Facebook Google+ Twitter

O odpowiedzialności redaktorów moderujących

Często adiustator zapomina, iż to nie on jest autorem artykułu, i z sobie tylko wiadomych względów cudzy tekst przerabia na tekst własny.

Z największą przykrością muszę stwierdzić, że: "źle się dzieje w państwie duńskim". Do tego stopnia źle, że ja znany - mam nadzieję - z wielkiej tolerancji po raz pierwszy wobec mojej (ze względu na stosunek uczuciowy) redakcji Wiadomości24.pl czuję się zmuszony do napisania kilku krytycznych słów.


Wielokrotnie na redakcyjnym forum pojawiały się teksty autorów, którzy nie mogli się pogodzić ze zmianami, które redaktorzy adiustujący dokonali w ich artykułach. Starałem się wówczas zajmować pozycję mediatora, który tłumaczył zasady dokonywania poprawek, skrótów nanoszonych na cudzych tekstach i odpowiedzialności adiustatorów za finalny produkt.
Chcę powiedzieć, że praca dziennikarza poprawiającego cudze teksty nie należy do łatwych czy przyjemnych. Wprost przeciwnie. Praca to paskudna, przyprawiająca o ból głowy, mdłości, rozdwojenie jaźni, palpitację serca oraz swędzenie kciuka. Trzeba ją jednak wykonać i w znakomitej większości przypadków poprawione przez adiustatora teksty zyskują na wartości.

Należy tu jednak postawić następujące zastrzeżenie: adiustator musi być TYM adiustatorem. W większości redakcji funkcje takie pełnią najlepsi z najlepszych. Są to redaktorzy dysponujący wielkim doświadczeniem, dużą, uniwersalną wiedzą, znający wszelkie meandry języka polskiego.
Mam pełną świadomość, że nie ma osób, które wykonują zawsze swoją pracę bezbłędnie. Nie jest to także możliwe w naszej redakcji. Grupka redaktorów moderujących teksty nie jest wielka, ba! jest za mała! Same zaś teksty - co tu ukrywać - najczęściej dalekie bywają od dziennikarskiej (choćby) średniej. Błędy zdarzają się zatem, bo zdarzać się muszą. Tyle tylko, że zdarzyć się nie mają prawa! Też mi dwumian Newtona!

Kilka miesięcy temu miałem przyjemność (nadzwyczaj męczącą) przez kilka dni poprawiać w redakcji cudze teksty. (budzę się na dźwięk własnego przerażonego krzyku kiedy okres ten mi się przyśni). Efektem tamtej pracy był artykuł, w którym opisałem wątpliwości jakie muszą być udziałem każdego adiustatora. Podnosiłem w owym tekście wielką odpowiedzialność za cudzy tekst. Poprawiać czy nie - zadaję sobie pytanie? Błędy ortograficzne, interpunkcyjne, merytoryczne ? - oczywiście tak. A stylistykę? A konstrukcję? Zachować oryginalny styl autora? - wydawać by się mogło, że to oczywiste. Tak, tak i jeszcze raz tak!

Cóż, bywa inaczej. Często adiustator zapomina, iż to nie on jest autorem artykułu, i z sobie tylko wiadomych względów cudzy tekst przerabia na tekst własny. Zdarza się, że nie unika przy tym błędów: merytorycznych, interpunkcyjnych, ortograficznych. Kto wychodzi wówczas na "dudka"? Autor tekstu, a nie adiustator! Apeluję zatem (doceniając ciężką pracę adiustatorów) o rozwagę i umiar podczas pracy nad cudzym tekstem. A nade wszystko o odpowiedzialność za cudzy tekst i dobre imię redakcji.
Muszę w tym momencie zneutralizować nieco wrażenie, jakie mój tekst może wywołać. Będzie dowcip - bardzo a propos.

W czasie budowy Nowej Huty poszukiwano wielkiej liczby pracowników: cieśli, murarzy, buchalterów... Do szefa kadr zgłasza się kandydat na pracownika.
- Chcę zostać buchalterem - mówi.
- Napisz podanie - żąda kadrowiec.
- Nie potrafię pisać!.
Kadrowiec przegania analfabetę.
Historia ma swój ciąg dalszy.
W dwadzieścia lat później.
W sklepie jubilerskim, w Nowym Jorku niedoszły kandydat kupuje biżuterię za ćwierć miliona. Płaci wyjmowanymi z walizki plikami banknotów.
- A nie łatwiej wypisać czek? - pyta ekspedient.
- Gdybym umiał pisać, to byłbym teraz buchalterem w Nowej Hucie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Andrzeju, z tym przedwojennym anclem to nieźle sie uśmiałem! Faktycznie, jakis bezrobotny biedak z maturą mógłby dyżurować w podanym charakterze, a jednoczesnie - ileż artykułów redaktorzy mogliby napisać podczas tej znajomosci (pomiędzy odsiadkami)...
I nowoczesny wątek - do ancla mógłby onże chadzać za autora, który by nielegalnie zamieścił skan zestawu flamastrów albo nasion bakłażana bez zgody fotografa. Redakcja pouczała, że to koszmarne pieniądze, których jednak nikt nie widział (w sensie wyroku), a opisywane problemy parę dni temu pokazują, że najpierw wzywa się człowieka do usunięcia spornych skanów, a potem ciągnie się po anclach...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Stara dobra dziennikarska zasada mówiła, że ten co podpisuje się pod wydrukowanym tekstem nie tylko bierze wierszówkę ale też sygnujac tekst swoim nazwiskiem, odpowiada za niego. Co prawda w tamtych czasach redaktorzy pilnowali, by jedyna słuszna linia była właściwie prezentowana na łamach a akceptujący teksty poprawiali jedynie drobiazgi jezykowe, które każdemu mogą się omsknąć.
Wiem wiem, dziś nawiedzeńców, twórców i pseudodziennikarzy jak mrówków i każdy uważa, że ma rację. Skoro tak, to publikować wszstkie teksty a wzorem przedwojennych redakcji zatrudnić na etat tzw. "redaktora od siedzenia", który w przypadku ukarania redakcji za puszczenie niewłaściwego materiału szedł do ancla odsiadywać wymierzoną przez sąd karę. Problem z głowy, wilk syty i redakcja cała.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przede wszystkim drastycznie spadła ostatnio liczba tekstów autorskich na stronie głównej. Mówię o średniej. Brakuje czegoś. I wiesz, Andrzeju, myślę sobie, że brakuje mocnych tekstów redaktorów. Być może redakcja powinna pomyśleć o zatrudnieniu kilku osób z grupy autorów (mówię od razu - siebie wykluczam) do moderacji, choćby na jakiś określony czas, albo w ramach stażu. Oczywiście nie za darmo, niech studenci zarobią:) Wtedy redaktorzy mogliby sią zająć "wytyczaniem linii redakcyjnych". Nie chodzi tu oczywiście o linię polityczną, ideową, a raczej o linię tematyczną. Paweł apelował, żeby o tym pisać zamiast dyskutować na forum. Ale... apel był na forum. Poza tym polityka zniechęcania "trudnych" autorów do pisania poprzez różnego rodzaju publiczne komentowanie ich dorobku, cech charakteru, itp. na pewno nie sprzyja rozwojowi. Już teraz mam wrażenie, że zaglądu tu grupka stałych bywalców, grupka nowo zarejestrowanych i przypadkowo trafiające osoby (np. przez Google).

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Same zaś teksty - co tu ukrywać - najczęściej dalekie bywają od dziennikarskiej (choćby) średniej". Hmm.. co tydzień nagród w W24 jakby coraz więcej... Podpisuję się zresztą pod Mirkiem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plusik i szacuneczek!
Artykuł pisany raczej dla Kolegów niż Czytelników... Taka koleżeńska instrukcja i zalecenia? Prośba o opamiętanko?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.