja była jak zawsze po stronie PiS. Widać, że nerwy powoli puszczają, już nie tylko obserwatorom, ale i także uczestnikom. Julia Pitera wybuchła i przyznać muszę szczerze, że bardzo, naprawdę bardzo dawno nie widziałem takiej reakcji jakiegokolwiek polityka. Emocje wzięły górę. Szczerze mówiąc - nie dziwię się wcale.
Mowa o wszechobecnej autoafirmacji rządu. Kiedy to następuje? Wydaje mi się, że wtedy kiedy brakuje już argumentów na odparcie ataku opozycji. Co tu dużo mówić, w tym przypadku uzasadnionym. Wszyscy mieliśmy okazję obejrzeć wystąpienie premiera podczas pielgrzymki Radia Maryja na Jasną Górę. Co bulwersuje? Rzecz, która już drugi raz miała miejsce - wskazanie gdzie 'naprawdę' jest Polska. Nie bardzo rozumiem, choć staram się jak mogę. Czy aby ta, jak premier sądzi, prawdziwa Polska nie jest przypadkiem tam, gdzie są wyborcy PiS? Czy to znaczy, że premier stosuje rozróżnienie na 'prawdziwego' Polaka? Niesłychane! - Tu jest Polska! - mówił. Tu to znaczy gdzie? Na Jasnej Górze? W momencie wypowiadania przez Jarosława Kaczyńskiego tych słów byłem w swoim Opolu. To znaczy, że nie jestem w Polsce? Jestem poza nią?
Nikt nie uprzedził społeczeństwa, że Polska teraz jest/była tam. Mam wrażenie, że polityka rozgrywa się za naszymi plecami i w tym miejscu chcę powiedzieć profesorowi Piotrowi Sztompce - miał pan rację! Otóż, profesor Sztompka w swoim artykule na temat Traum IV RP, który swego czasu można było przeczytać w dodatku Europa do Dziennika, opisał jedną z traum w następujący sposób: „zaufanie zmniejsza się za sprawą nieprzejrzystości sceny publicznej, gdzie wiele decyzji - w tym ważnych pociągnięć kadrowych czy strategicznych wyborów w polityce zagranicznej - podejmowanych jest bez uzasadnienia, pozostawiając obywateli w stanie niewiedzy, niczym za szczelnie zaciągniętą kurtyną.” I to właśnie się dzieje, społeczeństwo jest poza decyzjami władz. Nie mamy możliwości dowiedzenia się czegokolwiek na tak istotne tematy jak, co udało się tak naprawdę ustalić podczas szczytu w Brukseli czy co tak naprawdę CBA ma na eks-wicepremiera Andrzeja Leppera.
Zadając jeszcze raz pytanie - o co chodzi PiSowi? - co można powiedzieć? Zastanawiając się nad tym
dochodzę do wniosku, że PiS stosuje pewną grę zatarcia śladów - co zresztą potwierdza wielu komentatorów. W momencie, gdy wyszło na jaw, co sądzi o braciach Kaczyńskich o. Rydzyk posłowie PiSu - zresztą jak i sam premier i prezydent - uchylają się od komentarzy na ten temat. I o ile w przypadku wspomnianego przez kolegę Michała Trybusza w jego artykule Huberta H. wobec którego od razu zostało wszczęte postępowanie, o tyle w przypadku o. Rydzyka wszystko wydaje się być bardzo spowolnione, jakby celowo przeczekane i zapomniane. Dlaczego? Wydaje się, że ostra krytyka i wystąpienie przeciw o. Rydzykowi, może zniesmaczyć elektorat PiSu, który wydaje się być bardziej podporządkowany Radiu Maryja niż samemu premierowi i jego obietnicom odnowy polskiej rzeczywistości. W tym celu prezydent zdymisjonował Andrzeja Leppera, aby dokonać przeniesienia uwagi na inny temat. Jeszcze wczoraj pojawiły się informacje o możliwych przedterminowych wyborach, jakby Jarosław Kaczyński najpierw, pozbywał się zbędnego 'balastu', jednocześnie nie dotykając sprawy o. Rydzyka i jego wypowiedzi, ażeby nie burzyć poparcia dla rządu, co zostałoby wykorzystane podczas pochodu do urn, które zapowiadano na po wakacjach. Wszystko to miałoby chyba mieć na celu wzmocnienie (przyszłego?) rządu Jarosława Kaczyńskiego. Chociaż z drugiej strony przy rosnącym poparciu dla opozycji, o jakiej (przyszłej?) sile rządu Kaczyńskiego można by mówić?
Możemy tylko wymyślać i dorabiać różnego rodzaju teorie do czynów partii rządzącej, póki nie poznamy prawdziwych, podkreślam z całą stanowczością - prawdziwych intencji. Wszystkiemu nie sprzyja dodatkowo wstrzemięźliwość w odpowiadaniu na pytania dziennikarzy, co powoduje jeszcze większe pole do debaty i przypuszczeń. Na co znowu usłyszeć się da, że dziennikarze insynuują nie wiadomo co i wprowadzają obywateli w błąd. Przepraszam, ale nie wiem, kto tu bardziej wprowadza w błąd społeczeństwo. Póki nie otrzymamy od premiera czy prezydenta konkretnych odpowiedzi co dalej, to będziemy dyskutowali wszyscy jak tylko możemy o sytuacji w kraju. I powiedzieć też trzeba - nie wystarczy już stwierdzenie premiera czy prezydenta "jeżeli okażą się prawdziwe" odnośnie taśm w sprawie o. Rydzyka. One są autentyczne, każdy ma możliwość przesłuchania ich w internecie. Trzeba podjąć zatem panie premierze, panie prezydencie, panie prokuratorze odpowiednie działania. Czekamy...