Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

27741 miejsce

O książkach, które były dla kogoś

Stare książki to nie tylko ciekawe zabytki wydawnicze. Obok tekstu na pożółkłym już papierze często odnajdujemy napisaną odręcznie dedykację. Wraz z takim odkryciem jesteśmy dopuszczeni do ułamka uczuć kierującymi przed laty anonimową dziś ręką.

Należę do osób, które książki nie dość że czytają, to jeszcze gromadzą. Miłość do słowa pisanego łączy się u mnie ze swego rodzaju czułością, z jaką traktuję konkretne egzemplarze literackie. Jestem również zdecydowaną przeciwniczką wyrzucania książek na śmietnik, nawet jeśli dana pozycja wydaje się należeć do tych wątpliwych pod względem wartości. Tym samym skazuję się na rolę kolekcjonera najróżniejszych woluminów, których atrybuty nie zamykają się w świecie czysto literackim. Wraz z nim bowiem panują na moich półkach odległe od siebie dekady, tysiące palców przewracających na ich przestrzeni kartki książek.
Niektórzy z czytelników pozostawiali po sobie ślad: pisemną dedykację, mającą pozostawić obdarowującego w pamięci obdarowanego. Niekiedy o przynależności do innej epoki informuje wypłowiała pieczątka. Ale tylko czasami tego typu znaki związane są bezpośrednio ze mną.

Podarek od babci


 / Fot. U.A.MarczewskaEgzemplarz powieści Józefa Kraszewskiego "Złoty Jasieńko" pomyślany była zapewne jako podarek. Wydany w roku 1986 niedługo potem został opatrzony nieskomplikowaną dedykacją: "Kochanej Ani Babcia M." Litery są duże i okrągłe, podobne do tych, jakie stawia moja babcia. Ale to nie ja byłam adresatką krótkiej notatki. W czasie, gdy Ania otrzymywała podarek, nie umiałam nawet czytać. Po latach, mniej więcej w roku 2003, książka znalazła się u mnie. Przypadkowo trafiłam na nią na kiermaszu przy dworcu w Krakowie. Przyciągnęła mnie właśnie tymi napisanymi odręcznie słowami, prostymi a jednocześnie bardzo czułymi. Zrobiło mi się żal babci, która blisko dwadzieścia lat wcześniej podarowała wnuczce powieść Kraszewskiego. I chociaż nie znam Ani ani tym bardziej okoliczności w jakich utraciła książkę, mam do niej lekką, być może nieuzasadnioną pretensję, że pozwoliła jej znaleźć się na brudnym dworcu.

Konkurs socrealistyczny


 / Fot. U.A.MarczewskaDo moich dworcowych zdobyczy należy również książka Kazimierza Wyki "Pogranicze powieści", traktująca o polskiej prozie lat powojennych. Wydana przed sześćdziesięcioma laty książka stanowiła nagrodę w konkursie. Dziś wpisana starannym pismem na karcie tytułowej dedykacja wywołuje na ustach lekko rozbawiony uśmiech: "Nagroda Kółka Polonistycznego za udział w konkursie Plan sześcioletni wyrazem pokojowych dążeń narodu polskiego

". Nie mam pojęcia, kto został laureatem. Cieszę się jednak jak dziecko ciekawym zbiegiem okoliczności: książka nagradzająca anonimowego ucznia trafiła do mnie, mieszkanki Nowej Huty, dzielnicy której budowa wchodziła w skład wspomnianego w dedykacji planu sześcioletniego.

W przedwojennej "Szwajcarji"


 / Fot. U.A.MarczewskaMaleńki tomik poezji Słowackiego, który stoi na mojej półce, został wydany w 1923 roku. Poza dawną pisownią ("W Szwajcarji") zwraca uwagę lekko niewyraźna pieczątka przybita na stronie tytułowej. Ona również musi być stara, znów rzuca się w oczy pisownia ("Bibljoteka") a także treść, częściowo nieczytelna: "TOWARZYSTWA ZAKŁADANIA SZKÓŁ ŻYDOWSKICH W LUBLINIE". Nie ma tu dedykacji, książka najwyraźniej przez długie lata stanowiła wyposażenie biblioteki. Zastanawiam się, jakie mogły być losy przedwojennego woluminu. Gdzie znajdował się w latach okupacji? Dzięki komu uniknął zniszczenia przez przeszło osiemdziesiąt lat? Mimo wielu lat przechodzenia zapewne z rąk do rąk książeczka jest w zadziwiająco dobrym stanie. Ale i tak boję się ją czytać: martwię się o delikatne strony, zbrązowiałe upływającymi latami.

Kino i reszta współczesnego świata


 / Fot. U.A.MarczewskaNa tle powyższych przykładów współczesna dedykacja Andrzeja Wajdy nie robi dużego wrażenia. Ot, jeden z wielu podpisów zdobytych przy różnych okazjach. Bywa zresztą, że w księgarni można od razu zakupić książkę z autografem autora. A przecież ten też była dla mnie ważny: zdobyty w latach mojej nauki w liceum, zupełnie przypadkiem. Wtedy autograf znanego reżysera był naprawdę "czymś", niemal przybliżał mnie do uczestnictwa w filmowym dziele tworzenia. Książka "Kino i reszta świata" jest ze mną dopiero od kilku lat. Mam nadzieję, że za pół dekady będzie zasługiwać na lepsze miejsce niż dworzec kolejowy.

Kawałek historii, której nikt nie spisze


Ręcznie wpisana dedykacja jest dla mnie zupełnie osobnym wymiarem książki. To jakby oddzielne, dodatkowe życie, wykraczające poza literackie sytuacje zawarte w drukowanych zdaniach. Życie pełne uczuć. Czułości, dotyku palców wpisujących ręcznie słowa. Relacji międzyludzkich: babcia wręczająca wnuczce książkę w urodzinowym podarku, bibliotekarka podająca czytelnikowi wybraną przez niego pozycję, zerkająca surowym wzrokiem znad szkieł okularów. Wszystko to w konwencji ówczesnych, czasem odległych czasów: staromodna torebka, w której chowano książkę. Staromodne pióro i kiepski atrament. Ot, kawałek historii, której nikt nigdy nie spisze.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

;-)+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Też nie umiem wyrzucać książek i skutek jest taki, że się zaczyna przelewać. Umówiłam się już z panem z antykwariatu, że część z nich przyniosę. Teraz mam jednak znowu problem - które? A dedykacje - też bardzo lubię. Z najcenniejszych, jakie mam - poza rodzinnymi - ks. Jana Twardowskiego, Tadeusza Różewicza. Pamiętam, jak dostałam pierwszą książkę od Redakcji. I brakowało mi w niej - dedykacji właśnie. Pisałam o tym nawet do Pawła. :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marto :) Pisałam o tych zapiskach na marginesach przy okazji wspomnień z uczelnianej biblioteki. Mam dokładnie takie samo zdanie :-)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy materiał :) Ja osobiście uwielbiam książki z komentarzami na marginesach i podkreśleniami wcześniejszych czytelników. To taki rodzaj dialogu między czytającymi książki w różnym czasie, a niektóre uwagi są naprawdę bardzo trafne i wzbogacają książki :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Całkowicie Cię rozumiem Urszulo:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tekst naprawdę wporzo. Fajnie się czytało. Dlatego autorka otrzymuje ode mnie plus +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przeczytałem Twój tekst z wielką przyjemnością.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Agatko, piękny tekst... Książkowe dedykacje to jest coś. Sam jestem posiadaczem jednego woluminu ("Pan Samochodzik i Templariusze") z ciekawą dedykacją "Pawełku - za to, że udało Ci się w końcu przejść przez ósmą klasę. Może będą jeszcze z Ciebie ludzie. Wujek Kazek"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.