Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1684 miejsce

O co chodzi z tymi kredytami we franku szwajcarskim

Wiele osób wypowiada się na temat kredytów we franku szwajcarskim, niewielu wie jednak o co tak naprawdę w nich chodzi.

 / Fot. interia.plDyskusja rozgorzała. Najczęstsze opinie: "widziały gały co brały", "banki złodzieje". Krótko wyjaśniam na czym polegała istota kredytów we franku szwajcarskim i dlaczego banki trzęsą się przed możliwymi wyrokami sądowymi.

W latach 2005-2006 rynek kredytowy wyglądał inaczej niż dziś. Kredyty złotówkowe byly znacznie wyżej oprocentowane, trudniej je było też dostać. Bank szacował zdolność kredytową kredytobiorcy. Oceniał, że jest w stanie spłacać przykładowo 1500 zł miesięcznie. Przeliczał to sobie uwzględniając bankowe stopy i parametry i wychodziło mu, że taka rata to przykładowo ok 150.000 zł.

Ale wyliczył również, że taka kwota przeliczając to na franki szwajcarskie i tamtejsze stopy to ok. 250.000 zł. Tak więc gdyby wszystko przeliczyć na franki, to klient płacąc tę sama ratę mógłby otrzymać więcej złotówek i wystarczyłoby mu już na mieszkanie. Taki produkt sprzedawali. Jeśli nawet informowali o ryzyku kursowym (co wcale nie było powszechne), to opatrywali je wykresem z ostatnich dwudziestu lat, podpierali się autorytetem Narodowego Banku Polskiego, Nadzorem Finansowym.

Dla szeregowego zjadacza chleba sprawa była dość prosta: płacąc tę samą ratę dostaję wyższy kredyt. W Polsce są powołane instytucje nadzoru finansowego, które dbają o to, aby sprawdzić czy dany bankowy instrument nie wywoła jakiejś katastrofy, kredyt zaciągany jest we franku, czyli prawdopodobnie bank w moim imieniu, mając siłę przetargową w postaci pół miliona kredytobiorców, zaciąga kredyt w banku szwajcarskim, banki szwajcarskie mają niższe marże to i pewnie warunki kredytu są lepsze. Dość to logiczne.

Niestety banki o wszystkim nie informowały a nadzór bankowy zawiódł.

Co się bowiem okazało? Okazało się, ze bank nie zaciągał żadnego kredytu w Banku Szwajcarskim i praktycznie Szwajcarzy nie mają nawet pojęcia, że ponad pół miliona polskich obywateli ma kredyt w ich walucie. Polskie banki po prostu przeliczyły to tak, jakby zaciągały rzeczywiście kredyt we franku szwajcarskim (choć tego nie zrobiły) i przeliczyły całą operację na złote.

W tym celu nawet czasami dokonywały zakupu franka na kilka sekund by go od razu sprzedać i dać zotówki naszemu kredytobiorcy. Poprzeliczali wszystkie przyszłe zyski 30 lat do przodu uwzględniając nawet spread czyli różnicę kursową uwględniającą różnicę kursową wynikającą z operacji na frankach gdyby bank musiał spłacać kredyt we frankach. Oczywiście nie musi kupować żadnych franków, bo kredytobiorca oddaje mu w złotówkach a on żadnego kredytu we frankach nie spłaca. Ale pozory "kredytu zaciąganego w Szwajcarii we frankach i jego spłaty" były nawet tu zachowane.

Oczywiście można mieć pretensje do kredytobiorców, że tego śledztwa nie przeprowadzili, ale jest też tzw. nadzór bankowy, który powinien to wychwycić wcześniej. I nie wychwycił, albo nie chciał wychwycić, bo banki zarabiały nieźle na udzielanych kredytach. Podobny zarzut "widziały gały co brały" postawić można było równie dobrze wszystkim oszukanym przez banki akcjonariuszom derywatów, czyli wymyślonych przez banki skomplikowanych instrumentów, które służyły ukryciu toksycznych akcji. Akcjonariusze mogli teoretycznie poświęcić kilka lat życia na zbadanie jakimi drogami idą pieniądze banków, choć nie ma gwarancji, że doszliby do prawdy, bo to się nie udało wielu specjalistom przez kilka następnych lat. Dlatego mówienie "widzialy gały co brały" jest nieuczciwe. Nie muszę się znać na bankowości, żeby wziąć kredyt. Od znania się jest nadzór bankowy i on ma pilnować czy kredyt jest jeszcze kredytem. Ja wiem, że kredyt to pożyczona kwota, okres kredytowania i oprocentowanie, które mam zapłacić. Reszta to sprawa nadzoru finansowego aby ta zasada nie odbiegała znacznie od normy.

Niestety nadzór, politycy i banki kompletnie się tym nie przejmowały. Kredytobiorcy we franku płacą dziś duże raty. Ale to połowa problemu. Większy jest taki, że zaciągając kredyt na lat 30 na kwotę 300.000 zł maja do spłacenia po dziesięciu latach 500.000 przy wartości nieruchomości na poziomie 350.000 zł i nie wiadomo czy to nie koniec ich zmartwień. Są tym samym niewolnikami we własnych domach. Nie mogą ich sprzedać, bo nikt im za tę kwotę nie kupi. Żaden bank im nie refinansuje kredytu, bo ta nieruchomość nie będzie stanowiła odpowiedniego zabezpieczenia. Mogą dołożyć do tego na przykład kolejne mieszkanie i liczyć, że i jego nie stracą.

W istocie rzeczy "kredyty frankowe" to były opcje walutowe czyli zwykła gran na zwyżkę/zniżkę waluty realizowana pod zastaw nieruchomości i nazywana przez banki kredytem. Co to są opcje? Otóż zakładam się z bankiem, że w roku 2015 frank będzie taniej niż w dniu zawarcia umowy. Jeśli jest taniej, to ja wygrywam, jeśli jest drożej - bank wygrywa a ja płacę mu różnicę. Tak więc de facto bank finansował klientowi mieszkanie i zakładał się z nim że frank będzie drożej niż w dniu podpisania umowy przekazania mieszkania. Tylko, że tak tego nie przedstawiał. Przedstawiał to jako normalny kredyt a nie grę na opcjach. Robił to ze zrozumiałych powodów. Żaden nadzór bankowy by się na to nie zgodził, bo to podchodzi pod grę na giełdzie a tu mamy zupełnie inne przepisy, konieczność szerszego informowania klienta o ryzyku, obostrzenia natury finansowej i zadne tłumaczenie "widziały gały co brały" by tu bankowi nie wystarczyły.

Można sobie zadać przy okazji kilka pytań: jeśli to taki normalny kredyt denominowany w czymś, co obok złotówek nawet nie leżało to dlaczego bank nie oferował denominacji na przykład w jakichś egzotycznych afrykańskich walutach, albo na przykład w megabajtach? Na przykład daje mi 1000 Terabajtów kredytu. Ja mu mam oddać te 1000 Terabajtów w ciągu trzydziestu lat przy czym wartość nieruchomości przeliczona jest na terabajty w roku 2005. Oczywiście bank by na to nie poszedł bo wiedział, ze terabajty, które będę mu oddawał w kolejnych latach będą tanie i okaże się, że wartość kredytu w zł na mojej nieruchomości będzie za 10 lat malutka. Ciekawe, że nie mieli takich obaw co do franka.

Drugie pytanie: "kredytobiorca" biorąc "kredyt" we franku musi ubezpiecznyć nieruchomość przed spadkiem jej wartości np. po zalaniu, lub uderzeniu pioruna, musi ubezpieczyć się przed utratą pracy itp. Czy bank ubezpieczył się od zwyżku kursu franka szwajcarskiego lub proponował takie ubezpieczenie kredytobiorcom? Dlaczego nie? Jak widać kłopoty związane ze spłatą zobowiązań wynikające z zalania mieszkania czy uderzeniu pioruna są niczym w porównaniu z kłopotami wynikającymi z kursu franka.

To tylko pytania człowieka, który na prawie i bankowości się nie zna. Więcej mają do powiedzenia prawnicy. I tu banki nabierają wody w usta bo większość z nich od lat stosuje klauzule uznane prawomocnymi wyrokami sądów za niedozwolone. Stosuje, bo sąd może stwierdzić jedynie, że danej klauzuli nie powinno być w umowie, bo jest na liście klauzul niedozwolonych, ale nie może nakazać zmiany umowy. Od lat w ten sposób oszukiwani są w ten sposób tysiące klientów mBanku i banku Millenium (i wielu innych). Gdzie jest nadzór? Tam gdzie był w dniu zaciągania przez tych ludzi "kredytów".

Na koniec tego nie wyczerpującego tematu artykulu - banki chętnie stosują retorykę, która z racji słabości instytucji państwowych trafia do ich przekonania: "jeśli my będziemy musieli zapłacić za swój błąd w przeszłości to zapłacą za to wszyscy obywatele". Pytam się niby dlaczego? Tego piwa nawarzyły banki proponując tego typu opcje walutowe pod zastaw nieruchomości, nadzór finansowy, który nie reagował, politycy, którzy nie dostrzegli problemu i w mniejszym stopniu "kredytobiorcy", którzy nie dostrzegli niebezpieczeństwa. Wszyscy powinni to piwo spić. W jaki sposób?

Otóż wszystkie kredyty w walutach obcych (być może z wyłączeniem Euro) powinny być przewalutowane na polski zoty. Po jakim kursie? Powiedzmy - kompromisowym. Być moze wyższym niż w dniu zawarcia umowy, ale niższym niż dziś. Da to szansę tysiącom rodzin wyjścia ze spirali zadłużenia i uwięzienia we własnych domach i mieszkaniach. "Kredyt" powinien być przewalutowany wstecz aby kredytobiorcy zlotowi nie byli poszkodowani, tzn aby frankowicz ostatecznie zapłacił za swoją nieruchomość tyle (albo trochę więcej) ile płaciłby gdyby brał w polskich złotych.

Co ze stratami banków? Będą takie jak ich zyski - wirtualne. Banki swoje straty liczą wirtualnie. One uwzględniają kolejne 20-30 lat i mówią "mamy już w bilansach uwzględnione zyski w następnym ćwierćwieczu wynikające z faktu, że frankowicze dwukrotnie przepłacą za swoje nieruchomości i ze swoich przyszłych zysków nie zrezygnujemy". I pewnie będą się tego trzymać dopóki komornik nie zapuka do ich drzwi (a warto nadmienić, że takie sytuacje mają już miejsce - "kredytobiorcy" wygrywają sprawy w sądach). Ale tu jest rola państwa, aby przekonała banki, że powinny się dogadac, bo inaczej Państwo stanie po stronie obywateli i pomoże komornikowi. Ale do tego potrzebny jest silny rząd z wizją i zrozumieniem tego co sie dzieje. Ostatnie propozycje min. Piechocińskiego mogą być skwitowane jedynie pustym śmiechem i nie zamierzam ich komentować w tym felietonie.

Paweł Janus
Wiceprzewodniczący TR Poznań

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

No i jednak to Tadeusz Śledziewski ma słuszność:

link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Pawle, chętnie odniosę się do Pana odpowiedzi.

1. Nikt nie idzie do banku centranego po kredyt hipoteczny. W Szwajcarii są setki banków, więc pół miliona polskich kredytobiorców nie byłoby tu zmienną decyzyjną gdyż nie braliby kredytu w jednym banku. To czy dostaliby kredyt czy nie jest kwestią drugorzędną jeżeli rozmawiamy o kredytach już udzielonych.

2. Analizy finansowe zakładają zdarzenia przewidywalne na podstawie danych historycznych. Nikt nie ma szklanej kuli, nikt nie spodziewał się takiej decyzji banku centralnego (a jeśli się spodziewał to teraz jest milionerem). Wszystko odnosi się do prawdopodobieństwa, a prawdopodobieństwo dużego skoku kursu było dużo niższe niż prawdopodobieństwo jego stabilności.
Co do stop loss - bardzo dobry pomysł, tylko chyba nie do końca zdaje Pan sobie sprawę z czym się wiąże. W momencie uruchomienia zlecenia stop loss na giełdzie zamykamy swoją pozycję. W przypadku kredytu byłaby to jego jednorazowa, całkowita spłata. Jeżeli dysponuje Pan takimi środkami, to może Pan zakupić franki w odpowiedniej ilości i ma Pan swojego stop lossa.

3. W przypadku opcji potencjalny zysk wystawcy jest ograniczony, natomiast potencjalny zysk nabywcy jest nieograniczony. W przypadku zmian kursu franka takiej granicy nie ma więc nie jest to opcja.

4. A gdzie tu Pan widzi stratę banku? To klient ponosi większe koszty przy wzroście kursu a nie bank.

5. Załóżmy że założył Pan 10 letnią lokatę 8 lat temu na 12%. Teraz lokaty są na góra 4%. To według Pana sprawiedliwie by było gdyby oddał Pan te dodatkowe 8%?

6. Pomijając fakt, że w Zurychu, Genewie, Lozannie, Bernie, Bazylei, Vaduz i wielu innych miastach zrobię to bez problemu, to równie łatwo mogę wymienić franki na złotówki w kantorze. Pan miałby chyba większy problem dysponując terabajtami.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Odpowiadam panu Bartłomiejowi Bąkowi na pytania:
1. Co za różnica dla kredytobiorcy czy bank miał franki czy nie? Jak kupi franki to rata się zmieni? Nie zmieni.

Jest Pan pewien, że a) bank w Szwajcarii w ogóle zgodziłby się na takie kredyty dla Polaków? b) czy gdyby się zgodził, to jego decyzje (bank centralny) byłyby identyczne gdyby miał an dzień dobry 500.000 polskich kredytobiorców? Ja mam wątpliwości.

2. Ryzyko walutowe którego podjęli się kredytobiorcy było im znane. Umowy trzeba czytać, a jeśli ich się nie czyta to kogo później winić jeśli nie siebie?

Nie, żadne analizy przedstawiane przez bank nie przewidywały wzrostu franka o 100% w ciągu kilku lat. To po pierwsze. Po drugie, nawet jeśli uznać, że to taka bukmacherka, pytam się gdzie jest stop loss tak jak na zwykłej giełdzie gdy gram walutą. Ustawiam stop loss. Powiedzmy ustawię na poziomie 4 zł za franka bo tyle mogę stracić. Więcej nie, bo wartość nieruchomości mi kredytu nie pokryję. Tu stop loss jest ustalony na nieskończoność. To nawet nie jest bukmacherka.

3. Niech Pan nie pisze o opcjach jeśli nie ma Pan zielonego pojęcia czym one są. Nie zna Pan mechanizmu ich działania co udowodnił Pan wypisując bzdury na ich temat.

A konkretnie?

4. Pisze Pan o ubezpieczeniu od zmiany kursu franka. Wie Pan co służy do takiego ubezpieczenia? Opcje walutowe. Te złe o których próbował Pan pisać.

OK, jesli bank się ubezpieczył i ma z tego tytułu korzyści, to niby dlaczego żąda pokrycia straty dodatkowo od kredytobiorcy?

5. Niby dlaczego kredyty miałyby być przewalutowane na złotówki?

Bo jak widać (choćby rak możliwości postawienia stop loss) to pułapka, z której nie ma wyjścia. Nadzór zawalił, nikt nie przewidział takiej sytuacji.

> Chyba po coś ktoś brał kredyt w obcej walucie. I niby kto miałby zapłacić za to przewalutowanie?

Przecież bank liczy wirtualne zyski z przyszłych 20 lat po maksymalnie zawyżonym kursie. To niech te zyski wirtualne skoryguje.

> I co z zyskami kredytobiorców?

Również powinni je zwrócić.

> Skoro płacili mniej niż w kredycie złotówkowym to teraz powinni zwrócić różicę?

Tak

6. Na "deser" ostatnia i moim zdaniem największa głupota - denominacja w terabajtach. Niech Pan sobie gdziekolwiek pójdzie i zapłaci za np. chleb terabajtami.

Haha... A niech pan idzie i próbuje zapłacić frankami. Na przykład za chleb. Zobaczymy :D

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Marku, pieniądz musi być powszechnie akceptowalny. To, że dwie strony umówią się, że płacą w terabajtach tworzy z nich środek płatniczy a nie pieniądz.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Bartłomiej Bąk. Niech Pan nie pisze o pieniądzach jeśli nie ma Pan zielonego pojęcia czym one są - to pana konstrukcja zdania z moją zamianą słowa "opcjach" na "pieniądzach". Wykazał Pan totalne niezrozumienie zamiaru Autora, a takie kategoryczne rady?

Pieniądzem może być muszelka lub cokolwiek innego, gdy strony się co do tego umówią. Stąd te "terabajty".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Popatrzmy na całą sprawę bardziej ogólnie. Rzecz jest w istocie w tym, czy "konsumenckie chciejstwo" człowieka, nie tylko w tej kwestii przecież, ma być ograniczane z mocy prawa, czy tylko na mocy wewnątrzkorporacyjnych dyrektyw.

Przecież w tym przypadku chciał człek zamieszkać, bank to umożliwił, i człek zamieszkał.
Związał się umową, któej być może nie rozumiał, ale najprawdopodobniej wypierał ze swiadomości ryzyko po prostu. Rzecz powszechna, uleganie własnym, "pobożnym życzeniom".

Kto jest za ustawowym odbieraniem obywatelom złudzeń ? ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeżeli TR ma więcej takich "ekspertów" to nic dziwnego, że poparcie regularnie spada.

Po kolei skomentuje co większe głupoty:

1. Co za różnica dla kredytobiorcy czy bank miał franki czy nie? Jak kupi franki to rata się zmieni? Nie zmieni. Rata jest wyliczona na podstawie kursu franka i fizyczne posiadanie franka przez bank wpływa jedynie na zyski banku, a nie na koszty kredytobiorcy. Po co jakikolwiek miałby przeprowadzać śledztwo?

2. Ryzyko walutowe którego podjęli się kredytobiorcy było im znane. Umowy trzeba czytać, a jeśli ich się nie czyta to kogo później winić jeśli nie siebie?

3. Niech Pan nie pisze o opcjach jeśli nie ma Pan zielonego pojęcia czym one są. Nie zna Pan mechanizmu ich działania co udowodnił Pan wypisując bzdury na ich temat.

4. Pisze Pan o ubezpieczeniu od zmiany kursu franka. Wie Pan co służy do takiego ubezpieczenia? Opcje walutowe. Te złe o których próbował Pan pisać.

5. Niby dlaczego kredyty miałyby być przewalutowane na złotówki? Chyba po coś ktoś brał kredyt w obcej walucie. I niby kto miałby zapłacić za to przewalutowanie? I co z zyskami kredytobiorców? Skoro płacili mniej niż w kredycie złotówkowym to teraz powinni zwrócić różicę?

6. Na "deser" ostatnia i moim zdaniem największa głupota - denominacja w terabajtach. Niech Pan sobie gdziekolwiek pójdzie i zapłaci za np. chleb terabajtami. A co dopiero mieszkanie. A może Panu ktoś płacił kiedyś w terabajtach? TO NIE JEST WALUTA!!!! Frank jest trzecią walutą w Europie, bez porównania do egzotycznych walut afrykańskich.

Pański artykuł podsumuję cytatem: "Wiele osób wypowiada się na temat kredytów we franku szwajcarskim, niewielu wie jednak o co tak naprawdę w nich chodzi"

Na przyszłość niech Pan nie pisze na tematy o których nie ma Pan zielonego pojęcia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sprawa następna, to stara śpiewka... Artykuł bardzo dobry, ale spada w czeluść W24, bo dotyka sedna sprawy i jest nie po linii. Moje 10 + 5 niewiele tutaj pomogą w promowaniu wyjaśnień istoty problemu "frankowiczów".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wreszcie sprawa końcowa. Absolutnie nie zgadzam się jako obywatel na uczestnictwo w grze rynkowej dwóch podmiotów - banku i kredytobiorcy. Co najwyżej niech dochodzi do tej dwójki jeszcze ubezpieczyciel. Przecież to transakcja gospodarcza, a nie polityczna. Jeśli wyniknie między kontrahentami spór niech rozstrzygają to "niezawisłe" sądy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A nasz system administracyjny i prawny sprzyja podstawowej zasadzie funkcjonowania współczesnego świata:

WYROLOWAĆ DRUGIEGO! JEŚLI JUŻ DOKONASZ TEGO, BIERZ SIĘ ZA NASTĘPNEGO.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.