Facebook Google+ Twitter

O co tu chodzi? - recenzja inscenizacji „Ożenku” Gogola

Tak to już jest, że mistrzowskie interpretacje zostają na długo w pamięci. Z hasłem „Ożenek” Gogola nieodmiennie kojarzy mi się inscenizacja Teatru Telewizji i wspaniała kreacja Ireny Kwiatkowskiej w roli Fiokły.

Idąc na tę sztukę do gdańskiego Teatru Wybrzeże gdzieś w podświadomości liczyłam na podobne, komediowe ujęcie tematu. Nic bardziej mylnego. Reżyser Adam Orzechowski zaprezentował widzom dramat zbliżony do współczesnych realiów. Gdański „Ożenek” to przestroga wskazująca, że nadarzające się okazje trzeba wykorzystywać i to jak najlepiej, bo więcej mogą się po prostu nie zdarzyć, spłoszone lękiem przed nieznanym czy szukaniem przysłowiowej „dziury w całym”.

Za każdym gestem i słowem kreowanych przez aktorów postaci, czai się frustracja/przygnębienie. Oto spotykają się w domu niemłodej, jak na tamte czasy, panny na wydaniu Agafii Tichonownej (Joanna Bogacka) ludzie dojrzali w różny sposób przegrani życiowo, schodzący już na margines i zaczynający bać się samotności. Lecz chociaż lęk jest wielki, a sami pretendenci do ręki panny nie stanowią atrakcyjnych partii, wymagania co do przymiotów i majątku przyszłej wybranki mają spore.

Spotkanie jest także okazją do przyjrzenia się charakterom poszczególnych konkurentów. Są to zapatrzone w siebie indywidua: prostacko pewny swoich atutów materialista, bez przerwy sprawdzający stan ewentualnego posagu, leczący przyszłym ożenkiem kompleksy braku wiedzy Anuczkin (Florian Staniewski) czy życiowy nieudacznik, który mimo niewielkich wymagań wobec ewentualnej małżonki już siedemnaście razy spotkał się z odmową. Wszyscy o coś grają, każdy chce sfinalizować swój prywatny biznes. Tylko o miłości nikt nie pamięta.

I wreszcie wybrany przez Agafię Iwan Kuźmicz Podkolesin (Krzysztof Gordon). Człowiek nieporadny w nawiązywaniu kontaktów z innymi ludźmi, niepewny swoich odczuć, chwiejny w decyzjach, omotany przez przyjaciela-swata Koczkariowa (Mirosław Krawczyk). Mimo szansy stworzonej na zmianę losu w ostatnim momencie rezygnuje zostawiając niedoszłą pannę młodą.

Jego wewnętrzne rozterki, brak odwagi do podjęcia trudu życia z drugim człowiekiem mogłyby być odzwierciedleniem dylematów współczesnych młodych pokoleń ciągle odkładających moment założenia rodziny na lepszy (najczęściej podyktowany sytuacją w pracy) czas, gdyby nie fakt, iż role zarówno zalotników jak i przyjmującej ich awanse panny, zostały powierzone aktorom w wieku mocno dojrzałym. Zabieg ten spowodował, że postaci, w które się wcielili nie są wiarygodne, gdyż poruszane w sztuce problemy rzadko dotyczą tej grupy wiekowej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Dziękuję za miłe słowa i odwagę. Skomentowany tekst nabiera zupełnie innego wyrazu. Wiem, że ktoś się nad nim pochylił, zastanowił i to jest dla mnie istotne. Ilość odsłon cieszy, ale nie ma takiej wagi. Rzeczowy komentarz jest najcenniejszą nagrodą dla piszącego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No i co? Są plusy, a uzasadnienia ni ma..) To ja napiszę: naprawdę dobra recenzja. Chciałabym zobaczyć "Ożenek" w interpretacji
Orzechowskiego:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.