Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

11112 miejsce

O Pakistańczykach, Polakach i życiu w Anglii

Mój kolega Humar jest Pakistańczykiem. Nazywam go kolegą, chociaż tak naprawdę znamy się tylko z widzenia. A raczej z jedzenia, bo on pracuje w pizzerii, a ja tam zachodzę często się posilić.

Humar jest bardzo miłym, młodym człowiekiem. Wysoki, z ciepłymi czarnymi oczami i lśniącymi czarnymi włosami. Kiedy przychodzę, to on już wie, co zamówię. Spisuje tylko jaki chcę topping na pizzę. Topping, czyli posypkę, a dokładniej z czym ma być ta pizza. Z grzybami, pomidorami, kukurydzą, kurczakiem, kurczakiem tandoori, cebulą... Można wybrać trzy z tych rzeczy. W sumie wychodzi tanio, bo i pizza, i frytki, i jeszcze napój w puszce, a wszystko kosztuje 2,49 funta (chwyt cenowy z dziewiątką na końcu obowiązuje nie tylko w Polsce). Jeszcze parę miesięcy temu taki zestaw kosztował 2 funty. Chciałoby się powiedzieć "Kupujcie pizzę, tak szybko drożeje...".

Pamiętam, kiedy cena się zmieniła, przyszło akurat do pizzerii kilku ciemnoskórych chłopaków, przekonanych, że cena wynosi wciąż 2 funty za sztukę. Kiedy dowiedzieli się, że podskoczyła o pół "Elki", wzniecili małą rewolucję. Zaczęli krzyczeć, że to niesprawiedliwe i że nie biorą tych pizz. "Pójdziemy do Dixy, tam są za 2 funty" - obwieścili głośno i wyszli, fuckując.

Ale wracając do Humara. Zawsze, jak się spotkamy, to zamieniamy ze sobą parę słów. Rozmawiamy o różnych sprawach. Humar mi mówił, że w Pakistanie korupcja, brak pracy. Kiedy mi opowiadał o swoim kraju, to tak jakby opowiadał o Polsce. W sumie oba kraje różnią się widocznie niewiele, skoro w Anglii jest porównywalnie dużo Pakistańczyków, jak Polaków. Tyle, że oni raczej trafiają do branży fastfoodowej i sklepowej, a Polacy przeważnie pracują w fabrykach i w magazynach. Nawet sklepy z polskim asortymentem otwierają Pakistańczycy. Dlaczego? Dlaczego nie robią tego Polacy? Nie wiem. Być może Polak, gdy już ma pieniądze na rozpoczęcie biznesu i ma zamiar otworzyć sklep, myśli sobie: "Wracam do Polski i tam otworzę biznes".

Pamiętam, w Olsztynie, przy Dworcu, jakiś młody mężczyzna wykupił budkę z zapiekankami i kurczakami. Rozmawiał ze znajomym klientem o swoim biznesie. Okazało się, że był jakiś czas w Wielkiej Brytanii i wrócił właśnie po to, by zacząć swój fastfoodowy biznes. Widać było, że nauczył się w Anglii tego, że "nasz klient - nasz pan" i że trzeba o klienta dbać, bo to on jest źródłem pieniędzy. W Polsce często się o tym zapomina... Miło było usłyszeć z ust tego młodego przedsiębiorczego sklepikarza ex-emigranta słowa: "Dziękuję, zapraszam ponownie". Klient musi poczuć, że został potraktowany jak człowiek - wtedy na pewno wróci.

Mój pakistański kolega Humar wie o tym. Szanuje swoich klientów. Dlatego też chce mi się przychodzić do jego pizzerii. Ale również dlatego, że jest ciekawym, ciepłym człowiekiem, z którym można pogadać na różne tematy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Biznesmen z przydworcowej budki w Olsztynie mówi "dziękuję" i zaprasza do ponownego odwiedzenia jego fastfoodowego imperium, bo jest jego właścicielem, utrzymuje się z tego i musi dbać o swoich klientów. Jeśli pracowałby u kogoś, nie sądzę, by tak mu zależało.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.