Facebook Google+ Twitter

O co chodzi Rokicie?

Platforma Obywatelska wyraźnie się pogubiła. Rozbita i niezdecydowana, wciąż tkwi w groteskowym konflikcie wewnętrznym. Z raportu gabinetu cieni, z którego w normalnych warunkach powinna zrobić propagandowy sukces, do wyborcy nie dotrze nic.

Jestem wielki

Jan Rokita po raz kolejny dał popis swej niekontrolowanej autonomiczności. Niezależnie od Jan Rokita (C), poseł Paweł Śpiewak (L) oraz senator Jarosław Gowin (P) podczas konferencji prasowej PO, 28 bm. / PAP/Bartłomiej Zborowski okoliczności i sytuacji politycznej pełen entuzjazmu musiał udowodnić, że opozycja jest niepoważna i zademonstrować próbkę rozbuchanego indywidualizmu. Sprawił tym samym świetny prezent premierowi Kaczyńskiemu, jako że wzorowo udało mu się podtrzymać silny podział i stan konfliktu w swojej rodzimej partii. Dość sporo jak na jednego z przywódców opozycji i rzecznika odpowiedzialnego, rozważnego prowadzenia polityki. I o tyle paradoksalnie, że właśnie minął tydzień, jak obecny z nim na konferencji prasowej Paweł Śpiewak, doszedł na łamach "Europy" do wniosku, że Jarosław Kaczyński, uznając konieczność określenia politycznego podziału na wróg-przyjaciel, jest pilnym uczniem niemieckiego filozofa Carla Schmitta. Panowie, świadomie czy też nie, muszą być pilnymi uczniami Kaczyńskiego.

Jestem konserwatystą

Przyczyną zaistnienia ostrego sporu w PO było poparcie przez Rokitę, przed drugą turą wyborów samorządowych w Krakowie, kandydata PiS na prezydenta miasta. Przyczyną z grubsza fasadową, albowiem nikt nie robił przegranemu kandydatowi PO, a zarazem posłowi, Tomaszowi Szczypińskiemu wyrzutów z powodu jego poparcia dla kandydata lewicy Jacka Majchrowskiego. Nic dziwnego, że momentalnie zaczęło się mówić o szykowaniu przez PO ogólnopolskiej koalicji z SLD, o jej schodzeniu na lewo i marginalizacji konserwatywnego skrzydła partii z Rokitą na czele. Sam Rokita już nieraz dawał znaki, że czuje się odsuwany poza jądro decyzyjne ugrupowania, czego najlepszym przejawem miało być przedłużające się mianowanie go szefem klubu parlamentarnego PO, którym po wspomnianej krakowskiej samowolce ostatecznie nie został.

Nazywając się teraz zatem "szeregowym członkiem partii", Rokita pozostał jedynie na czele gabinetu cieni PO. Pomysłu zaczerpniętego z Wielkiej Brytanii i, jak się wydawało, niewydajnego i nieopłacalnego w polskich warunkach. Po zorganizowaniu pewnej liczby konferencji prasowych na początku swej działalności, w związku z miernym nimi zainteresowaniem, od pewnego czasu można było odnieść wrażenie, że idea została zarzucona.

Jestem przywódcą

Okazało się jednak, że oto gabinet istnieje i powraca w najgorszym z możliwych dla siebie momentów. W chwili gdy skłóceni liderzy, zamiast stanąć ramię w ramię i zademonstrować swą siłę oraz zdominować media poprzez dyskusję na temat ogłoszonego programu, rzeczywiście w mediach obecni będą, ale szamocząc się w żenującym sporze. To zupełnie śmieszne i niepoważne, że partia kreująca się na jedyną sensowną alternatywę wobec PiS, całymi garściami czerpie z przypisywanej braciom Kaczyńskim awanturniczości i kłótliwości w polityce, nie potrafiąc się dogadać nawet we własnym gronie. Jeżeli dwóch liderów partii, Tusk i Rokita, nie przełamuje się opłatkiem nawet na partyjnej Wigilii, to zakrawa to na tragikomedię. I nic nie zmienią tu słowa Bronisława Komorowskiego i innych, że "dla Janka dalej jest miejsce w PO", a nawet samego Rokity, że "Platforma Obywatelska to jego wybór ideologiczny". Rzeczywistości nie da się zaczarować słowami, a obie strony wyraźnie nie stanęły na wysokości zadania. I nie ma co się pastwić nad nieudolnością polskich polityków w dziedzinie komunikacji interpersonalnej. Platforma zresztą sama sobie prawo do krytyki nieudolności braci Kaczyńskich w tym względzie odebrała. Zastanawia tylko, jak to jest, że poważni z pozoru ludzie w kryzysowej (a nawet niezbyt kryzysowej) sytuacji, tak łatwo tracą instynkt. Aż przychodzi myśl, czy racji nie miał Jacek Żakowski, pisząc kiedyś w "Polityce", że prawica jest po prostu ograniczona emocjonalnie i intelektualnie.

Jestem symbolem

Próba marginalizacji Rokity w partii jest przy tym na tyle nielogiczna (w końcu to jeden z Jan Rokita (C), poseł Paweł Śpiewak (L) oraz senator Jarosław Gowin (P) podczas konferencji prasowej PO, 28 bm. / PAP/Bartłomiej Zborowski najpopularniejszych polityków PO, powód, dla którego wyborca PiS może zagłosować na partię Tuska), że aż zagadkowa. To jasne, że Platformie trudno się określić. Jasne, że nie wie ona, w którą ma pójść stronę. Ale w pluralistycznej, cywilizowanej partii, jaką w oczach wyborców chciałaby być, takich spraw nie rozwiązuje się poprzez brutalne obicie jednego ze stronnictw. I to na żywo w telewizji. Z drugiej strony, Rokita sam jest sobie winny, bo nikt nie ma monopolu na bycie najmądrzejszym i wiecznie wielbionym. Premier z Krakowa jest zbyt inteligentny, by tego nie rozumieć, tym bardziej zastanawia jego dzisiejsza eskapada i decyzja pójścia na kolejne starcie.

Wątpliwość wyjaśnić można łatwiej, gdy zwróci się uwagę na to, kto siedział na konferencji prasowej razem z nim. Jarosław Gowin, podobnie jak Rokita jest w PO symbolem konserwatywnego skrzydła ugrupowania. Szef gabinetu cieni, zgodnie zatem z tym, co mówią jego przeciwnicy w partii, stara się lansować siebie i wzmacniać swoją pozycję. Po drugiej stronie Paweł Śpiewak, akademicki nabytek Platformy, apologeta liberalizmu, który jednak już wielokrotnie i otwarcie mówił o potrzebie debaty ideologicznej w partii, i ogólniej, polskiej polityce. Śpiewak, który do polityki wszedł przy okazji ostatnich wyborów parlamentarnych, twierdzi bowiem, że z jego doświadczeń wynika, iż polskich polityków nie interesuje wiele więcej niż władza, a już na pewno nie dyskusje ideowe. Innymi słowy, jak wyraził się o politykach PO i innych partii liberalnych, "myślenie zastępują oportunizmem". Jeżeli chodziło zatem o sprowokowanie debaty siłą, to być może, przy pomocy tej kolejnej awantury, w końcu się uda. O tyle to zabawne, że Śpiewak jest w PO odpowiedzialny za PR.
 

Jestem jaki jestem

Skrajna autonomiczność Rokity jest dla Platformy bardzo niewygodna. Polski system polityczny znacznie różni się od amerykańskiego, w którym kongresmeni mogą się cieszyć sporą niezależnością. Wynika to jednak z jego odmiennej organizacji. W naszym kraju polityka odbywa się bardziej w wymiarze partyjnym. Nieumiejętność współpracy i nadmierna samowola prowadzą głównie do dezorganizacji. Nie oznacza to oczywiście, ze istnieć powinny jedynie partie wodzowskie. Ale, że stanowisko ugrupowania wymaga osiągnięcia pewnego konsensusu, na który ambitnego polityka czasem nie stać. Politykiem takim jest i Rokita, i Tusk. Po paśmie niepowodzeń i błędów, Rokita walczy teraz o odzyskanie pozycji i wpływów. Środki, jakie przy tym stosuje, budzą pewne wątpliwości. Nie budzi ich natomiast graniczące z pewnością przekonanie, że polityk tak wyrazisty i błyskotliwy będzie jeszcze odgrywał w polskiej polityce ważną rolę. Być może pretekstem do tego okaże się nadchodzący kongres programowy partii. A będzie o czym dyskutować, bo PO w wielu kwestiach cechuje się niezdecydowaniem. Rokita już go rozpoczął.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Bardzo dobry tekst! Celnie wypunktowałeś problemy PO i nieodpowiednie zachowania Rokity. Chyba z wszystkim się tu zgadzam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 29.01.2007 09:18

Zgadzam się z Emenefixem. To Tusk sprawia więcej problemów dla PO niż Rokita. Gdyby nie Tusk to byłaby koalicja PIS-PO , gdyby nie on Gronkiewicz-Waltz dostałaby komisarza w razie wyborów.
To ten człowiek psuje PR w partii. Komorowski razem z nim. Obaj głośno krytykują w mediach Rokitę. A ten nie robi tego samego. Tylko odpowiada grzecznie że chce zmienić PO

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 29.01.2007 00:31

Rokicie chodzi o postawienie sprawy na ostrzu noża: albo pozwolicie mi wzmocnić pozycję w Platformie, albo mnie wyrzućcie (i wtedy się zastanowię, co dalej).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tomku, miło znów zobaczyć Twój artykuł na czołówce! A cała hucpa, którą opisujesz jakby miała na celu powiedzenie: PO nie nadaje się do rządzenia, bo nawet w samej partii nie wiadomo, kto rządzi. Ale nabili Kaczorom punktów:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jako wyborca partii-oponenta wobec PO popieram Rokitę. To człowiek bardziej skłonny do kompromisów wbrew pozorom niż Tusk. Ten człowiek jest najzwyczajniej w świecie za przeproszeniem gnojony. Jak niekoleżeński kujon w klasie. Ale kujony wychodzą często na ludzi. Współczuje mu. Jest ojcem sukcesu PO i niewatpliwie przewyzsza inteligencja Tuska o głowe, albo i dwie. Wyraźnie wisi na włosku. A dużo ich nie ma

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mimo wielkiej sympatii do PO, Tuska, Rokity - sam zaczynam się gubić. Doskonale wiem, na czym opiera się ich program, ale te ich "medialne wtopy" mogą im strasznie zaszkodzić.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.