Facebook Google+ Twitter

O krwi, błocie i łzach

Wszystko, co dobre musi się kiedyś skończyć. Były chwile wzniosłe i mniej wzniosłe, były piękne bramki i brutalne faule. Euro 2008 dobiega końca. Jakie były tegoroczne mistrzostwa Europy? Na to pytanie jest co najmniej tyle odpowiedzi, ile reprezentacji biorących udział w turnieju. A co z Euro 2008 zapamiętać mogą osoby mniej zorientowane w temacie od piłkarzy, zapalonych kibiców i tych, którzy chociaż wiedzą, co to piłka nożna?

 / Fot. PAP EPA ANTONIO COTRIMPrawie jak Ostry Dyżur

Na boiskach Szwajcarii i Austrii okazało się, że zawodnicy z powodzeniem mogliby grać pacjentów w serialach typu "Na dobre i na złe". Krew lała się prawie strumieniami. Co bardziej wrażliwi kibice musieli przełączać w trakcie spotkań program. Gorzej, jeżeli trafiali na retransmisję z gali boksu.

Żywym (na całe szczęście) przykładem brutalnej gry był Gokhan Zan. W meczu z Niemcami został sfaulowany przez Simona Rolfesa. Zawodnik niemiecki rozciął sobie łuk brwiowy (krew), a reprezentant Turcji głowę (więcej krwi). Miłośnicy futbolu, którzy marzą o karierze medycznej, mogli się hartować podczas oglądania mistrzostw. A panie mogły spośród nich wybierać przyszłych mężów (chirurdzy dużo zarabiają). Nie ma to, jak połączyć przyjemne dla panów z pożytecznym dla pań.

Bo nie było kisielu

Może nie był to najbardziej pasjonujący mecz na tych mistrzostwach, ale na pewno godny zapamiętania. 11 czerwca, Bazylea. Pierwsze 25 min. spotkania Szwajcaria-Turcja, to jeszcze był mecz piłki nożnej. Do czasu, aż zaczęło padać. Lać właściwie. Od około 30 minuty pojedynek piłkarski zamienił się w konkurs Mistera Błotnego Podkoszulka (znów coś dla pań). Rywalizację wygrali Turcy. Gospodarze nie mogli narzekać, że przegrali tylko z powodu pogody, bo ich rywale zawędrowali wślizgiem aż do półfinału turnieju. Szwajcarzy najwyraźniej nie nauczyli się od sąsiadów Austriaków kroków walca wiedeńskiego.

A jednak nie zapłakał

Wszyscy czekali na jego zapłakaną twarz. Operator kamery po meczu prawie go staranował, by uchwycić choć jedną łzę. Ale nic z tego. Cristiano Ronaldo tym razem był twardy. Po porażce z Niemcami schodził z boiska z podniesioną głową. W wylewaniu żalu wyręczyli go koledzy z reprezentacji, którzy łez nie kryli. Niestety, nie każdy może być etatowym płaczkiem. Tym razem popłakały się rzesze fanek młodego Portugalczyka. I nici z marzeń o podawaniu mu chusteczki... Może Cristiano Ronaldo odbije sobie płakanie na mistrzostwach świata 2010. Może wreszcie będzie mógł płakać z radości?

Niemerytorycznie, niefachowo, niepoważnie. Jeśli tak spojrzeć na tegoroczne Euro, to krew, błoto i łzy (a w zasadzie ich brak), to trzy rzeczy, które zapadają w pamięć. Można by jeszcze dorzucić do tego pomyłki sędziowskie. Ale wtedy wyszłoby na to, że autorka ma pojęcie o piłce, a przecież jest kobietą. Solidaryzując się ze swą płcią, przemilczę więc karnego dla Austrii, brak karnego dla Hiszpanii i kilka innych "kwiatków" sędziowskich. Nie warto się stresować, skoro i tak wiadomo, że grają wszyscy, a wygrywają Niemcy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Jak to, uronił:P

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo sympatyczny artykuł. Podoba mi się. Plusik

Komentarz został ukrytyrozwiń

- Cristiano Ronaldo tym razem był twardy.

haha

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 27.06.2008 09:10

nie za wcześnie trochę, jak na taki tekst? ME kończą się 29.06 :)
W końcu czasem bywa tak, że to ostatni mecz ma największą "siłę rażenia".

Komentarz został ukrytyrozwiń

do Łazów to się na wakacje jeździ ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.