Facebook Google+ Twitter

O emocjach bez emocji. Danuta Stenka w "Przebudzeniu"

Shelagh Stephenson, współczesna brytyjska dramatopisarka, w Polsce znana jest głównie za sprawą „Pamięci wody”. Niepozbawiona elementów komediowych sztuka, podejmowała trudny temat radzenia sobie ze śmiercią. W „Przebudzeniu” bohaterowie mierzą się z doświadczeniem straty, wynikającym z zaginięcia bliskiego człowieka. Warto zobaczyć, zwłaszcza ze względu na świetną Danutę Stenkę

Danuta Stenka, Wojciech Malajkat / Fot. Krzysztof Bieliński, mat. Teatru SyrenaStevenson pokazuje, że może być ono jeszcze bardziej traumatyczne niż śmierć. Kompletnie pozbawia oparcia, każe trwać w zawieszeniu i nie pozwala na zamknięcie pewnego etapu. Kto tego nie przeżył, nie ma pojęcia jak jest niszczące.

Lia (Danuta Stenka) i Nick (Wojciech Malajkat) od kilku miesięcy nie mają żadnej informacji o Adamie, 20-letnim synu, który wyjechał w podróż dookoła świata i zaginął. Lia, wbrew racjonalnym sugestiom Nicka, chwyta się każdego sposobu, by dowiedzieć się czegoś o losach Adama. Zaprasza do domu medium (Krystyna Tkacz), zgadza się na udział w programie telewizyjnym, choć wie jakimi prawami rządzi się komercyjna telewizja (bardzo dobra rola dziennikarki w wykonaniu Elżbiety Kwinty). Tymczasem zaginięcie syna niszcząco wpływa nie tylko na Lię i Nicka, ale też na relacje między nimi. Nick nie jest w stanie dłużej żyć w żałobie. Gdy nadchodzi wiadomość o odnalezieniu chłopaka, pojawia się nadzieja. Niestety młody człowiek, który ma ze sobą plecak z rzeczami Adama (nieco bezbarwny Maciej Kowalik), nie jest synem Lii…

Życie w nieustannym poczuciu niepokoju, niepewności, winy, może prowadzić do autodestrukcji, ale może też być „po coś”. Może pozwolić na tytułowe przebudzenie (nieprzypadkowo oryginalny tytuł sztuki „Enlightenment, oznacza buddyjskie oświecenie), które stało się udziałem Lii.

Wykształcona kobieta w średnim wieku, spełniona zawodowo matka i żona, żyła dotąd w uporządkowanej - jak sądziła - rzeczywistości. Trauma, której doświadcza, burzy jednak ten świat. W samotności i poczuciu niezrozumienia każe się mierzyć z tym doświadczeniem, ale też wnikliwie przyjrzeć się sobie i relacjom z bliskimi. A to bywa bolesne. Zaginięcie syna prowadzi m. in. do odkrycia, że go nie znała. Pojawiają się też refleksje na temat sensu życia: czy może być inny niż czynienie dobra? Czy jest to w ogóle możliwe w tak niedoskonałym świecie? Czy można czynić dobro pod presją strachu? I kto właściwie jest adresatem tych „dobroczynnych” działań?

Spektakl w reżyserii Redbada Klijnstry, od samego początku jest popisem jednego aktora – Danuty Stenki, która krok po kroku tworzy przejmującą kreację matki, kobiety, człowieka, po utracie bliskiej osoby. I to jest dla mnie najważniejszy wątek tego tekstu. Kontekst społeczny, polityczny, czy wręcz globalny – to kwestia drugoplanowa. Dowiedzieć się o śmierci syna to tragedia, ale nie wiedzieć nic o jego losach – to doświadczenie nie do opowiedzenia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

syrenka
  • syrenka
  • 14.06.2012 13:22

Recenzja pani Lidii być może i zachęcająca, ale zupełnie chybiona jeśli chodzi o przedstawienie, którego dotyczy. Byłoby dobrze, to wszystko o czym pisze pani Lidia ujrzeć w "Przebudzeniu". Niestety, tak nie jest. Może poza wrażeniem chaosu scenograficznego, który dla mnie, w odróżnieniu do p. Lidii, jest efektem niezamierzonym. Brak spójności stylistycznej w przestrzeni. Na podłogowej szachownicy, która zapowiada jakąś matematyczną rozgrywkę, stoi centralnie stół solarski(?), obok skórzany fotel obrotowy z podnóżkiem, niezgrabnie przesuwanym przez aktorów w kolejnych scenach. Tak niefortunne ustawienie elementów scenografii nie sprzyja rozwiązaniom sytuacyjnym, co często ma swoje przełożenie w tym spektaklu. Już w pierwszej scenie trojka aktorów dialoguje w zaklętym statycznym trójkącie przez 10-15min. - nuda. Podobnie kilka scen później, podczas wywiadu z rodzicami, tyle że na siedząco. Piętrzące się na stole rekwizyt w większości nie znajdują uzasadnienie obecności na scenie, nie puentują się. W ogóle puenta wielu scen nie wykracza poza to co dosłownie wynika z tekstu. A tekst pozostawia wiele do życzenia. Poprzeplatany publicystyką społeczną, która często na scenie brzmi sztucznie, a na którą i w tym przedstawieniu realizatorzy nie znaleźli pomysłu. Dlatego też wiele zdań ze sceny wypowiadanych jest "na siłę". Pomijam już nieudolne tłumaczenie. Nawet kosmetyczne poprawki twórców niczego nie zmieniają, gdyż tak słaby tekst należałoby solidnie opracować. Tu jednak konstrukcja wielu scen pozostaje bez zmian w odniesieniu do dramatu, a szkoda, bo dobrze opracowany tekst to polowa sukcesu. Ten tekst nie pomaga aktorom "odbić się". Częste opisywanie stanów emocjonalnych w jakich znajdują się postaci powoduję, że aktorzy nie grają emocji tylko o nich opowiadają. Wiele kwestii należałoby wyciąć. To wszystko składa się na słabą grę aktorów. Stenka wbrew temu co pisze p. Lidia nie jest "kwintesencją angielskiej powściągliwości", bo i jak tu być skoro tyle tekstu. Postać niewrażliwej dziennikarki jest tak doslownie naszkicowana, że aż boli. Nic tu nie kipi, aktorzy przeważnie szwendają się po scenie, lub leżą na niej. "Przebudzenie" nie wzrusza, nie przejmuję. I to nie dlatego, że trudno utożsamić się z bohaterami w tej tragicznej sytuacji, jaką jest zaginięcie najbliższej osoby. Ale glównie dlatego, że mamy tu do czynienia z różnymi patologiami, z które w domyśle odpowiedzialności bierze społeczeństwo, czyli nikt. Ze spokojnym sumieniem można darować sobie "Przebudzeni".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, Syrena za sprawą Wojciecha Malajkata od jakiegoś czasu ewoluuje. Nie porzuci zapewne starego repertuaru, bo ma on swoich zwolenników, ale proponuje też spektakle mniej rozrywkowe. "Przebudzenie" jest kolejnym na tej drodze. Warto się wybrać :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wybieram się na tę sztukę do teatru Syrena - mile zaskoczona, że ten teatr sięga po taki repertuar. Jak zwykle recenzja znakomita.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetna recenzja ... bardzo obrazowa i wnikliwa. Czytając poczułam się jak w teatrze... Szkoda, że do Warszawy tak daleko ...Dziękuję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cieszy fakt, że Syrena pod dyrekcją Wojciecha Malajkata stawia na poważniejszy i ambitniejszy repertuar. Szkoda, że dyrektor musi się posiłkować "pożyczonymi" z innych teatrów aktorami. A recenzja Pani Lidii jak zwykle niezwykle zachęcająca.

Komentarz został ukrytyrozwiń
b.
  • b.
  • 09.06.2012 14:32

A szkoda!
To wielka sztuka tak wnikliwie i analitycznie pisać o teatrze.
Jeszcze trudniej w tej sztuce świadomie uczestniczyć.

Komentarz został ukrytyrozwiń
wojo
  • wojo
  • 09.06.2012 14:14

Komentarzy w takich artykułach jak na lekarstwo;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.