Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

15044 miejsce

O Muambie. Kiedy futbol schodzi na drugi plan

Padł na murawę. Nie dawał oznak życia. Na stadionie zaległa ponura cisza. Załamani zawodnicy patrzyli z bezsilnością na trwającą rozpaczliwą walkę służb medycznych o życie Fabrica Muamby.

Serce Muamby przestało bić w 42. minucie pucharowego pojedynku pomiędzy Boltonem Wanderers a Tottenhamem Hotspur. To fatalne wydarzenie miało jednak swój szczęśliwy finał. Stan zdrowia Muamby z dnia na dzień ulega sukcesywnej poprawie. Oddycha już samodzielnie, serce pracuje bez pomocy aparatury medycznej, porusza kończynami oraz mówi. Lekarze zgodnie twierdzą: „To cud”. Futbolista nie oddychał przez 78 minut, 16-krotnie próbowano przywrócić pracę serca z użyciem defibrylatora. Bezskutecznie. Dopiero w szpitalu udało się go uratować.

Lekarz Boltonu Jonathan Tobin po wszystkim powiedział: „Obawialiśmy się najgorszego i nie sądziliśmy, że tak szybko będzie dochodził do siebie. To niesamowite. 48 minut minęło od jego zasłabnięcia do dotarcia do szpitala i kolejne 30 minut potem. Był praktycznie martwy w tym czasie”. Angielski świat zaniemówił, wstrzymał oddech i z bezradnością obserwował, wydawać by się mogło, z góry skazaną na porażkę walkę o życie 23-letniego reprezentanta młodzieżówki Anglii.

Kapitan Boltonu, Kevin Davies, stwierdził: „Atak serca Fabrica Muamby sprawił, że futbol stał się nieistotny”. Po czym wrócił myślami do sobotniego zajścia: „Śledziliśmy grę, skupieni na piłce, kiedy ktoś krzyknął . Wtedy zobaczyliśmy go leżącego na murawie. W ciągu kilku sekund uzmysłowiliśmy sobie, że jest to coś bardzo poważnego. W ciągu minuty bądź dwóch wiedzieliśmy, że dzieje się coś bardzo złego”.

Podobno wychowanek Arsenalu życie zawdzięcza kibicowi Tottenhamu, Andrew Denerowi (kardiolog), który zareagował natychmiast. Minął ochronę, pobiegł do gracza, koordynował akcję ratunkową, a następnie skierował ambulans do swojego szpitala. Muamba może mówić o szczęściu. Olbrzymim szczęściu.

Inni szczęścia nie mieli

W ciągu kilku ostatnich lat byliśmy świadkami wielu tragicznych wydarzeń na boiskach. Zbyt wielu. Dawniej na palcach jednej ręki można było policzyć te wszystkie feralne sytuacje. Teraz śmierć na boiska zagląda co roku.

W 2003 roku podczas półfinałowego spotkania Pucharu Konfederacji między Kamerunem a Kolumbią niespodziewanie zasłabł i upadł na murawę Marc-Vivien Foe. Pomimo błyskawicznej reakcji lekarzy i akcji reanimacyjnej, reprezentanta nie udało się uratować.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.