Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Moje Trzy Grosze > Wolna myśl > O Pakistańczykach, Polakach i życiu w Anglii

Pozycja materiału w rankingach:

44044 miejsce

Dział: Wolna myśl

Ocena: 3pkt

Oceń:

O Pakistańczykach, Polakach i życiu w Anglii


Mój kolega Humar jest Pakistańczykiem. Nazywam go kolegą, chociaż tak naprawdę znamy się tylko z widzenia. A raczej z jedzenia, bo on pracuje w pizzerii, a ja tam zachodzę często się posilić.

Humar jest bardzo miłym, młodym człowiekiem. Wysoki, z ciepłymi czarnymi oczami i lśniącymi czarnymi włosami. Kiedy przychodzę, to on już wie, co zamówię. Spisuje tylko jaki chcę topping na pizzę. Topping, czyli posypkę, a dokładniej z czym ma być ta pizza. Z grzybami, pomidorami, kukurydzą, kurczakiem, kurczakiem tandoori, cebulą... Można wybrać trzy z tych rzeczy. W sumie wychodzi tanio, bo i pizza, i frytki, i jeszcze napój w puszce, a wszystko kosztuje 2,49 funta (chwyt cenowy z dziewiątką na końcu obowiązuje nie tylko w Polsce). Jeszcze parę miesięcy temu taki zestaw kosztował 2 funty. Chciałoby się powiedzieć "Kupujcie pizzę, tak szybko drożeje...".

Pamiętam, kiedy cena się zmieniła, przyszło akurat do pizzerii kilku ciemnoskórych chłopaków, przekonanych, że cena wynosi wciąż 2 funty za sztukę. Kiedy dowiedzieli się, że podskoczyła o pół "Elki", wzniecili małą rewolucję. Zaczęli krzyczeć, że to niesprawiedliwe i że nie biorą tych pizz. "Pójdziemy do Dixy, tam są za 2 funty" - obwieścili głośno i wyszli, fuckując.

Ale wracając do Humara. Zawsze, jak się spotkamy, to zamieniamy ze sobą parę słów. Rozmawiamy o różnych sprawach. Humar mi mówił, że w Pakistanie korupcja, brak pracy. Kiedy mi opowiadał o swoim kraju, to tak jakby opowiadał o Polsce. W sumie oba kraje różnią się widocznie niewiele, skoro w Anglii jest porównywalnie dużo Pakistańczyków, jak Polaków. Tyle, że oni raczej trafiają do branży fastfoodowej i sklepowej, a Polacy przeważnie pracują w fabrykach i w magazynach. Nawet sklepy z polskim asortymentem otwierają Pakistańczycy. Dlaczego? Dlaczego nie robią tego Polacy? Nie wiem. Być może Polak, gdy już ma pieniądze na rozpoczęcie biznesu i ma zamiar otworzyć sklep, myśli sobie: "Wracam do Polski i tam otworzę biznes".

Pamiętam, w Olsztynie, przy Dworcu, jakiś młody mężczyzna wykupił budkę z zapiekankami i kurczakami. Rozmawiał ze znajomym klientem o swoim biznesie. Okazało się, że był jakiś czas w Wielkiej Brytanii i wrócił właśnie po to, by zacząć swój fastfoodowy biznes. Widać było, że nauczył się w Anglii tego, że "nasz klient - nasz pan" i że trzeba o klienta dbać, bo to on jest źródłem pieniędzy. W Polsce często się o tym zapomina... Miło było usłyszeć z ust tego młodego przedsiębiorczego sklepikarza ex-emigranta słowa: "Dziękuję, zapraszam ponownie". Klient musi poczuć, że został potraktowany jak człowiek - wtedy na pewno wróci.

Mój pakistański kolega Humar wie o tym. Szanuje swoich klientów. Dlatego też chce mi się przychodzić do jego pizzerii. Ale również dlatego, że jest ciekawym, ciepłym człowiekiem, z którym można pogadać na różne tematy.

Zobacz także:

Piotr Balkus OFFline profil autora

Autor: Piotr Balkus

Napisz do autora

Artykuły (246) Galerie (26) Średnia ocen (3.91)

Wiek: 28 | Miejscowość: Zagranica | Kraj: UK

O mnie: Mieszkam w Anglii. Interesuję się muzyką i wszystkim innym.

Ostatnie artykuły autora:

Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 1

Sortuj komentarze:

Tomasz Osuch 10.02.2011 12:34

Ocena: Ocena pozytywna 48 Ocena negatywna 56

Biznesmen z przydworcowej budki w Olsztynie mówi "dziękuję" i zaprasza do ponownego odwiedzenia jego fastfoodowego imperium, bo jest jego właścicielem, utrzymuje się z tego i musi dbać o swoich klientów. Jeśli pracowałby u kogoś, nie sądzę, by tak mu zależało.

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.