Facebook Google+ Twitter

O ludziach, którzy odzyskują wspomnienia

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2010-04-22 14:26
  • Creative Commons

Stara, zmęczona kobieta przyglądała się ze smutkiem wygrzebanej spod zwałów błota zniszczonej fotografii. Śmierdzące szlamem, zamulone gruzy, spod których wydobywała resztki pamiątek, były kiedyś jej domem.

Pożółkłe, przemoczone zdjęcie trzymane z czcią w pomarszczonych dłoniach, jeszcze przed pięcioma miesiącami zdobiło ścianę salonu. Był to portret jednego z jej przodków – być może człowieka, który zbudował ten dom – pół roku temu zamieniony przez wichurę i powódź w kupę śmierdzącego błota. Po paru minutach przywoływania wspomnień, kobieta, wciąż wahając się, wyrzuciła poniszczoną fotografię na śmietnisko.

Scena ta została sfotografowana przez Becky Sell – fotoreporterkę lokalnej gazety z Fredricksburga – “The Free-Lance Star”. Było to w styczniu 2006 roku, w Pass Christian – jednej z wielu miejscowości amerykańskiego południa, zniszczonych pięć miesięcy wcześniej przez Huragan Katrina. Becky – do spółki z innymi dziennikarzami – zbierała materiały do artykułu o ludziach próbujących rozpocząć na nowo życie “po Katrinie”, fotografowała zniszczone budynki, mosty i drogi. Robiła zdjęcia powracającym do zburzonych domów mieszkańcom i garstce ochotników, pomagających odbudowywać zdemolowane miasteczko. Rozmawiała z osobami pozbawionymi całego dobytku – wysłuchiwała ich opowieści o zaginionych braciach, matkach i przyjaciołach, o bólu i śmierci. Przypatrywała się zdruzgotanym przeżyciami starcom i płaczącym dzieciom, fotografowała osoby próbujące ocalić rodzinne pamiątki – potłuczone filiżanki, zabłocone zabawki, porozrywane zdjęcia. Jedną z nich była właśnie ta stara kobieta, z bólem wyrzucająca zniszczoną przez nawałnicę fotografię.

"Jesteście jak Bóg, zesłany naszej rodzinie." (Marlene H.)*


Parę dni później Becky, wraz z redakcyjnym kolegą – Davidem Ellisem, powróciła do Pass Christian – tym razem po to, by ratować zdewastowane zdjęcia. Dwójka dziennikarzy ulokowała się w lokalnej bibliotece, gdzie – zajęta instalowaniem potrzebnego sprzętu – czekała na mieszkańców miasteczka. Zadanie, jakie sobie postawili, było jasne – za darmo odrestaurować jak najwięcej uszkodzonych fotografii, należących do dotkniętych kataklizmem ludzi. Całą operację Becky i David mieli zamiar przeprowadzić na miejscu, wykorzystując umocowane na specjalnych uchwytach aparaty fotograficzne (stare zdjęcia trzeba było fotografować, skanowanie – z powodu zbyt dużego ryzyka całkowitego zniszczenia fotografii – nie wchodziło w grę ), wyposażone w specjalistyczne programy graficzne laptopy oraz drukarki. Akcję nagłośniono w miejscowej prasie, w miasteczku pojawiły się także ulotki i plakaty. Ludzie zaczęli nadchodzić...

"Te zdjęcia to jedyne rzeczy, jakie odnalazłem w błocie po przejściu Katriny. Huragan zniszczył mój dom i zabrał mi wspomnienia. Jestem wam niezmiernie wdzięczny nie tylko za odrestaurowanie fotografii, ale również za przywrócenie moich wspomnień." (David A.)*



Przynosili ze sobą wyblakłe, poskręcane przez wodę odbitki, na których uwiecznione zostały najważniejsze, najpiękniejsze momenty ich życia. Przynosili bożonarodzeniową choinkę z rozpakowującymi prezenty dziećmi, ojca tulącego niemowlaka, młodą parę podczas ceremonii w kościele, umundurowanych żołnierzy dumnie prężących się w otoczeniu młodych dziewcząt. Niektórzy z przybyłych mieli tylko jedną ocalałą fotografię – często w stanie nie nadającym się do odtworzenia – dowiedziawszy się o tym, odchodzili ze łzami w oczach. Inni wahali się, nie mogąc zdecydować, które zdjęcia przeznaczyć do naprawy – trzeba było wybrać 5 fotografii – tylko 5 spośród rodzinnych portretów, wakacyjnych pejzaży, pamiątek z czasów szkolnych. David wspominał ogromnego Murzyna, sylwetką przypominającego gracza footballu amerykańskiego, który – musząc wybierać pomiędzy portretem dawno zmarłej matki, a wizerunkiem wychowującego go w dzieciństwie wujka – rozpłakał się jak małe dziecko.

"Pragnę wam bardzo podziękować za odnowienie moich fotografii. (...) Straciłam ich tak dużo, że wciąż chce mi się płakać. Meble można odkupić, zdjęć się nie da. (...) Uwielbiam moje fotografie, zawsze były moim najbardziej strzeżonym skarbem. Marzymy z mężem o tym, aby leżeć w łóżku i bez końca oglądać nasze albumy, ale teraz – bez porządnego umeblowania – jest nam zbyt ciężko, starzejemy się."(Marlene V.)*



Przychodziły do nich sędziwe kobiety, dla których stare albumy były jedynymi ocalonymi z kataklizmu przedmiotami. Niektóre z nich na na stałe zapadły w pamięci uczestników kolejnych wypraw, inne przez lata utrzymywały kontakt z poznanymi podczas akcji ludźmi. Siedemdziesięciosześcioletnia Elaine nazwana przez przyjaciół “Huraganem Elaine”, w drugą rocznicę tragedii zaprosiła kilkoro z “fotograficznych doktorów” na swoje urodzinowe przyjęcie. Wyprawione ono zostało w willi jednego z członków rodziny – z dala od Nowego Orleanu – gdzie mieszkała przez całe swoje życie. W dwa lata po przejściu huraganu, Elaine nadal nie odzyskała swojego domu, odzyskała natomiast zatrzymane w kadrach wspomnienia lepszych czasów. Odzyskała je dzięki Becky, Davidowi i – wciąż zwiększającej się – grupie woluntariuszy.

"Moi rodzice stracili wszystko, co posiadali. Przez trzy tygodnie w ich domu stała woda. (...) Nie macie pojęcia, co – dla nas i dla moich rodziców – oznacza każda uratowana rzecz, a szczególnie fotografie. Najwspanialsze jest to, że mogłam zrobić mojej matce niespodziankę z okazji Dnia Matki, pokazując jej odrestaurowany album ślubny. (...) Bardzo dziękuję za waszą wspaniałomyślność i ciężką pracę." (Debra A.)*


W chwili obecnej, dwa i pół roku po pierwszej wizycie w Pass Christian, akcja ratowania zniszczonych fotografii trwa nadal. Powstała oficjalna organizacja charytatywna – Operation Photo Rescue (OPR) – posiadająca swe władze, siedzibę i stronę internetową. Zarejestrowanych jest w niej ponad 800 ochotników, są wśród nich fotografowie, graficy, zawodowi restauratorzy zdjęć i studenci ze wszystkich stanów USA, z Australii, Brazylii, RPA, Nowej Zelandii, Kanady, Włoch i Holandii, mieszkańcy Irlandii i Zjednoczonego Królestwa. David i Becky, wraz z grupką ochotników, wciąż jeżdżą po zalanych niegdyś terenach (akcja rozszerzyła się na obszary dotknięte innymi klęskami żywiołowymi), fotografując zniszczone przez siły natury zdjęcia. Ich odzyskiwaniem zajmują się teraz rozsiani po całym świecie woluntariusze, a za rozsyłanie gotowych odbitek odpowiedzialna jest Angela, żona Davida, która – jak pisze sam inicjator akcji – zamieniła jadalnię ich domu w biuro OPR. Zniszczonych, czekających na naprawę zdjęć wciąż przybywa. Są wśród nich takie, które wymagają ogromnych, fachowych umiejętności, ale są też takie, którym wystarczy poświęcić godzinę pracy – potrzebną do lekkiego skorygowania kolorów i uzupełnienia niewielkich brakujących fragmentów. Na te odzyskane obrazy przeszłości czekają ludzie – ludzie, którzy niejednokrotnie stracili domy i swoich najbliższych – ludzie, dla których odzyskana fotografia jest często jedyną nadzieją...


* Wszystkie cytaty pochodzą z wątku forum OPR, na którym publikowane są podziękowania od właścicieli odnowionych fotografii. Tłumaczenie autora.
Podczas opracowywania materiału korzystałem z: OPR Blog, artykułu z NPPA oraz tekstu w North County Times. Najwęcej wiadomości pochodzi - rzecz jasna - z bezpośrednich "rozmów" z członkami OPR, prowadzonych na oficjalnym forum organizacji.

Autor: Maciej Lewandowski

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.